Dziwactwa niemieckich seniorów – zachowania, które powtarzały się u wielu podopiecznych

dziwactwa niemieckich seniorów, niemieccy seniorzy, opieka nad seniorem w Niemczech, praca opiekunki w Niemczech, życie opiekunki osób starszych, doświadczenia opiekunki, zabawne sytuacje z opieki, nawyki niemieckich seniorów, codzienne zwyczaje seniorów, zaskakujące zachowania seniorów, praca w opiece w Niemczech, opiekunka osób starszych, seniorzy w Niemczech, życie z podopiecznym, opowieści opiekunki, humor z życia opiekunki, praca opiekunki za granicą, ciekawostki o Niemcach, niemiecka kultura codzienna, zwyczaje w niemieckich domach, życie w Niemczech, doświadczenia z pracy w Niemczech, humorystyczne historie z opieki, opiekunka seniorów blog, codzienność opiekunki, niemieckie zwyczaje, zabawne nawyki seniorów, praca w opiece – historie z życia, opieka całodobowa w Niemczech, blog o pracy opiekunki

Przez wiele lat pracowałam jako opiekunka osób starszych w Niemczech. Każda podopieczna była inna – miała własny charakter, historię życia i codzienne przyzwyczajenia. Jednak z biegiem czasu zaczęłam zauważać coś niezwykle ciekawego. Niektóre zachowania powtarzały się u wielu seniorów, mimo że mieszkali w różnych regionach Niemiec, nigdy się nie znali i prowadzili zupełnie inne życie.

1. Święte frędzle dywanów

e-booki o pracy w opiece w Niemczech, książki o pracy w opiece w Niemczech, opiekunka osób starszych w Niemczech, praca opiekunki w Niemczech, praca w opiece w Niemczech, opieka nad seniorem w Niemczech, życie opiekunki w Niemczech, doświadczenia opiekunki w Niemczech, sztela w Niemczech, praca na szteli, wyjazd do pracy w Niemczech, opieka 24 godziny, obowiązki opiekunki, prawa opiekunki w Niemczech, język niemiecki dla opiekunek, poradnik dla opiekunek, poradnik opiekunki osób starszych, historie opiekunek, życie na szteli, trudne sztelę, relacje z podopiecznym, relacje z rodziną podopiecznego, żywienie seniora w Niemczech, dieta seniora, polska opiekunka w Niemczech, praca za granicą, e-book dla opiekunek, książki dla opiekunek, literatura dla opiekunek, Barbara Bereżańska, Perły rzucone przed damy, Tamtę sztelę, (Bez)Silna opiekunka, Żywienie seniora w Niemczech, Między obowiązkiem a sercem, Walizka pełna nadziei

To chyba zwycięzca całego rankingu.

W wielu domach dywany miały ozdobne frędzle na końcach. Dla mnie były po prostu elementem dekoracyjnym. Dla seniorów... niemal świętością.

Regularnie obserwowałam ten sam rytuał.

Podopieczna brała grzebień i z ogromnym skupieniem czesała każdą frędzelkę osobno. Wszystkie musiały leżeć idealnie równo.

Problem pojawiał się wtedy, gdy ktoś przez nieuwagę na nie nadepnął.

– "Ach nein!"
– "Nicht auf die Fransen!"

Po domu rozlegał się donośny okrzyk, a chwilę później następowało ponowne czesanie dywanu.

Po kilku dniach sama łapałam się na tym, że chodzę slalomem między frędzlami. Nie zawsze skutecznie.

2. Zużyta chusteczka? Jeszcze się przyda

e-booki o pracy w opiece w Niemczech, książki o pracy w opiece w Niemczech, opiekunka osób starszych w Niemczech, praca opiekunki w Niemczech, praca w opiece w Niemczech, opieka nad seniorem w Niemczech, życie opiekunki w Niemczech, doświadczenia opiekunki w Niemczech, sztela w Niemczech, praca na szteli, wyjazd do pracy w Niemczech, opieka 24 godziny, obowiązki opiekunki, prawa opiekunki w Niemczech, język niemiecki dla opiekunek, poradnik dla opiekunek, poradnik opiekunki osób starszych, historie opiekunek, życie na szteli, trudne sztelę, relacje z podopiecznym, relacje z rodziną podopiecznego, żywienie seniora w Niemczech, dieta seniora, polska opiekunka w Niemczech, praca za granicą, e-book dla opiekunek, książki dla opiekunek, literatura dla opiekunek, Barbara Bereżańska, Perły rzucone przed damy, Tamtę sztelę, (Bez)Silna opiekunka, Żywienie seniora w Niemczech, Między obowiązkiem a sercem, Walizka pełna nadziei

Wielu starszym osobom często leciało z nosa, więc chusteczki były używane niemal bez przerwy. To jednak nie oznaczało końca ich życia. Po wykorzystaniu chusteczka często zamieniała się w... ściereczkę.

Widziałam, jak tą samą chusteczką wycierane były:

  • blaty kuchenne,
  • stół,
  • parapet,
  • meble,
  • szafki,
  • a czasem nawet pilot od telewizora.

Za pierwszym razem patrzyłam na to z niedowierzaniem.

Za dziesiątym razem zaczęłam się zastanawiać, czy istnieje jakaś niepisana szkoła oszczędzania, o której nigdy wcześniej nie słyszałam.

3. Mucha? Żaden problem!

Byłam przekonana, że aby pozbyć się muchy, trzeba sięgnąć po packę.

Moi podopieczni mieli zupełnie inną metodę.

Potrafili błyskawicznie złapać muchę albo mrówkę... gołymi palcami.

Do dziś nie wiem, jak to robili.

Ja nie trafiałam nawet packą.

4. Palec zamiast miernika wilgotności

Każdy, kto choć trochę interesuje się roślinami, zna ten sposób.

U seniorów wielu seniorów wyglądało to niemal identycznie.

Codziennie.

Palec trafiał głęboko do doniczki.

Po kilku sekundach zapadał wyrok:

– "Jeszcze mokro."
albo
– "Trzeba podlać."

Nie było żadnych elektronicznych mierników wilgotności.

Do tego, gdy pamięć zawodzi, najlepszym urządzeniem pomiarowym pozostawał... palec.

5. Wieczorne odłączanie wszystkiego od prądu

Kiedy zamieszkałam u pierwszej podopiecznej, zdziwiło mnie, że wieczorem zaczynała obchód mieszkania.

Telewizor – odłączony.

Czajnik – odłączony.

Toster – odłączony.

Radio – odłączone.

Czasami nawet ekspres do kawy.

Pomyślałam, że trafiłam na wyjątkowo ostrożną osobę.

Potem okazało się, że podobny zwyczaj miało wiele kolejnych seniorek.

Dla pokolenia wychowanego w czasach oszczędności i ogromnego szacunku do energii elektrycznej było to po prostu czymś naturalnym.

6. Ogrzewanie? W nocy musi być chłodniej – oszczędniej

Kolejnym zaskoczeniem było nocne obniżanie temperatury.

Nawet zimą.

Wieczorem termostat obowiązkowo szedł w dół.

Nie dlatego, że było ich na to nie stać.

Po prostu tak robili od kilkudziesięciu lat.

W wielu niemieckich domach panowało przekonanie, że:

I trudno nie przyznać, że część z tych zasad do dziś znajduje potwierdzenie w zaleceniach dotyczących zdrowego snu.

7. Czajnik i toster schowane głęboko w szufladzie

Jednym z nawyków, które początkowo wydawały mi się dość dziwne, było chowanie czajnika i tostera po każdym użyciu. I nie chodziło tylko o odstawienie ich na bok. Urządzenia należało schować do oryginalnych opakowań, a następnie umieścić gdzieś głęboko w szufladzie lub szafce. Przy kolejnym użyciu trzeba było więc najpierw wszystko wyjąć, rozpakować, a po przygotowaniu śniadania ponownie wykonać całą procedurę. 

Zastanawiałam się, po co tak sobie utrudniać życie, skoro sprzęt można po prostu zostawić na blacie. Z czasem jednak zrozumiałam, że dla niektórych osób porządek oznacza pusty blat i każdą rzecz schowaną na swoim miejscu. To, co dla mnie było niepraktyczne, dla podopiecznych mogło być po prostu jedynym właściwym sposobem utrzymania kuchni w porządku.

8. Mrożenie świeżego chleba

Kolejnym zwyczajem było mrożenie świeżego chleba. Kiedyś trochę mnie to denerwowało. Dopiero co kupiony, pachnący bochenek zamiast leżeć w chlebaku trafiał do zamrażarki. Wydawało mi się, że świeże pieczywo powinno się zjadać na bieżąco, a nie od razu zamrażać. 

Dzisiaj sama jestem zwolenniczką mrożenia chleba, a nawet innych produktów. Dzięki temu można ograniczyć marnowanie żywności i mieć zapas pieczywa zawsze pod ręką. Wystarczy wyjąć tyle kromek, ile akurat potrzebujemy. 

Okazuje się więc, że niektóre przyzwyczajenia podopiecznych, które początkowo wydają nam się dziwne, z czasem sami zaczynamy stosować. Życie potrafi zweryfikować nasze wcześniejsze opinie!

9. Jednorazowe serwetki używane wielokrotnie

Osobną historią były jednorazowe serwetki. Przed każdym posiłkiem wykładano je na stół: do śniadania, obiadu, kolacji, a nawet do kawy. Po zakończeniu jedzenia serwetki zbierano, a te mniej zabrudzone odkładano do ponownego wykorzystania. 

Na pierwszy rzut oka można było uznać to za oszczędność i sposób na ograniczenie zużycia papieru. Problem polegał jednak na tym, że serwetki nie były odkładane w taki sposób, aby każdy mógł później rozpoznać swoją. Nie było wiadomo, która należała do kogo, więc przy kolejnym posiłku można było trafić na serwetkę używaną wcześniej przez inną osobę. 

Ja osobiście wolałam z nich nie korzystać. Rozumiałam oszczędność, ale nie miałam ochoty zastanawiać się, kto wcześniej wycierał nią usta. W końcu określenie „jednorazowa serwetka” do czegoś zobowiązuje!

10. Higiena przy zlewie zamiast kąpieli czy prysznica

Zdarzało mi się również spotykać podopiecznych, którzy nie korzystali z wanny ani prysznica, a codzienną higienę wykonywali przy umywalce, używając myjki. Kiedyś trudno było mi zrozumieć, dlaczego ktoś tak bardzo unika kąpieli. Wydawało mi się, że prysznic jest szybszy, wygodniejszy i pozwala dokładniej się umyć. 

Dzisiaj patrzę na to inaczej. Sama zaczęłam odczuwać obawę, że mogłabym zasłabnąć pod prysznicem, a przy umywalce czuję się bezpieczniej i łatwiej jest mi zadbać o higienę. Zrozumiałam, że dla osoby starszej, osłabionej lub mającej trudności z poruszaniem się wejście do wanny czy kabiny prysznicowej może wiązać się ze strachem, ryzykiem upadku i dużym wysiłkiem. 

To, co z zewnątrz może wyglądać na dziwactwo albo niechęć do kąpieli, czasami jest po prostu sposobem na zachowanie poczucia bezpieczeństwa i samodzielności. Oczywiście ważne jest, aby taka higiena była wystarczająca i dostosowana do potrzeb konkretnej osoby.

11. Odmierzanie wody do czajnika kubkiem na herbatę

Do dziś z uśmiechem wspominam również odmierzanie wody do czajnika za pomocą kubka, z którego później miało się pić herbatę. Nie można było po prostu nalać wody na oko ani przygotować jej trochę więcej, żeby wystarczyło na wszelki wypadek. Najpierw należało dokładnie ustalić, ile kubków herbaty będzie potrzebnych, a następnie wlać do czajnika odpowiednią ilość wody. Każda nadwyżka wydawała się niepotrzebnym marnotrawstwem energii i wody. 

Cała procedura miała jednak pewną wadę: czasami po zagotowaniu okazywało się, że wody jest odrobinę za mało. W efekcie jedna szklanka herbaty była niepełna. I tak oto w imię oszczędności można było doprowadzić do sytuacji, w której komuś zabrakło kilku łyków ulubionego napoju. Z perspektywy podopiecznego każdy szczegół miał jednak znaczenie. Być może przez lata nauczył się oszczędzać i pilnować domowych wydatków, a może po prostu nie znosił marnowania czegokolwiek.

Skąd biorą się takie przyzwyczajenia?

Z perspektywy czasu myślę, że większość tych zachowań nie była przypadkowa.

Pokolenie dzisiejszych niemieckich seniorów wychowało się w zupełnie innych realiach niż młodsze generacje.

Doświadczyli wojny lub jej skutków, odbudowy kraju, okresów oszczędzania i szacunku do każdej rzeczy. Niczego nie wyrzucało się pochopnie, energii nie marnowano, a o przedmioty dbało tak długo, jak tylko było to możliwe.

To, co dla młodszych wydaje się dziwne, dla nich było po prostu normalnym sposobem życia.

Dziś wspominam to z uśmiechem

Praca opiekunki nauczyła mnie przede wszystkim jednego – nie oceniać zbyt szybko.

To, co na początku wydawało mi się zabawne lub zupełnie niezrozumiałe, z czasem stawało się elementem codziennej rutyny.

Po kilku tygodniach sama automatycznie omijałam frędzle dywanów, wiedziałam, że wieczorem trzeba odłączyć czajnik od prądu, a przed podlaniem kwiatów najpierw sprawdzałam ziemię palcem.

Każda seniorka wnosiła do mojego życia coś wyjątkowego. Ich drobne przyzwyczajenia często wywoływały uśmiech, ale przede wszystkim przypominały mi, jak różne doświadczenia kształtują nasze codzienne nawyki.

A gdy dziś spotykam inne opiekunki i zaczynamy wspominać pracę w Niemczech, bardzo często okazuje się, że wszystkie przeżyłyśmy dokładnie to samo.


A Wy? Jakie nietypowe, zabawne lub zaskakujące nawyki zauważyliście u seniorów, którymi się opiekowaliście? A może sami spotkaliście się z którymś z opisanych przeze mnie zwyczajów? Koniecznie podzielcie się swoimi historiami w komentarzach – jestem bardzo ciekawa, czy tylko mnie tak często zaskakiwały!

Komentarze