Wyobraźmy sobie zwyczajną sytuację.
Ktoś widzi osobę z dużą nadwagą lub otyłością. Patrzy na nią i nagle pojawia się potrzeba powiedzenia:
„Powinnaś schudnąć.”
„Za dużo jesz.”
„Musisz coś ze sobą zrobić.”
„Nie widzisz, jak wyglądasz?”
„To niezdrowe.”
Czasami taki komentarz wypowiadany jest z troski. Czasami z przekonania, że skoro ktoś „uświadomi” drugiej osobie problem, ta natychmiast zacznie działać.
Tylko że jest w tym pewien paradoks.
Czy naprawdę zakładamy, że osoba otyła nie wie, że jest otyła?
Czy człowiek, który codziennie widzi swoje ciało w lustrze, kupuje większe ubrania, odczuwa ograniczenia podczas chodzenia, wchodzi po schodach czy korzysta z komunikacji miejskiej, potrzebuje przypadkowej osoby, żeby dowiedzieć się, że ma nadwagę?
Najczęściej nie.
I właśnie tutaj zaczyna się interesujące pytanie: dlaczego my tak bardzo chcemy powiedzieć jej coś, co ona prawdopodobnie już wie?
„Mówię to dla twojego dobra”
To jeden z najczęstszych argumentów.
Ktoś może naprawdę uważać, że pomaga.
Widząc osobę z otyłością, myśli o cukrzycy, chorobach serca, stawach czy innych problemach zdrowotnych. Może więc dojść do wniosku:
„Jeśli jej tego nie powiem, będę udawać, że problemu nie ma.”
Tyle że między rozmową o zdrowiu a komentowaniem czyjegoś wyglądu istnieje ogromna różnica.
Lekarz może rozmawiać z pacjentem o masie ciała, jeżeli ma to znaczenie dla jego zdrowia.
Bliska osoba może zapytać:
„Czy chcesz ze mną porozmawiać o tym, jak się czujesz?”
To coś zupełnie innego niż obca osoba mówiąca:
„Ale ty jesteś gruba.”
Jedno może być początkiem rozmowy.
Drugie jest po prostu oceną wyglądu.
Czy osoba otyła naprawdę tego nie widzi?
To chyba najbardziej absurdalna część całej sytuacji.
Osoba otyła zazwyczaj doskonale wie, jak wygląda.
Czasami wie o tym znacznie bardziej niż ludzie wokół niej.
Wie, kiedy trudno znaleźć odpowiednie ubranie.
Wie, że w samolocie może martwić się o miejsce.
Wie, że niektóre krzesła są niewygodne.
Wie, że wejście po schodach jest trudniejsze.
Wie, że inni ludzie patrzą.
Wie również, że jej ciało nie odpowiada obowiązującemu ideałowi wyglądu.
A niektóre osoby z otyłością od lat słyszą komentarze dotyczące swojej wagi.
Od rodziny.
Od partnerów.
Od znajomych.
Od lekarzy.
Od przypadkowych ludzi.
W internecie.
W szkole.
W pracy.
Dlatego kolejny komentarz wcale nie musi być dla nich odkrywczy.
Może być po prostu kolejnym przypomnieniem czegoś, o czym myślą bardzo często.
Co właściwie dzieje się w głowie osoby, której ktoś mówi: „jesteś otyła”?
Reakcja nie musi być taka sama u każdego.
Jedna osoba wzruszy ramionami.
Druga się zdenerwuje.
Trzecia zaśmieje się i udaje, że jej to nie rusza.
Czwarta wróci do domu i będzie o tym myślała przez kilka dni.
A piąta może powiedzieć:
„Wiem.”
I właśnie to „wiem” jest bardzo ważne.
Bo człowiek może wyglądać tak, jakby komentarz po nim spłynął.
Ale brak widocznej reakcji nie oznacza, że niczego nie poczuł.
„Spływa po niej jak woda po kaczce”?
Czasami tak.
Nie każdy komentarz musi kogoś zranić.
Niektóre osoby z czasem wypracowują sobie bardzo grubą skórę.
Słyszały już wszystko:
„Ale jesteś gruba.”
„Powinnaś schudnąć.”
„Nie jesz za dużo?”
„Tyle ważysz?”
„A może mniej słodyczy?”
Po pewnym czasie człowiek może przestać reagować.
Ale istnieje tutaj pewna pułapka.
To, że ktoś przestał odpowiadać, nie oznacza, że komentarze są obojętne.
Czasami człowiek po prostu nauczył się nie pokazywać, że go to boli.
Stygmatyzacja nie motywuje tak, jak wielu osobom się wydaje
To chyba najważniejszy punkt całego tematu.
Intuicja podpowiada niektórym osobom:
„Jeżeli będziemy zawstydzać człowieka, może wreszcie schudnie.”
Badania nie dają jednak podstaw do tak prostego założenia.
Przeglądy badań wiążą stygmatyzację z masą ciała m.in. z gorszym zdrowiem psychicznym, obniżoną samooceną, objawami depresji i lęku oraz nieprawidłowym zachowaniem związanymi z jedzeniem.
WHO zwraca również uwagę, że zawstydzanie i krytykowanie ludzi ze względu na wagę może zwiększać stres, sprzyjać niekorzystnym zachowaniom żywieniowym i unikaniu aktywności fizycznej.
Czyli metoda:
„Powiem jej coś niemiłego, żeby się zmobilizowała”
może działać dokładnie odwrotnie, niż zakłada osoba wypowiadająca komentarz.
Wstyd nie zawsze prowadzi do działania
To bardzo ważne, bo często wyobrażamy sobie prosty schemat:
komentarz → wstyd → motywacja → odchudzanie
W rzeczywistości może powstać zupełnie inny:
komentarz → wstyd → stres → jedzenie emocjonalne → jeszcze większe poczucie winy → unikanie ludzi → jeszcze większy stres.
Nie u każdego.
Nie zawsze.
Ale taki mechanizm jest opisywany w literaturze dotyczącej stygmatyzacji związanej z wagą.
Dlatego powiedzenie komuś „jesteś gruba” nie jest terapią.
Nie jest planem leczenia.
Nie jest również automatycznie motywacją.
Jest komentarzem.
I tylko od tej drugiej osoby zależy, co z nim zrobi.
A co, jeżeli ktoś naprawdę chce schudnąć?
Tutaj sprawa wygląda jeszcze ciekawiej.
Osoba może bardzo chcieć schudnąć, a jednocześnie nie potrafić tego zrobić.
Może próbować diet.
Może zaczynać ćwiczenia.
Może wytrzymywać kilka tygodni, a następnie wracać do starych nawyków.
Może mieć problemy ze snem, stresem, jedzeniem emocjonalnym, ograniczeniami ruchowymi czy innymi czynnikami.
Może również korzystać z pomocy lekarza, dietetyka czy psychologa.
Dlatego z zewnątrz często nie mamy pojęcia, co już zostało zrobione.
Możemy patrzeć na człowieka i widzieć jego ciało.
Nie widzimy natomiast jego historii.
Nie wiemy, ile razy próbował schudnąć.
Nie wiemy, ile razy mu się udało.
Nie wiemy, ile razy odzyskał utraconą masę.
Nie wiemy, z czym się zmaga.
Nie wiemy nawet, czy właśnie nie jest w trakcie leczenia.
Najgorsze jest założenie: „wystarczy mniej jeść”
W społeczeństwie nadal bardzo często funkcjonuje przekonanie, że otyłość jest prostym wynikiem braku silnej woli.
Tymczasem masa ciała jest związana z wieloma czynnikami, a współczesne podejście do otyłości nie sprowadza jej wyłącznie do charakteru człowieka.
Na masę ciała wpływają między innymi zachowania żywieniowe, aktywność fizyczna, środowisko, sen, stres, czynniki biologiczne i genetyczne oraz warunki społeczne.
Dlatego zdanie:
„Po prostu mniej jedz”
jest podobne do powiedzenia osobie z problemem zdrowotnym:
„Po prostu przestań go mieć.”
Brzmi prosto.
Tylko że rzeczywistość często taka nie jest.
A może najgorsze jest to, że osoba otyła zaczyna patrzeć na siebie oczami innych?
To może być jedna z najbardziej bolesnych konsekwencji stygmatyzacji.
Człowiek zaczyna myśleć:
„Jestem gruba.”
„Wszyscy na mnie patrzą.”
„Nie powinnam zakładać tego ubrania.”
„Nie mam prawa iść na basen.”
„Nie powinnam pokazywać się ludziom.”
„Najpierw muszę schudnąć, a dopiero potem zacznę żyć.”
I nagle życie zostaje odłożone na później.
Na moment, kiedy będzie się miało „odpowiednie” ciało.
To właśnie internalizacja stygmatyzacji – przejęcie negatywnych przekonań na własny temat — jest jednym z problemów opisywanych w badaniach. Wiąże się ona m.in. z cierpieniem psychicznym, gorszą samooceną i niekorzystnymi zachowaniami zdrowotnymi.
„Ale przecież zdrowie jest najważniejsze”
Oczywiście.
Otyłość może wiązać się z większym ryzykiem wielu chorób i dlatego zdrowie osoby z otyłością jest jak najbardziej ważnym tematem.
Tylko że troska o zdrowie nie wymaga upokarzania człowieka.
Można powiedzieć:
„Jeśli kiedyś będziesz chciała ze mną porozmawiać o zdrowiu, jestem obok.”
To zupełnie inny komunikat niż:
„Popatrz, jak wyglądasz.”
Pierwszy pozostawia człowiekowi sprawczość.
Drugi odbiera mu ją.
Co ciekawe, nawet w gabinecie lekarskim problem istnieje
Stygmatyzacja związana z wagą nie kończy się na ulicy czy w internecie.
Pacjenci z otyłością mogą doświadczać stygmatyzacji również w ochronie zdrowia. Zwraca sie tu uwagę m.in. na gorszą komunikację, poczucie braku szacunku, bariery w dostępie do opieki i unikanie kontaktu z lekarzem.
To szczególnie ważne.
Bo jeżeli człowiek zaczyna unikać lekarza dlatego, że spodziewa się kolejnego:
„Musi pani schudnąć”
zamiast rzeczywistej rozmowy o problemie, to stygmatyzacja zaczyna mieć konsekwencje nie tylko psychologiczne.
Może również utrudniać korzystanie z opieki zdrowotnej.
To dlaczego tak bardzo chcemy powiedzieć?
Być może powodów jest kilka.
Chcemy pomóc
Naprawdę.
Tylko mylimy pomoc z komentarzem.
Chcemy poczuć, że mamy rację
„Przecież to oczywiste, że jest gruba.”
Tak.
Tylko że druga osoba prawdopodobnie również to wie.
Chcemy szybko naprawić coś, co wydaje nam się proste
Widzimy problem → nazywamy problem → oczekujemy rozwiązania.
Tyle że człowiek nie jest maszyną.
Chcemy poczuć się lepiej od kogoś
To już mniej przyjemna możliwość.
Czyjś wygląd może czasami dawać ludziom poczucie, że sami wypadają lepiej.
Nie zdajemy sobie sprawy z konsekwencji
Bo jedno zdanie wypowiedziane przez nas może być dla nas zapomniane po pięciu minutach.
Dla drugiej osoby może zostać na lata.
Czy nigdy nie wolno rozmawiać o wadze?
Nie.
To byłoby równie uproszczone.
Jeżeli bliska osoba sama mówi:
„Chcę schudnąć. Nie wiem, jak się za to zabrać.”
– wtedy rozmowa jest czymś zupełnie innym.
Jeżeli lekarz omawia z pacjentem jego zdrowie – jest to część opieki medycznej.
Jeżeli ktoś prosi o opinię – można jej udzielić.
Najważniejsze jest jednak zaproszenie do rozmowy zamiast narzucenia jej.
A więc pomaga czy szkodzi?
Jeżeli mówimy o przypadkowym komentowaniu wyglądu osoby otyłej, nie ma dobrych podstaw, aby traktować zawstydzanie jako skuteczną metodę odchudzania.
Przeciwnie – dowody wiążą stygmatyzację ze szkodami psychicznymi, niekorzystnymi zachowaniami zdrowotnymi oraz barierami w korzystaniu z opieki zdrowotnej.
Czy komentarz może czasami spłynąć po kimś jak woda po kaczce?
Oczywiście.
Czy może kogoś zmotywować?
Być może pojedyncza osoba tak go odbierze, ale nie jest to rozsądna podstawa do stosowania zawstydzania jako metody.
Czy może zranić?
Zdecydowanie tak.
A przede wszystkim warto pamiętać o jednej rzeczy:
osoba otyła nie potrzebuje od przypadkowego człowieka informacji o tym, że jest otyła.
Jeżeli sama tego nie wie, prawdopodobnie jeden komentarz jej nie pomoże.
A jeżeli doskonale wie – może być tylko kolejnym przypomnieniem o problemie, z którym być może zmaga się od wielu lat.
Może więc czasami zamiast mówić:
„Powinnaś schudnąć”
lepiej po prostu powiedzieć:
„Jak się czujesz?”
Bo za dużym ciałem zawsze znajduje się człowiek.
I tego człowieka warto zobaczyć, zanim ocenimy jego wagę.
To może być bardzo mocny, osobisty rozdział – szczególnie dlatego, że pokazuje, iż za wyglądem człowieka często kryje się historia, której inni zupełnie nie znają.
Mój osobisty rozdział – moja bezpieczna jaskinia
Pisząc o tym, dlaczego tak łatwo przychodzi nam komentowanie cudzej wagi, nie mogę udawać, że patrzę na ten temat wyłącznie z boku. Sama znalazłam się po drugiej stronie.
W pewnym momencie całkowicie wycofałam się z życia. Przestałam wychodzić z domu. Z czasem nawet zwykła konieczność spotkania z drugim człowiekiem twarzą w twarz zaczęła budzić we mnie coś więcej niż niechęć czy stres. Pojawił się wręcz lęk.
Dom stał się moją bezpieczną jaskinią. Miejscem, w którym nikt na mnie nie patrzył, nikt mnie nie oceniał i nikt nie musiał widzieć tego, jak bardzo zmieniło się moje ciało.
A zmieniło się bardzo.
Izolacja sprawiła, że przytyłam naprawdę dużo. Tak dużo, że mojej tuszy nie da się już ukryć pod odpowiednio dobranym ubraniem czy sprytnym kątem ustawienia ciała. Do tego moja kondycja fizyczna bardzo się pogorszyła. Rzeczy, które kiedyś były zwyczajne, zaczęły wymagać ode mnie znacznie więcej wysiłku.
Przez wiele miesięcy niemal nie wychodziłam z domu.
Aż ostatnio zostałam zmuszona, żeby załatwić kilka osobistych spraw. Nie mogłam ich przełożyć ani załatwić przez internet. Musiałam wyjść.
Po miesiącach izolacji było to dla mnie naprawdę duże wydarzenie.
Bałam się nie tylko samych spraw, które miałam do załatwienia. Bałam się ludzi. Ich spojrzeń. Ich reakcji. Tego charakterystycznego momentu, kiedy człowiek zauważa, że ktoś patrzy na jego ciało trochę dłużej.
Miałam w głowie świadomość, że moja waga jest widoczna. Bardzo widoczna.
I właśnie dlatego tak bardzo zapamiętałam ludzi, których spotkałam.
Trafiłam na osoby, które były po prostu… miłe.
Bez dziwnych spojrzeń. Bez komentarzy. Bez pouczania. Bez prób uświadamiania mi czegoś, czego przecież doskonale jestem świadoma.
Co więcej, były sytuacje, w których ktoś mógłby uznać, że moja waga ma znaczenie i że ma prawo ją skomentować. A jednak nikt tego nie zrobił.
Zamiast tego spotkałam się ze zwyczajnym ludzkim zrozumieniem.
I być może dla kogoś, kto nigdy nie doświadczył takiej izolacji, brzmi to banalnie.
Dla mnie banalne nie było.
Wróciłam do domu z ogromną ulgą.
Ale również z wdzięcznością.
Wdzięcznością za to, że przez kilka godzin mogłam być po prostu człowiekiem załatwiającym swoje sprawy. Nie „grubą kobietą”. Nie kimś, komu trzeba przypomnieć, że powinien schudnąć. Nie kimś, kogo trzeba pouczyć o zdrowiu.
Po prostu człowiekiem.
I wtedy pomyślałam o czymś jeszcze.
Gdybym tego dnia usłyszała od którejś z tych osób: „Powinna pani schudnąć”, „Niech pani coś ze sobą zrobi” albo „Czy pani widzi, ile pani waży?”, być może wróciłabym do domu nie tylko zmęczona, ale również zawstydzona i jeszcze bardziej przekonana, że najlepiej będzie, jeśli pozostanę w swojej jaskini.
A przecież moja waga nie była dla mnie żadną tajemnicą.
Widzę ją codziennie.
Czuję ją podczas chodzenia.
Czuję ją podczas wykonywania najprostszych czynności.
Wiem, że moja kondycja się pogorszyła. Wiem, że moje ciało bardzo się zmieniło. Wiem również, że izolacja i sposób, w jaki żyłam przez ostatnie miesiące, miały w tym swój udział.
Naprawdę nie potrzebuję przypadkowego człowieka, który przechodząc obok mnie, przekaże mi informację, którą noszę ze sobą każdego dnia.
Potrzebuję czegoś zupełnie innego.
Potrzebuję czasem doświadczyć tego, że mogę wyjść z domu i nic złego się nie wydarzy.
Że mogę wejść do sklepu, urzędu czy innego miejsca i zostać potraktowana normalnie.
Że człowiek stojący przede mną widzi we mnie człowieka, a nie wyłącznie moje kilogramy.
I właśnie dlatego tamto wyjście było dla mnie ważniejsze, niż mogłoby się wydawać.
Nie schudłam przez te kilka godzin.
Nie poprawiła się nagle moja kondycja.
Nie zniknęły problemy, z którymi wróciłam do domu.
Ale wydarzyło się coś innego.
Dostałam mały dowód na to, że świat poza moją bezpieczną jaskinią nie zawsze musi być miejscem, którego trzeba się bać.
I być może właśnie dzięki temu będę miała odrobinę więcej siły, żeby następnym razem wyjść ponownie.
Potem jeszcze raz.
I jeszcze raz.
Może kiedyś moja jaskinia przestanie być jedynym miejscem, w którym czuję się bezpiecznie.
Dlatego kiedy ktoś pyta, czy komentarz dotyczący czyjejś wagi naprawdę może zrobić krzywdę, nie muszę już odpowiadać wyłącznie na podstawie badań.
Mogę odpowiedzieć również z własnego doświadczenia.
Czasami człowiek, którego mijamy na ulicy, już wystarczająco dużo myśli o swoim ciele.
Już wystarczająco dużo się go wstydzi.
Już wystarczająco dużo razy słyszał, że powinien coś ze sobą zrobić.
A czasami najbardziej pomocną rzeczą, jaką możemy mu dać, jest coś bardzo prostego:
pozwolić mu przez chwilę być człowiekiem, a nie jego wagą.
A Ty? Czy zdarzyło Ci się kiedyś pomyśleć, że ktoś „powinien wiedzieć”, że ma nadwagę lub otyłość? Czy naprawdę wiesz, czego ta osoba potrzebuje – komentarza o swoim wyglądzie, czy może po prostu odrobiny ludzkiej życzliwości?
Komentarze
Prześlij komentarz
Dziękuję za komentarz. Cieszę się, że zainteresował Cię mój artykuł. Pozdrawiam. Barbara Bereżańska