Kiedy mówi się o pracy opiekunki seniora w Niemczech, najczęściej pojawiają się dwa tematy – pieniądze i trudności. O zarobkach napisano już chyba wszystko. O ciężkich sztelach również. A jednak po latach, kiedy patrzę na ten etap swojego życia z pewnym dystansem, dochodzę do zaskakującego wniosku.
Najbardziej brakuje mi... czasu.
Brakuje mi rzeczy, których w dzisiejszym świecie zwyczajnie zaczyna brakować każdemu.
1. Spokojnych poranków
Oczywiście nie mam na myśli sztel, na których dramat zaczynał się jeszcze przed świtem. Bywały przecież zlecenia, gdzie już od szóstej rano wszystko stało na głowie.
Ale były też te normalne.
Budziłam się, przygotowywałam śniadanie. Jadłam je bez pośpiechu. Potem robiłam kawę i siadałam na tarasie.
Słońce dopiero wschodziło.
Ptaki śpiewały.
Nikt nie poganiał.
Nie trzeba było patrzeć na zegarek i zastanawiać się, czy zdążę do pracy.
Paradoks polega na tym, że... byłam już w pracy.
Cały dzień miałam przed sobą.
2. Czasu na zwyczajne życie
To może zabrzmieć dziwnie.
Pracując praktycznie przez całą dobę, miałam więcej czasu niż dziś pracując osiem godzin dziennie.
Dlaczego?
Bo nie traciłam go na codzienne dojazdy, stanie w korkach czy nieustanną gonitwę.
Między obowiązkami był czas na książkę.
Na pielęgnację.
Na spokojny obiad.
Na spacer.
Na chwilę ciszy.
Na życie.
Dzisiaj wielu ludzi ma pieniądze.
Ale nie ma czasu nawet spokojnie wypić kawy.
3. Popołudniowych przerw, które zamieniały się w małe podróże
Kiedy przez wiele tygodni mieszka się w domu podopiecznej, człowiek zaczyna odczuwać ogromną potrzebę wyjścia.
Zmiany otoczenia.
Oddechu.
Nie chciałam siedzieć cały czas między tymi samymi czterema ścianami.
Dlatego każdą przerwę planowałam tak, aby coś z niej wynieść.
Spacer.
Nowa restauracja.
Park.
Muzeum.
Wycieczka pociągiem.
To właśnie dzięki pracy w opiece zobaczyłam Düsseldorf, Hamburg, Stuttgart czy Ratyzbonę. W niektórych z tych miast mieszkałam zaledwie kilka tygodni, a mimo to zdążyłam je naprawdę poznać.
Dzisiaj... paradoksalnie dużo trudniej zmotywować mi się do wyjścia z domu.
Bo w domu jest wygodnie.
Spokojnie.
Bezpiecznie.
4. Rozmów z ludźmi, którzy mieli coś do powiedzenia
Nie wszystkie podopieczne były łatwe.
Nie wszystkie rodziny były idealne.
Ale bardzo często spotykałam ludzi niezwykle inteligentnych.
Lekarzy.
Profesorów.
Inżynierów.
Artystów.
Ludzi, którzy zwiedzili pół świata.
Mieli swoje pasje.
Czytali książki.
Interesowali się historią, polityką, sztuką.
Nasze rozmowy rzadko były plotkowaniem.
To było dzielenie się doświadczeniem.
Takie spotkania zostają w pamięci na całe życie.
5. Dobrze zorganizowanego dnia
Żyjąc z seniorem pod jednym dachem, bardzo szybko zrozumiałam, jak ogromne znaczenie ma rutyna.
Śniadanie.
Spacer.
Obiad.
Odpoczynek.
Zakupy.
Kawa.
Kolacja.
Każdy wiedział, co będzie za godzinę.
Senior czuł się bezpiecznie.
Ja również.
Dzisiaj, pracując na cały etat w Polsce, mogę plan zmienić w każdej chwili.
I często właśnie to robię.
Problem w tym, że nie zawsze wychodzi mi to na dobre.
6. Niemieckiego szacunku do cudzego czasu
To jedna z rzeczy, którą naprawdę polubiłam.
Do nikogo nie wpadało się bez zapowiedzi.
Rodzina dzwoniła wcześniej.
Znajomi umawiali konkretny termin.
Sąsiedzi szanowali prywatność.
Dzięki temu człowiek wiedział, czego się spodziewać.
W Polsce nadal zdarza się, że ktoś puka do drzwi w środku dnia albo kilka razy przekłada godzinę spotkania, kompletnie dezorganizując cudzy plan.
Może wydaje się to drobiazgiem.
Ale z takich drobiazgów składa się codzienny komfort życia.
7. Życia zgodnego z naturalnym rytmem
Wstawanie rano.
Regularne śniadanie.
Ciepły obiad.
Kolacja o normalnej porze.
Sen.
Brzmi banalnie.
A jednak w wielu zawodach to luksus.
Pracując w opiece łatwiej było żyć zgodnie z rytmem dnia.
Organizm naprawdę to doceniał.
8. Zakupów, które nie obciążały mojego portfela
Po ustaleniu budżetu robiłam zakupy zarówno dla podopiecznej, jak i dla siebie.
To drobiazg.
Ale dawał ogromne poczucie bezpieczeństwa.
9. Pensji, która naprawdę zostawała
Jeżeli trafiła się dobra sztela, praktycznie cała wypłata zostawała na koncie.
Nie płaciłam za mieszkanie.
Nie płaciłam za prąd.
Nie płaciłam za codzienne zakupy spożywcze.
Dzisiaj ogromna część wynagrodzenia znika jeszcze zanim miesiąc zdąży się na dobre rozpocząć.
10. Bliskości drugiego człowieka
To chyba najbardziej zaskakujący punkt.
Zwłaszcza dla osób, które – tak jak ja – są raczej samotnikami.
Po różnych życiowych doświadczeniach człowiek zamyka się na ludzi.
A potem trafia do domu zupełnie obcej starszej osoby.
Mijają tygodnie.
Rozmawiacie.
Śmiejecie się.
Wspólnie pijecie kawę.
Czasem płaczecie.
I nagle okazuje się, że stworzyła się więź, której nikt się nie spodziewał.
Bywały momenty, kiedy miałam wrażenie, że jesteśmy dla siebie najbliższymi osobami.
11. Wolności decydowania o własnym czasie
To właśnie tego najbardziej mi dziś brakuje.
Po zakończeniu zlecenia wracałam do Polski.
I to ja decydowałam, kiedy wyjadę ponownie.
Potrzebowałam miesiąca?
Brałam miesiąc.
Dwóch?
Brałam dwa.
Chciałam odpocząć.
Prowadzić blog.
Po prostu pobyć sama.
Mogłam.
Dzisiaj większość ludzi ma około dwudziestu kilku dni urlopu rocznie.
Jeżeli czują się wypaleni, zmęczeni albo zwyczajnie potrzebują oddechu, często nie mają wyboru.
Wracają do pracy.
Bo trzeba.
Czy wróciłabym do opieki?
Nie wiem.
Opieka potrafi być piękna.
Potrafi być też niezwykle trudna.
Są sztelle, które wspomina się z uśmiechem.
Są takie, o których chce się jak najszybciej zapomnieć.
Jednak jedno wiem na pewno.
Praca opiekunki nauczyła mnie czegoś, czego nie nauczyła żadna inna.
Największym luksusem jest czas.
Czas na spokojne śniadanie.
Na rozmowę.
Na spacer.
Na drugiego człowieka.
I na życie, którego dziś większości z nas po prostu zaczyna brakować.
A Ty za czym najbardziej tęsknisz z pracy, którą kiedyś wykonywałeś(-aś)? Za ludźmi, atmosferą, poczuciem wolności, a może – tak jak ja – przede wszystkim za czasem?

Komentarze
Prześlij komentarz
Dziękuję za komentarz. Cieszę się, że zainteresował Cię mój artykuł. Pozdrawiam. Barbara Bereżańska