Czy można pracować w samym centrum nazistowskiego aparatu propagandy i jednocześnie uważać, że polityka właściwie nas nie interesuje?
Czy można wykonywać swoje obowiązki, korzystać z dobrej posady, cieszyć się stabilizacją i jednocześnie nie zadawać sobie pytania, co właściwie dzieje się wokół nas?
„Niemieckie życie. Byłam sekretarką Goebbelsa” to książka, która właśnie dlatego jest tak niepokojąca. Nie opowiada o nazizmie wyłącznie przez pryzmat przywódców, rozkazów i wielkich wydarzeń. Pokazuje go z perspektywy kobiety, która znalazła się bardzo blisko jednego z najważniejszych ludzi III Rzeszy, a przez lata postrzegała siebie przede wszystkim jako osobę wykonującą swoją pracę.
Książka Brunhilde Pomsel i politologa Thore'a D. Hansena ukazała się w Niemczech w 2017 roku, a polskie wydanie „Niemieckie życie. Byłam sekretarką Goebbelsa” wydała Bellona w 2018 roku. Publikacja opiera się na wspomnieniach Pomsel i rozmowach z nią; Hansen dodaje do nich własną analizę i odniesienia do współczesności.
Brunhilde Pomsel – zwyczajna kobieta w niezwyczajnych czasach
Brunhilde Pomsel nie przedstawia siebie jako zagorzałej nazistki.
I właśnie to jest w jej historii najbardziej niepokojące.
Była kobietą, która chciała mieć pracę, pieniądze, dobre ubrania i znaleźć się w lepszym środowisku. Wcześniej pracowała między innymi u żydowskiego prawnika, a później znalazła zatrudnienie w instytucjach związanych z nazistowskim państwem. Od 1942 roku pracowała jako sekretarka w Ministerstwie Propagandy Josepha Goebbelsa.
Nie była osobą podejmującą decyzje.
Nie pisała ustaw.
Nie kierowała aparatem terroru.
Była sekretarką.
I właśnie dlatego jej historia zmusza do zadania trudnego pytania:
Czy za zło odpowiadają wyłącznie ci, którzy je planują i wydają rozkazy?
Czy również ci, którzy widzą jego fragmenty, ale wybierają wygodę, karierę albo bezpieczeństwo zamiast zadawania pytań?
„Ja tylko wykonywałam swoją pracę”
To chyba najbardziej niewygodny element tej historii.
Pomsel przedstawiała siebie jako osobę mało zainteresowaną polityką. Jej własne wspomnienia pokazują, jak łatwo można oddzielić wykonywanie codziennych obowiązków od tego, do czego te obowiązki służą.
I tutaj książka przestaje być wyłącznie opowieścią o jednej Niemce żyjącej w czasach nazizmu.
Staje się książką o ludzkiej zdolności do niewidzenia tego, czego nie chcemy widzieć.
Bo przecież bardzo łatwo powiedzieć:
„To nie moja sprawa.”
„Ja tylko pracuję.”
„Nie mam wpływu.”
„Ktoś inny podejmuje decyzje.”
„Nie interesuję się polityką.”
Problem pojawia się wtedy, gdy konsekwencje tych decyzji zaczynają dotykać innych ludzi.
Najbardziej przerażające nie jest to, co robiła
Paradoksalnie najbardziej przerażająca nie jest dla mnie sama postać Pomsel.
Przerażająca jest jej normalność.
Nie czytamy o potworze, który od początku marzył o krzywdzeniu innych.
Czytamy o człowieku, który chce urządzić sobie życie.
Chce mieć dobrą pracę.
Chce zarabiać.
Chce być częścią określonego środowiska.
Nie chce mieć problemów.
I właśnie dlatego historia Brunhilde Pomsel jest tak niewygodna.
Bo łatwiej byłoby nam uwierzyć, że ludzie wspierający zbrodniczy system zawsze są fanatykami.
Tymczasem historia pokazuje, że system może być również podtrzymywany przez ludzi, którzy nie uważają się za jego ideologicznych zwolenników.
Czy Pomsel była ofiarą?
To pytanie również nie ma dla mnie prostej odpowiedzi.
Po zakończeniu wojny Pomsel trafiła do sowieckiej niewoli i spędziła w niej pięć lat. Po wojnie wróciła do pracy i przez lata pracowała jako sekretarka w niemieckiej telewizji publicznej ARD. Zmarła w 2017 roku w wieku 106 lat.
Można więc patrzeć na nią również jako na kobietę, która sama znalazła się później w trudnej sytuacji.
Ale jej późniejsze losy nie sprawiają, że pytanie o odpowiedzialność znika.
I właśnie tego nie pozwala nam łatwo rozstrzygnąć ta książka.
Nie daje komfortowego podziału:
dobrzy – źli, ofiary – sprawcy.
Zmusza raczej do zastanowienia się nad szarą strefą ludzkich zachowań.
Thore D. Hansen robi coś więcej niż tylko spisuje wspomnienia
To ważne, ponieważ „Niemieckie życie” nie jest po prostu autobiografią Brunhilde Pomsel.
Hansen zestawia jej historię z szerszą refleksją polityczną i społeczną. Właśnie dlatego książka ma drugi poziom.
Pomsel jest przykładem.
A pytanie brzmi:
Czy współczesne społeczeństwa również mogą stopniowo przyzwyczajać się do rzeczy, które wcześniej wydawały się nie do zaakceptowania?
Książka to ostrzeżenie przed obojętnością, ignorancją i brakiem zainteresowania polityką.
I tutaj Hansen jest momentami bardzo mocny.
Czy historia może się powtórzyć?
Nie lubię prostych stwierdzeń, że „historia zawsze się powtarza”.
Historia nigdy nie powtarza się dokładnie.
Zmieniają się państwa, społeczeństwa, technologie, warunki ekonomiczne i sposób komunikowania się ludzi.
Ale pewne mechanizmy mogą być podobne.
Strach.
Poczucie krzywdy.
Potrzeba znalezienia winnego.
Pogarda wobec określonych grup.
Propaganda.
Obietnica prostych rozwiązań.
I przekonanie:
„Mnie to nie dotyczy.”
Właśnie dlatego książka Hansena jest aktualna nie dlatego, że mówi nam: „dzisiaj jest tak samo jak w III Rzeszy”.
Nie jest.
Jest aktualna dlatego, że pyta, jak zwykli ludzie reagują, kiedy rzeczywistość polityczna zaczyna zmieniać się w sposób, który może zagrażać innym.
„Nie interesuję się polityką” też jest wyborem
To chyba najważniejsza myśl, którą wyniosłam z tej książki.
Możemy nie lubić polityki.
Możemy być nią zmęczeni.
Możemy nie śledzić codziennie wiadomości.
Ale polityka wpływa na nasze życie niezależnie od tego, czy chcemy się nią interesować.
Na prawa człowieka.
Na wolność.
Na pracę.
Na bezpieczeństwo.
Na to, jak traktowane są poszczególne grupy społeczne.
Pomsel pokazuje, jak niebezpieczne może być przekonanie, że skoro „ja tylko wykonuję swoją pracę”, to nie muszę interesować się tym, czemu ta praca służy.
Książka, która nie daje spokoju
„Niemieckie życie” nie jest książką, którą przeczytałam i odłożyłam z myślą:
„Ciekawa historia.”
Ona zostawia pytania.
Czy rozpoznałabym moment, w którym przekraczana jest granica?
Czy potrafiłabym sprzeciwić się większości?
Czy umiałabym zrezygnować z dobrej pracy, pieniędzy albo pozycji, gdybym wiedziała, że system, dla którego pracuję, krzywdzi innych?
I najtrudniejsze:
Czy rzeczywiście mam tak silny kręgosłup moralny, jak mi się wydaje?
Łatwo oceniać Pomsel z perspektywy kilkudziesięciu lat.
Trudniej zadać sobie pytanie, jak sami zachowalibyśmy się w świecie, w którym propaganda, presja społeczna i strach byłyby codziennością.
Czy warto przeczytać „Niemieckie życie”?
Zdecydowanie tak.
Nie dlatego, że jest to najłatwiejsza książka o II wojnie światowej.
Wręcz przeciwnie.
Jej siła polega na tym, że nie pokazuje historii wyłącznie przez wielkich przywódców i wielkie wydarzenia. Pokazuje człowieka stojącego gdzieś obok.
Człowieka, który mówi, że nie chciał wiedzieć.
Człowieka, który wykonywał swoją pracę.
Człowieka, który korzystał z możliwości, jakie dawał mu system.
I właśnie dlatego ta historia jest tak niewygodna.
Moja ocena: 9/10
To nie jest lektura, po której zamykamy książkę i zapominamy o przeczytanej historii.
To książka o odpowiedzialności, konformizmie, obojętności i granicy między „nie wiedziałam” a „nie chciałam wiedzieć”.
I chyba najważniejsze pytanie, jakie po niej zostaje, brzmi:
Ile jesteśmy w stanie poświęcić z własnego komfortu, kiedy widzimy, że dzieje się coś, na co nie możemy się zgodzić?
Bo może największym ostrzeżeniem płynącym z historii Brunhilde Pomsel nie jest to, że możemy stać się fanatykami.
Może jest nim to, że możemy stać się obojętni.



Komentarze
Prześlij komentarz
Dziękuję za komentarz. Cieszę się, że zainteresował Cię mój artykuł. Pozdrawiam. Barbara Bereżańska