Czy można kochać chorego człowieka tak bardzo, że zamiast pozwolić mu odejść od dotychczasowego życia, próbujemy za wszelką cenę zatrzymać go w świecie, który powoli przestaje być dla niego zrozumiały?
„Honig im Kopf”, znany w Polsce również jako „Miód w głowie”, to niemiecki film z 2014 roku w reżyserii Tila Schweigera. Jest jednocześnie komedią, dramatem rodzinnym i opowieścią o chorobie Alzheimera. W rolach głównych występują Dieter Hallervorden jako Amandus, Emma Schweiger jako jego wnuczka Tilda oraz Til Schweiger jako syn Amandusa, Niko.
I chociaż film ma momentami bardzo dużo humoru, pod tą lekką formą kryje się historia, która potrafi naprawdę mocno ścisnąć za gardło.
Amandus – dziadek, który zaczyna gubić własny świat
Amandus był weterynarzem. Po śmierci ukochanej żony coraz wyraźniej widać u niego objawy choroby Alzheimera.
Zapomina.
Myli słowa.
Gubi się w codziennych sytuacjach.
Nie zawsze rozumie, co się wokół niego dzieje.
Zdarzają mu się zachowania, które dla rodziny są trudne, a czasami również niebezpieczne.
Jego syn Niko zaczyna rozumieć, że ojciec nie jest już w stanie samodzielnie funkcjonować tak jak wcześniej. W końcu pojawia się pomysł umieszczenia go w domu opieki.
I właśnie tutaj pojawia się Tilda.
Wnuczka, która nie chce oddać dziadka
Tilda jest bardzo związana z dziadkiem.
Nie patrzy na niego przede wszystkim jak na chorego człowieka.
Patrzy jak na swojego dziadka.
I chyba właśnie dlatego nie potrafi zaakceptować decyzji rodziców.
Dla dorosłych sprawa wydaje się logiczna:
Amandus jest chory → potrzebuje opieki → rodzina nie jest w stanie zapewnić mu odpowiedniej pomocy → trzeba znaleźć profesjonalne rozwiązanie.
Dla Tildy wygląda to zupełnie inaczej:
„To mój dziadek. Nie możecie go po prostu oddać.”
I trudno się z nią nie utożsamić.
Podróż do Wenecji
Tilda postanawia zrobić coś, co z perspektywy dorosłego człowieka wydaje się kompletnie szalone.
Zabiera dziadka w podróż do Wenecji.
Dlaczego właśnie tam?
Bo Amandus spędził w Wenecji miesiąc miodowy ze swoją żoną i ma z tym miejscem wyjątkowe wspomnienia.
Tilda chce podarować mu jeszcze jedną piękną chwilę.
I tutaj film zaczyna przypominać kino drogi.
Tyle że nie jedzie dwóch zdrowych, niezależnych osób.
Jedzie dziecko i człowiek, który stopniowo traci pamięć.
I właśnie dlatego ta podróż jest jednocześnie zabawna, wzruszająca i momentami bardzo niepokojąca.
Czy Tilda ma rację?
To jedno z pytań, które zostało ze mną po filmie.
Z jednej strony trudno nie zachwycić się miłością dziewczynki.
Chce zrobić coś dobrego.
Nie chce patrzeć, jak dziadek zostaje zamknięty w domu opieki.
Chce, żeby jeszcze coś przeżył.
Chce, żeby był szczęśliwy.
Ale z drugiej strony...
czy miłość wystarczy, kiedy człowiek choruje na Alzheimera?
Czy dobre intencje wystarczą, kiedy pojawia się ryzyko zagubienia, wypadku albo sytuacji, której chory nie jest już w stanie właściwie ocenić?
I tutaj film jest trochę bajkowy.
Bo w prawdziwym życiu taka podróż mogłaby skończyć się zupełnie inaczej.
Alzheimer nie dotyka tylko chorego
To jedna z najmocniejszych stron filmu.
Choroba Amandusa wpływa na całą rodzinę.
Na jego syna.
Na synową.
Na wnuczkę.
Na relacje między nimi.
Na ich codzienne życie.
I właśnie to często umyka osobom, które nigdy nie miały bliskiego chorego na demencję.
Kiedy mówimy:
„Babcia ma Alzheimera”
tak naprawdę często oznacza to:
„Cała rodzina zaczyna żyć z Alzheimerem.”
Bo trzeba zmienić plany.
Dostosować mieszkanie.
Organizować opiekę.
Pilnować bezpieczeństwa.
Podejmować decyzje.
Radzić sobie ze zmianą zachowania chorego.
I jednocześnie patrzeć, jak człowiek, którego znamy od zawsze, powoli się zmienia.
Najbardziej boli to, że Amandus chwilami wie, co się z nim dzieje
I właśnie te momenty są dla mnie jednymi z najbardziej przejmujących.
Bo Amandus nie jest przez cały czas nieświadomy swojej choroby.
On momentami zdaje sobie sprawę, że coś się dzieje.
Że zapomina.
Że nie może sobie przypomnieć.
Że pewnego dnia może nie wiedzieć, kim jest osoba stojąca obok niego.
To przerażająca świadomość.
Bo czym jesteśmy bez naszych wspomnień?
Czy nadal jesteśmy tą samą osobą?
A jeśli nie pamiętamy ludzi, których kochaliśmy – czy uczucia również znikają?
Film nie daje na te pytania jednoznacznej odpowiedzi.
I dobrze.
Tytuł „Honig im Kopf” – czyli „Miód w głowie”
Tytuł może początkowo wydawać się dziwny.
„Miód w głowie”.
Ale bardzo dobrze pasuje do filmu.
Jest w nim coś słodkiego i coś lepkiego.
Coś, co utrudnia normalne funkcjonowanie.
A jednocześnie „miód” kojarzy się z czymś przyjemnym, słodkim, ciepłym.
Tak właśnie skonstruowany jest cały film.
Jest słodki, ale pod tą słodyczą kryje się bardzo trudny temat.
Czy można śmiać się z Alzheimera?
To chyba największe ryzyko tego filmu.
Niektóre sceny są naprawdę zabawne.
Amandus wpada w różne absurdalne sytuacje.
Rodzina próbuje sobie radzić z jego zachowaniem.
Pojawiają się pomyłki i nieporozumienia.
I widz się śmieje.
Po chwili jednak przypomina sobie:
„Przecież ten człowiek jest chory.”
I wtedy pojawia się pewien dyskomfort.
Czy właśnie z tego się śmieję?
Moim zdaniem film nie śmieje się jednak z samego Amandusa.
Raczej wykorzystuje humor jako sposób na pokazanie absurdów sytuacji, w której znalazła się rodzina.
To zresztą jeden z powodów, dla których film działa na wielu widzów – potrafi przeprowadzić ich od śmiechu do wzruszenia w bardzo krótkim czasie.
Ale nie wszystko w tym filmie mnie przekonuje
I tutaj muszę być uczciwa.
„Honig im Kopf” bardzo chce wzruszać.
Momentami aż za bardzo.
Piękne zdjęcia.
Muzyka.
Wenecja.
Dziecko i dziadek.
Wspomnienia.
Podróż.
Łzy.
Śmiech.
I ponownie łzy.
Czasami miałam wrażenie, że film trochę za mocno naciska na emocje.
Film jest też momentami zbyt idealistyczny
Tilda i Amandus podczas swojej podróży spotykają ludzi, którzy są niezwykle pomocni.
W wielu sytuacjach wszystko układa się trochę zbyt pięknie.
Dziewczynka podróżująca z dziadkiem, który ewidentnie potrzebuje opieki, w rzeczywistym świecie mogłaby spotkać się z dużo większymi problemami.
Dlatego tej historii nie można traktować jak realistycznego poradnika dotyczącego opieki nad osobą z Alzheimerem.
To przede wszystkim filmowa opowieść o miłości i relacji dziadka z wnuczką.
A co z rodziną?
Bardzo ciekawa jest postać Niko – syna Amandusa.
Bo z jednej strony można go oceniać:
„Chce oddać ojca do domu opieki.”
Ale czy rzeczywiście oznacza to brak miłości?
Niekoniecznie.
Może oznaczać świadomość, że rodzina sama nie jest w stanie zapewnić choremu odpowiedniej opieki.
I właśnie dlatego nie podoba mi się proste przeciwstawienie:
Tilda = ta dobra
rodzice = ci źli
Sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana.
Bo kochać człowieka i zapewnić mu bezpieczeństwo to nie zawsze dokładnie to samo.
Dom opieki – kara czy pomoc?
To kolejny bardzo ważny temat.
W filmie dom opieki staje się dla Tildy niemal symbolem porzucenia.
Jakby umieszczenie dziadka w placówce oznaczało:
„Nie chcemy się nim zajmować.”
A przecież w rzeczywistości może być zupełnie odwrotnie.
Dobrze dobrany dom opieki może zapewnić osobie z zaawansowaną demencją całodobową pomoc, bezpieczeństwo i opiekę specjalistów.
Rodzina może nadal być rodziną.
I to jest coś, czego film mógłby moim zdaniem pokazać więcej.
Bo czasami najbardziej kochającą decyzją nie jest samodzielne zajmowanie się seniorem za wszelką cenę, lecz znalezienie miejsca, w którym będzie miał odpowiednią opiekę.
„Honig im Kopf” oczami opiekunki
I tutaj film zaczyna być szczególnie interesujący dla mnie.
Bo kiedy ogląda go osoba, która pracowała albo pracuje z seniorami, patrzy na tę historię trochę inaczej.
Widzimy nie tylko uroczego dziadka i kochającą wnuczkę.
Widzimy również człowieka z chorobą neurodegeneracyjną.
Człowieka, który może potrzebować pomocy przy codziennych czynnościach.
Który może nie rozumieć sytuacji.
Który może się zgubić.
Który może reagować inaczej niż dawniej.
I wtedy pojawia się pytanie:
czy opieka nad takim człowiekiem jest jeszcze tylko pomaganiem, czy staje się już odpowiedzialnością za jego bezpieczeństwo?
I tutaj przypomniały mi się prawdziwe sztelowe historie
Każda opiekunka wie, że demencja potrafi wyglądać bardzo różnie.
Czasami senior jest spokojny.
Czasami podejrzliwy.
Czasami agresywny.
Czasami powtarza te same pytania.
Czasami chowa rzeczy.
Czasami oskarża innych o kradzież.
Czasami chce wyjść z domu, bo jest przekonany, że musi wrócić do miejsca, którego już nie ma.
I właśnie dlatego film może być ciekawy dla osób pracujących w opiece.
Nie dlatego, że pokazuje wszystkie te sytuacje.
Nie pokazuje.
Ale przypomina, że za dziwnym zachowaniem seniora może stać choroba, a nie zła wola.
Tilda robi coś niezwykłego
Najpiękniejsze w relacji Tildy i Amandusa jest to, że dziewczynka nie próbuje cały czas naprawiać dziadka.
Nie mówi:
„Musisz zachowywać się normalnie.”
Nie wstydzi się go.
Nie traktuje go jak problemu.
Przede wszystkim chce być z nim.
I to jest bardzo ważne również w opiece.
Senior nie zawsze potrzebuje kolejnego człowieka, który będzie mu przypominał:
„Tego już nie potrafisz.”
„Tego nie pamiętasz.”
„Znowu zapomniałeś.”
Czasami potrzebuje po prostu człowieka, który będzie obok.
Ale opiekun też ma granice
I tutaj film pokazuje coś, o czym często zapominamy.
Miłość nie oznacza, że można wszystko.
Tilda chce pomóc dziadkowi, ale podejmuje decyzję, która jest ryzykowna.
W pracy opiekunki również zdarza się, że ogromna empatia prowadzi do przekraczania własnych granic.
„Jeszcze to zrobię.”
„Jeszcze zostanę.”
„Niech senior odpocznie.”
„Rodzina nie może sobie poradzić.”
„Jakoś dam radę.”
A potem opiekunka sama jest wykończona.
Dlatego „Honig im Kopf” można oglądać również jako film o tym, że miłość, troska i odpowiedzialność muszą iść w parze z rozsądkiem.
Dieter Hallervorden – największa siła filmu
Dieter Hallervorden jako Amandus jest moim zdaniem największym atutem produkcji.
Nie gra po prostu „starego człowieka z Alzheimerem”.
Pokazuje człowieka, który jeszcze niedawno miał swoje życie, zawód, żonę, wspomnienia i własną niezależność.
A teraz coraz więcej rzeczy wymyka mu się z rąk.
Jego rola sprawia, że łatwo zapomnieć, iż oglądamy aktora.
Po prostu zaczynamy patrzeć na Amandusa.
I to jest ogromna zasługa aktora.
Emma Schweiger jako Tilda
Równie ważna jest Emma Schweiger.
Tilda jest emocjonalnym centrum filmu.
To przez jej oczy oglądamy dużą część historii.
Jej bohaterka jest trochę naiwna, czasami nierozsądna, ale przede wszystkim bardzo kochająca.
I właśnie dzięki niej film nie zamienia się w historię wyłącznie o chorobie.
Staje się opowieścią o relacji.
O tym, że nawet kiedy pamięć zaczyna zawodzić, relacja między dwojgiem ludzi może nadal mieć znaczenie.
Czy film pokazuje prawdziwy Alzheimer?
Tutaj trzeba postawić gwiazdkę.
Film ma wiele trafnych obserwacji, ale nie jest dokumentem ani materiałem medycznym.
Część krytyków chwaliła go za ciepłe i przystępne podejście do tematu, inni zarzucali mu zbytnią powierzchowność oraz pomijanie bardziej ekstremalnych objawów choroby.
Dlatego potraktowałabym go jako film pomagający zrozumieć emocjonalny wymiar demencji, a nie jako instrukcję dotyczącą opieki nad osobą z Alzheimerem.
Czy warto obejrzeć „Honig im Kopf”?
Moim zdaniem tak.
Szczególnie jeśli pracujesz z seniorami albo masz w rodzinie osobę chorującą na demencję.
Film nie jest idealny.
Momentami jest przesłodzony.
Momentami zbyt sentymentalny.
Niektóre rozwiązania fabularne są mało prawdopodobne.
Ale mimo tego ma jedną ogromną zaletę:
pozwala spojrzeć na Alzheimera nie tylko jak na chorobę, ale jak na doświadczenie całej rodziny.
A to jest bardzo ważne.
Bo za każdym seniorem z demencją stoi historia.
Był kiedyś młody.
Kochał.
Pracował.
Podróżował.
Miał plany.
Miał rodzinę.
Miał swoje przyzwyczajenia.
I choroba tego wszystkiego nie wymazuje z dnia na dzień.
Moja ocena: 8/10
Dałabym 8 na 10.
Nie za realizm.
Nie za idealny scenariusz.
Nie za sposób przedstawienia wszystkich aspektów Alzheimera.
Daję tę ocenę za emocje, relację dziadka z wnuczką i za to, że film sprawia, iż zaczynamy patrzeć na człowieka, a nie tylko na jego chorobę.
A przecież właśnie o to w opiece powinno chodzić.
Nie o „Alzheimera”.
Nie o „przypadek”.
Nie o „pacjenta”.
Tylko o człowieka, który ma Alzheimera.
I może właśnie dlatego tytuł „Miód w głowie” jest tak trafny.
Bo nawet kiedy w głowie robi się coraz większy chaos, w środku nadal pozostaje człowiek.
A Ty oglądałaś „Honig im Kopf”?
Jeśli pracujesz z seniorami, jestem ciekawa, jak odebrałaś ten film.
Czy Twoim zdaniem Tilda zrobiła dla dziadka coś pięknego, czy jednak naraziła go na niebezpieczeństwo?
A może sama miałaś kiedyś na szteli seniora z Alzheimerem i ten film przypomniał Ci jakieś konkretne sytuacje?
Napisz w komentarzu. Takie historie często mówią o demencji więcej niż niejeden poradnik.



Komentarze
Prześlij komentarz
Dziękuję za komentarz. Cieszę się, że zainteresował Cię mój artykuł. Pozdrawiam. Barbara Bereżańska