7 rzeczy, z których przestałam się tłumaczyć i żyje mi się lepiej

lifestyle, życie po swojemu, stawianie granic, rozwój osobisty, spokój, relacje, pewność siebie, zmiana życia, psychologia, samoakceptacja

Przez długi czas miałam wrażenie, że powinnam wyjaśniać swoje decyzje. Tłumaczyć się z tego, co robię, czego nie robię i dlaczego postępuję inaczej, niż oczekują tego inni. Z wiekiem zrozumiałam jednak, że nie muszę żyć po to, aby każdy rozumiał moje wybory. To moje życie i to ja ponoszę konsekwencje swoich decyzji. Od kiedy przestałam się tłumaczyć z kilku ważnych spraw, żyje mi się po prostu spokojniej.

1. Dobrze czuję się w domu

Kiedyś miałam wrażenie, że wypada ciągle gdzieś wychodzić, spotykać się z ludźmi i być w ciągłym ruchu. Dziś nie mam problemu z powiedzeniem, że najlepiej odpoczywam we własnym domu.

Nie oznacza to, że jestem odludkiem. Po prostu wiem, gdzie najlepiej regeneruję siły. Dla jednych relaksem będzie impreza czy weekendowy wyjazd, dla mnie często kubek kawy, książka, film albo zwykły spokojny dzień w domu. I nie widzę powodu, by się z tego tłumaczyć.

2. Nie chcę utrzymywać z kimś kontaktu

Nie każda znajomość jest na całe życie. Ludzie się zmieniają, priorytety również. Zdarza się też, że ktoś przestaje wnosić do naszego życia cokolwiek dobrego.

Kiedyś miałam wyrzuty sumienia, jeśli ograniczałam kontakt z kimś, z kim już nic mnie nie łączyło. Dziś wiem, że mam prawo zakończyć relację, która mnie męczy, jest jednostronna albo opiera się wyłącznie na krytyce czy wykorzystywaniu. Nie każdą znajomość trzeba ratować za wszelką cenę.

3. Postanowiłam coś zmienić, bo nie byłam zadowolona

Zmiana pracy, fryzjera, mechanika, lekarza czy sklepu nie jest niczym złym. Jeśli za coś płacę albo poświęcam swój czas, mam prawo oczekiwać jakości.

Nie muszę zostawać w miejscu, które mnie nie satysfakcjonuje, tylko dlatego, że "tak wypada" albo "co ktoś sobie pomyśli". Jeśli jestem niezadowolona, szukam lepszego rozwiązania. To nie jest nielojalność – to zwykłe dbanie o siebie.

4. Robię coś dla zasady

Są sytuacje, które można przemilczeć. Można machnąć ręką i udawać, że nic się nie stało. Czasem sama tak robię, bo nie każda sprawa jest warta mojej energii.

Są jednak rzeczy, których dla zasady nie chcę ignorować. Jeśli uważam, że coś jest niesprawiedliwe, nieuczciwe albo po prostu nie w porządku, potrafię o tym powiedzieć. Nie dlatego, że lubię konflikty, ale dlatego, że mam swoje wartości i nie chcę udawać, że wszystko jest w porządku tylko po to, żeby było cicho.

5. Mówię „nie”, gdy coś mi nie pasuje

Przez lata wiele osób uczy się zgadzać dla świętego spokoju. Ja też kiedyś miałam z tym problem.

Dziś, jeśli z czymś się nie zgadzam, coś mi nie odpowiada albo po prostu nie chcę czegoś robić, potrafię powiedzieć "nie". Nie zawsze jest to łatwe, ale wiem, że szczerość jest lepsza niż robienie czegoś wbrew sobie tylko po to, żeby zadowolić innych.

6. Szukam własnej drogi

Przestałam przejmować się tym, gdzie inni mnie widzą. Nie chcę żyć według cudzych wyobrażeń ani spełniać oczekiwań, które ktoś wobec mnie stworzył.

Ludzie bardzo szybko przyklejają etykiety. Jedni uważają, że powinnaś zostać w jednej pracy do emerytury. Inni twierdzą, że nie nadajesz się do czegoś albo że "to nie dla ciebie". Dziś wiem, że jedyną osobą, która naprawdę decyduje o mojej drodze, jestem ja.

7. Cenię sobie spokój

Kiedyś wydawało mi się, że trzeba walczyć o każdą rację, tłumaczyć się, przekonywać innych do swoich decyzji i udowadniać swoją wartość.

Dzisiaj najbardziej cenię spokój. Nie muszę wygrywać każdej dyskusji. Nie muszę odpowiadać na każdą zaczepkę ani angażować się w każdą kłótnię. Jeśli coś odbiera mi wewnętrzny spokój, coraz częściej po prostu odpuszczam.

Bo zrozumiałam, że spokój jest jedną z najcenniejszych rzeczy, jakie można sobie dać.


Nie twierdzę, że moje wybory są najlepsze dla każdego. Wiem jednak, że są najlepsze dla mnie. I właśnie dlatego przestałam się z nich tłumaczyć.

Życie staje się dużo prostsze, kiedy przestajemy szukać akceptacji u wszystkich wokół i zaczynamy słuchać przede wszystkim siebie.

A Wy? Z czego przestaliście się tłumaczyć i co dało Wam największe poczucie wolności?

Komentarze