Dziwactwa niemieckich seniorów – zachowania, które powtarzały się u wielu podopiecznych

dziwactwa niemieckich seniorów, niemieccy seniorzy, opieka nad seniorem w Niemczech, praca opiekunki w Niemczech, życie opiekunki osób starszych, doświadczenia opiekunki, zabawne sytuacje z opieki, nawyki niemieckich seniorów, codzienne zwyczaje seniorów, zaskakujące zachowania seniorów, praca w opiece w Niemczech, opiekunka osób starszych, seniorzy w Niemczech, życie z podopiecznym, opowieści opiekunki, humor z życia opiekunki, praca opiekunki za granicą, ciekawostki o Niemcach, niemiecka kultura codzienna, zwyczaje w niemieckich domach, życie w Niemczech, doświadczenia z pracy w Niemczech, humorystyczne historie z opieki, opiekunka seniorów blog, codzienność opiekunki, niemieckie zwyczaje, zabawne nawyki seniorów, praca w opiece – historie z życia, opieka całodobowa w Niemczech, blog o pracy opiekunki

Przez wiele lat pracowałam jako opiekunka osób starszych w Niemczech. Każda podopieczna była inna – miała własny charakter, historię życia i codzienne przyzwyczajenia. Jednak z biegiem czasu zaczęłam zauważać coś niezwykle ciekawego. Niektóre zachowania powtarzały się u wielu seniorów, mimo że mieszkali w różnych regionach Niemiec, nigdy się nie znali i prowadzili zupełnie inne życie.

1. Święte frędzle dywanów

To chyba zwycięzca całego rankingu.

W wielu domach dywany miały ozdobne frędzle na końcach. Dla mnie były po prostu elementem dekoracyjnym. Dla seniorów... niemal świętością.

Regularnie obserwowałam ten sam rytuał.

Podopieczna brała grzebień i z ogromnym skupieniem czesała każdą frędzelkę osobno. Wszystkie musiały leżeć idealnie równo.

Problem pojawiał się wtedy, gdy ktoś przez nieuwagę na nie nadepnął.

"Ach nein!"
"Nicht auf die Fransen!"

Po domu rozlegał się donośny okrzyk, a chwilę później następowało ponowne czesanie dywanu.

Po kilku dniach sama łapałam się na tym, że chodzę slalomem między frędzlami. Nie zawsze skutecznie.

2. Zużyta chusteczka? Jeszcze się przyda

Wielu starszym osobom często leciało z nosa, więc chusteczki były używane niemal bez przerwy. To jednak nie oznaczało końca ich życia. Po wykorzystaniu chusteczka często zamieniała się w... ściereczkę.

Widziałam, jak tą samą chusteczką wycierane były:

  • blaty kuchenne,
  • stół,
  • parapet,
  • meble,
  • szafki,
  • a czasem nawet pilot od telewizora.

Za pierwszym razem patrzyłam na to z niedowierzaniem.

Za dziesiątym razem zaczęłam się zastanawiać, czy istnieje jakaś niepisana szkoła oszczędzania, o której nigdy wcześniej nie słyszałam.

3. Mucha? Żaden problem!

Byłam przekonana, że aby pozbyć się muchy, trzeba sięgnąć po packę.

Moi podopieczni mieli zupełnie inną metodę.

Potrafili błyskawicznie złapać muchę albo mrówkę... gołymi palcami.

Do dziś nie wiem, jak to robili.

Ja nie trafiałam nawet packą.

4. Palec zamiast miernika wilgotności

Każdy, kto choć trochę interesuje się roślinami, zna ten sposób.

U seniorów wielu seniorów wyglądało to niemal identycznie.

Codziennie.

Palec trafiał głęboko do doniczki.

Po kilku sekundach zapadał wyrok:

– "Jeszcze mokro."
albo
– "Trzeba podlać."

Nie było żadnych elektronicznych mierników wilgotności.

Do tego, gdy pamięć zawodzi, najlepszym urządzeniem pomiarowym pozostawał... palec.

5. Wieczorne odłączanie wszystkiego od prądu

Kiedy zamieszkałam u pierwszej podopiecznej, zdziwiło mnie, że wieczorem zaczynała obchód mieszkania.

Telewizor – odłączony.

Czajnik – odłączony.

Toster – odłączony.

Radio – odłączone.

Czasami nawet ekspres do kawy.

Pomyślałam, że trafiłam na wyjątkowo ostrożną osobę.

Potem okazało się, że podobny zwyczaj miało wiele kolejnych seniorek.

Dla pokolenia wychowanego w czasach oszczędności i ogromnego szacunku do energii elektrycznej było to po prostu czymś naturalnym.

6. Ogrzewanie? W nocy musi być chłodniej – oszczędniej

Kolejnym zaskoczeniem było nocne obniżanie temperatury.

Nawet zimą.

Wieczorem termostat obowiązkowo szedł w dół.

Nie dlatego, że było ich na to nie stać.

Po prostu tak robili od kilkudziesięciu lat.

W wielu niemieckich domach panowało przekonanie, że:

I trudno nie przyznać, że część z tych zasad do dziś znajduje potwierdzenie w zaleceniach dotyczących zdrowego snu.

Skąd biorą się takie przyzwyczajenia?

Z perspektywy czasu myślę, że większość tych zachowań nie była przypadkowa.

Pokolenie dzisiejszych niemieckich seniorów wychowało się w zupełnie innych realiach niż młodsze generacje.

Doświadczyli wojny lub jej skutków, odbudowy kraju, okresów oszczędzania i szacunku do każdej rzeczy. Niczego nie wyrzucało się pochopnie, energii nie marnowano, a o przedmioty dbało tak długo, jak tylko było to możliwe.

To, co dla młodszych wydaje się dziwne, dla nich było po prostu normalnym sposobem życia.

Dziś wspominam to z uśmiechem

Praca opiekunki nauczyła mnie przede wszystkim jednego – nie oceniać zbyt szybko.

To, co na początku wydawało mi się zabawne lub zupełnie niezrozumiałe, z czasem stawało się elementem codziennej rutyny.

Po kilku tygodniach sama automatycznie omijałam frędzle dywanów, wiedziałam, że wieczorem trzeba odłączyć czajnik od prądu, a przed podlaniem kwiatów najpierw sprawdzałam ziemię palcem.

Każda seniorka wnosiła do mojego życia coś wyjątkowego. Ich drobne przyzwyczajenia często wywoływały uśmiech, ale przede wszystkim przypominały mi, jak różne doświadczenia kształtują nasze codzienne nawyki.

A gdy dziś spotykam inne opiekunki i zaczynamy wspominać pracę w Niemczech, bardzo często okazuje się, że wszystkie przeżyłyśmy dokładnie to samo.


A Wy? Jakie nietypowe, zabawne lub zaskakujące nawyki zauważyliście u seniorów, którymi się opiekowaliście? A może sami spotkaliście się z którymś z opisanych przeze mnie zwyczajów? Koniecznie podzielcie się swoimi historiami w komentarzach – jestem bardzo ciekawa, czy tylko mnie tak często zaskakiwały!

Komentarze