Czy każdy trudny człowiek jest toksyczny? Czy osoba, przy której czujemy się źle, rzeczywiście nas „zatruwa”? A może czasami problem tkwi również w naszych granicach, braku asertywności i zgodzie na zachowania, których wcale nie powinniśmy akceptować?
Po „Instrukcję obsługi toksycznych ludzi” Katarzyny Miller i Suzan Giżyńskiej sięgnęłam z nadzieją, że dostanę konkretną odpowiedź na pytanie, jak rozpoznawać toksyczne relacje i przede wszystkim – jak sobie z nimi radzić.
I tutaj pojawiło się moje pierwsze zaskoczenie.
Toksyczny człowiek – czyli właściwie kto?
Samo określenie „toksyczny człowiek” jest dzisiaj niezwykle popularne. Toksyczny partner, toksyczna matka, toksyczny szef, toksyczna koleżanka… Czasami mam jednak wrażenie, że słowo „toksyczny” zaczynamy stosować zdecydowanie zbyt łatwo.
Książka Miller i Giżyńskiej skłoniła mnie właśnie do takiej refleksji.
Bo czym właściwie różni się człowiek toksyczny od człowieka trudnego, dominującego, egoistycznego czy po prostu takiego, z którym zupełnie nam nie po drodze?
To ważne pytanie, ponieważ od odpowiedzi zależy również to, co powinniśmy zrobić. Nie każda osoba, która ma silny charakter, stawia na swoim albo czasami zachowuje się wobec nas nieprzyjemnie, musi być od razu toksyczna.
Listy czytelniczek i rozmowa dwóch kobiet
Książka została skonstruowana wokół historii osób, które zwracają się do autorek ze swoimi problemami. Czytelnik poznaje konkretne sytuacje dotyczące związków, rodziny, pracy, braku asertywności, podporządkowania czy trudnych relacji.
Następnie Katarzyna Miller i Suzan Giżyńska rozmawiają o przedstawionym problemie.
I właśnie ta forma jest jedną z największych zalet książki.
Nie dostajemy suchego poradnika z instrukcją:
„Jeżeli ktoś robi X, odpowiedz Y”.
Zamiast tego autorki próbują skłonić czytelnika do zastanowienia się nad własnym zachowaniem.
Czy pozwalam innym przekraczać swoje granice?
Dlaczego boję się powiedzieć „nie”?
Dlaczego tak bardzo potrzebuję akceptacji?
Dlaczego tkwię w relacji, która właściwie od dawna mi nie służy?
To są pytania, które mogą być znacznie bardziej wartościowe niż gotowe recepty.
Katarzyna Miller – konkretnie i bez owijania
Najbardziej przemawiał do mnie sposób myślenia Katarzyny Miller.
Jest bezpośrednia, zdecydowana i nie próbuje za wszelką cenę pocieszać osoby, która opisuje swój problem.
Czasami jej komentarze mogą wydawać się ostre, ale właśnie to uważałam za ciekawe.
Nie zawsze potrzebujemy przecież kolejnego:
„Masz prawo tak się czuć”.
Czasami potrzebujemy usłyszeć:
„A dlaczego właściwie na to pozwalasz?”
I to jest moment, w którym poradnik zaczyna działać trochę jak rozmowa z psychologiem. Nie daje jednej prostej odpowiedzi, tylko zmusza do przyjrzenia się sobie.
A gdzie są ci toksyczni ludzie?
I tutaj pojawił się mój największy problem z książką.
Czytając ją, miałam momentami wrażenie, że więcej miejsca poświęcono osobom, które pozwalają innym przekraczać swoje granice, niż samym toksycznym ludziom.
Dużo mówi się o uległości, potrzebie akceptacji, braku asertywności i podporządkowaniu.
Oczywiście są to bardzo ważne kwestie.
Tyle że tytuł obiecuje jednak coś trochę innego.
Sięgając po „Instrukcję obsługi toksycznych ludzi”, oczekiwałam większej ilości konkretów dotyczących tego, jak rozpoznać toksyczną relację, jakie zachowania powinny zapalić nam czerwoną lampkę i co zrobić, kiedy mamy do czynienia z osobą, która konsekwentnie przekracza nasze granice.
Tego było dla mnie trochę za mało.
Toksyczny człowiek w pracy
Ten temat zainteresował mnie szczególnie.
Bo toksyczne relacje nie zaczynają się i nie kończą w związkach.
Możemy mieć toksycznego szefa, współpracownika, członka rodziny czy znajomego. Możemy również przez lata funkcjonować w relacji, która nie wygląda dramatycznie z zewnątrz, ale po każdym kontakcie zostawia nas z poczuciem winy, zmęczeniem albo przekonaniem, że znowu zrobiliśmy coś nie tak.
I tutaj książka może być dobrym punktem wyjścia do zastanowienia się nad własnymi granicami.
Szczególnie dla osób, które mają problem z odmawianiem i bardzo często wybierają spokój za cenę własnego komfortu.
Nie wszystko sprowadza się do związku
Mam jednak wrażenie, że w książce bardzo dużo miejsca zajmują relacje damsko-męskie.
Momentami miałam ochotę powiedzieć:
Czy naprawdę znowu chodzi o faceta?
A przecież toksyczność możemy spotkać również w relacji z matką, ojcem, dorosłym dzieckiem, przyjacielem czy pracodawcą.
Dlatego chwilami brakowało mi szerszego spojrzenia.
Tym bardziej że problemy z granicami i asertywnością są uniwersalne i wcale nie dotyczą wyłącznie kobiet.
Czy to rzeczywiście instrukcja?
Moim zdaniem – nie do końca.
To nie jest książka, którą można potraktować jak instrukcję obsługi człowieka.
Nie znajdziemy tutaj prostego katalogu:
toksyczny człowiek robi A → Ty zrób B.
I być może właśnie dlatego tytuł jest trochę mylący.
Dla mnie jest to raczej książka o relacjach, granicach, asertywności i o tym, dlaczego czasami pozwalamy innym traktować nas w sposób, na który wcale nie mamy ochoty.
I jako taka ma swoją wartość.
Czy warto przeczytać „Instrukcję obsługi toksycznych ludzi”?
Tak, ale pod warunkiem, że nie oczekujemy gotowego poradnika krok po kroku.
To książka, która może być dobrym początkiem do zastanowienia się nad własnymi relacjami. Szczególnie jeśli często mówimy „tak”, kiedy chcemy powiedzieć „nie”, boimy się konfliktu albo za bardzo przejmujemy się tym, co pomyślą inni.
Nie wszystkie przemyślenia autorek przekonały mnie w równym stopniu. Niektóre historie również bardziej mnie irytowały niż interesowały.
Mimo wszystko kilka razy podczas lektury pomyślałam:
„Kurczę, przecież ja też kiedyś tak robiłam”.
A jeżeli książka potrafi skłonić nas do spojrzenia na własne zachowanie z innej perspektywy, to znaczy, że jednak coś w niej jest.
Moja ocena: 7/10
Nie jest to dla mnie wybitny poradnik psychologiczny ani dosłowna „instrukcja obsługi” toksycznych ludzi. Jest natomiast ciekawą rozmową o relacjach, granicach i asertywności.
I chyba właśnie dlatego po przeczytaniu książki bardziej niż pytanie „Jak radzić sobie z toksycznymi ludźmi?” zostało mi w głowie inne:
„Dlaczego czasami pozwalamy ludziom przekraczać nasze granice?”
A na to pytanie każdy z nas musi już odpowiedzieć sobie sam.



Komentarze
Prześlij komentarz
Dziękuję za komentarz. Cieszę się, że zainteresował Cię mój artykuł. Pozdrawiam. Barbara Bereżańska