Są książki, które po przeczytaniu odkładamy na półkę i po prostu o nich zapominamy. Są też takie, które z czasem zaczynają żyć własnym życiem. „Nigdy w życiu!” Katarzyny Grocholi należy do tej drugiej kategorii.
To powieść o rozwodzie, samotności, miłości, budowaniu życia od nowa i o tym, że czasami człowiek musi najpierw stracić wszystko, żeby wreszcie zacząć urządzać swoje życie po swojemu.
I chociaż od pierwszego wydania minęło już 20 lat, historia Judyty nadal potrafi być zaskakująco aktualna.
„Nigdy w życiu!” – o czym jest książka?
Główną bohaterką jest Judyta, kobieta, która właśnie skończyła 37 lat. Jej życie nie wygląda jednak tak, jak mogłaby sobie wymarzyć.
Mąż zostawia ją dla młodszej kobiety, a Judyta zostaje sama z nastoletnią córką Tosią. Do tego pracuje w kobiecym piśmie, gdzie udziela czytelniczkom porad dotyczących życia i związków.
I tutaj pojawia się jeden z najlepszych paradoksów tej książki.
Judyta ma doradzać innym, jak żyć, podczas gdy sama nie do końca wie, co zrobić ze swoim życiem.
Nie jest idealną kobietą sukcesu. Nie jest też bohaterką, która po rozwodzie natychmiast zakłada elegancki kostium, prostuje plecy i oznajmia światu: „Teraz zaczynam nowe życie”.
Ona się złości. Rozpacza. Wspomina. Analizuje. Popełnia błędy. Ma kompleksy. Marzy o miłości. Bywa niezdecydowana.
A jednocześnie ma w sobie coś, co sprawia, że trudno jej nie kibicować.
Judyta nie jest kobietą idealną. I właśnie dlatego ją lubimy
Myślę, że ogromna popularność tej książki nie wzięła się wyłącznie z historii miłosnej.
Judyta jest po prostu bardzo ludzka.
Nie zachowuje się zawsze tak, jak powinna. Nie podejmuje wyłącznie rozsądnych decyzji. Czasami reaguje emocjonalnie, czasami przesadza, czasami sama komplikuje sobie życie.
I właśnie dzięki temu nie przypomina papierowej bohaterki z romansu.
Można się z nią nie zgadzać.
Można się na nią denerwować.
Można pomyśleć: „Judyta, kobieto, co ty wyprawiasz?”
Ale chwilę później i tak chce się wiedzieć, co będzie dalej.
To chyba jedna z największych zalet tej powieści.
Rozwód nie jest końcem świata
Dzisiaj historie o kobietach, które po rozwodzie zaczynają życie od nowa, nie są już niczym szczególnym.
W 2001 roku „Nigdy w życiu!” trafiło jednak na bardzo dobry moment.
Judyta nie dostaje od życia gotowego scenariusza.
Musi sama wymyślić, co dalej.
I właśnie dlatego podejmuje decyzję, która staje się symbolem całej historii – buduje własny dom na wsi.
To nie jest tylko przeprowadzka.
To próba odzyskania kontroli nad własnym życiem.
Zamiast siedzieć i czekać, aż ktoś ją uratuje, Judyta zaczyna budować coś własnego.
Dosłownie i w przenośni.
Dom Judyty jest czymś więcej niż domem
Bardzo podoba mi się ten motyw.
Kobieta, która właśnie przeżyła życiową katastrofę, zaczyna budować dom.
Można potraktować to dosłownie: kupić materiały, znaleźć działkę, zorganizować budowę.
Ale można też spojrzeć na to jako na metaforę.
Judyta buduje sobie nowe życie.
Nie wie jeszcze, jak będzie wyglądało. Nie ma gwarancji, że wszystko się uda. Nie wie nawet, czy samotność okaże się lepsza od związku, który właśnie się skończył.
Ale próbuje.
I właśnie to jest chyba najważniejszym przesłaniem tej książki.
Nie musisz wiedzieć, jak będzie wyglądało całe Twoje życie. Czasami wystarczy wiedzieć, że nie chcesz już żyć tak jak wcześniej.
Judyta i Tosia – matka i dorastająca córka
Drugim ważnym elementem powieści jest relacja Judyty z Tosią.
Tosia nie jest małym dzieckiem, które można po prostu przytulić i powiedzieć mu, co ma zrobić.
To nastolatka.
A nastolatka ma własne zdanie, własne emocje i własny sposób patrzenia na świat.
Judyta musi więc jednocześnie radzić sobie ze swoim rozwodem i samotnością oraz być matką dorastającej dziewczyny.
I to jest kolejny bardzo życiowy element powieści.
Bo można być świetnym doradcą dla obcych ludzi, a kompletnie nie wiedzieć, co powiedzieć własnemu dziecku.
A potem pojawia się Adam
Oczywiście nie byłoby tej historii bez miłości.
W życiu Judyty pojawia się Adam.
I tutaj powieść zaczyna przypominać klasyczną historię o kobiecie, która po bolesnym związku przestaje wierzyć w miłość, a następnie… zakochuje się.
Tyle że Grochola nie robi z tego przesłodzonego romansu.
Judyta ma za sobą doświadczenie zdrady i dlatego trudno jej bezgranicznie zaufać drugiemu człowiekowi.
Szczególnie że pamięć o byłym mężu i całym nieudanym małżeństwie ciągle gdzieś w niej siedzi.
Adam nie jest więc po prostu „księciem na białym koniu”.
Jest człowiekiem, z którym trzeba stworzyć relację.
I właśnie dlatego ich historia jest ciekawsza niż zwykły schemat:
ona samotna → on idealny → zakochują się → koniec.
Czy „Nigdy w życiu!” to romans?
Tak, ale nie tylko.
To przede wszystkim powieść obyczajowa z romansem w tle.
Miłość jest ważna, ale książka opowiada również o:
rozwodzie,
samotnym macierzyństwie,
relacjach matka–córka,
przyjaźni,
pracy,
kompleksach,
kobiecych marzeniach,
zaczynaniu życia od nowa,
potrzebie bliskości,
strachu przed samotnością.
Dlatego moim zdaniem określenie „romans” jest dla tej książki trochę zbyt wąskie.
Humor, czyli największa siła Grocholi
Gdyby „Nigdy w życiu!” było tylko historią rozwiedzionej kobiety, która cierpi po odejściu męża, mogłoby być zwyczajnie smutne.
Ale Grochola robi coś innego.
Rozśmiesza.
Judyta potrafi spojrzeć na własne problemy z dystansem. Nie wszystkie sytuacje są zabawne, ale sposób opowiadania sprawia, że książkę czyta się lekko.
To właśnie humor sprawia, że nawet trudniejsze momenty nie przytłaczają.
I chyba dlatego ta historia tak dobrze się starzeje.
Problemy Judyty mogą mieć dziś inne dekoracje, ale emocje pozostają podobne.
Najbardziej podoba mi się w tej książce to, że Judyta nie czeka na ratunek
To chyba element, który po latach odbieram szczególnie mocno.
Judyta oczywiście marzy o miłości.
Chce mieć kogoś bliskiego.
Chce być kochana.
Ale jednocześnie nie rezygnuje z siebie do czasu, aż pojawi się odpowiedni mężczyzna.
Buduje dom.
Pracuje.
Wychowuje córkę.
Próbuje poukładać swoje życie.
I dopiero na tej drodze pojawia się Adam.
To ważna różnica.
Bo książka nie mówi tylko:
„Po złym mężczyźnie pojawi się dobry i wszystko będzie dobrze”.
Mówi raczej:
„Musisz zacząć układać swoje życie, nawet jeśli jeszcze nie wiesz, kto kiedyś będzie w nim obok Ciebie”.
Czy ta książka jest dzisiaj nadal aktualna?
Moim zdaniem – tak.
Oczywiście zmienił się świat.
Dzisiaj mamy media społecznościowe, aplikacje randkowe, zupełnie inny sposób komunikacji i inne możliwości zawodowe.
Ale samotność po rozstaniu?
Nadal istnieje.
Strach przed zaczynaniem od nowa?
Nadal istnieje.
Problemy z nastoletnim dzieckiem?
Jak najbardziej.
Marzenie o wielkiej miłości?
Zdecydowanie.
Kompleksy?
Niestety również.
I chyba dlatego Judyta po tylu latach nadal może być bliska czytelniczkom.
Książka czy film – co jest lepsze?
Tu mam spory dylemat.
Film „Nigdy w życiu!” z 2004 roku stał się ogromnym sukcesem i na stałe zapisał się w polskiej kulturze popularnej.
Dla wielu osób Judyta ma więc twarz Danuty Stenki, a Adam – Artura Żmijewskiego.
I kiedy znamy film, bardzo trudno czytać książkę całkowicie bez tych obrazów w głowie.
Ale książka daje coś, czego film nie może pokazać w takim stopniu – wnętrze Judyty.
Możemy wejść w jej myśli, obserwować jej wątpliwości, kompleksy, rozterki i sposób, w jaki interpretuje wydarzenia.
Film opowiada historię.
Książka pozwala trochę bardziej poznać kobietę, która tę historię przeżywa.
Czy „Nigdy w życiu!” jest idealną książką?
Nie.
I właśnie dlatego nie chciałabym pisać recenzji, która robi z niej arcydzieło bez żadnej skazy.
Momentami Judyta może irytować.
Niektóre sytuacje są mocno osadzone w realiach początku lat 2000. Czytając dzisiaj, można zauważyć, że świat przedstawiony w książce trochę się zestarzał.
Nie każdemu spodoba się również styl, w którym bardzo dużo zależy od osobowości głównej bohaterki.
Jeżeli ktoś szuka szybkiej akcji, sensacji i ciągłych zwrotów wydarzeń, raczej nie jest to książka dla niego.
Tutaj najważniejsze są ludzie, rozmowy, emocje i codzienność.
Ale jest coś, czego tej książce nie można odmówić
Ma charakter.
Judyta ma charakter.
Grochola ma charakter.
I sama książka również.
To nie jest kolejna anonimowa historia o kobiecie, która zakochała się w mężczyźnie.
To historia konkretnej kobiety, z jej wadami, poczuciem humoru, rozterkami i ogromną potrzebą znalezienia swojego miejsca.
Może dlatego po tylu latach nadal się o niej mówi.
„Nigdy w życiu!” – moja ocena
Pomysł: 9/10
Bohaterowie: 9/10
Humor: 9/10
Historia miłosna: 8/10
Realizm bohaterki: 9/10
Styl: 8/10
Ponadczasowość: 8/10
Moja ocena: 8,5/10
Nie dlatego, że książka jest bezbłędna.
Tylko dlatego, że ma w sobie coś, czego nie da się łatwo zaplanować – bohaterkę, którą chce się obserwować.
Czy warto przeczytać „Nigdy w życiu!”?
Tak. Szczególnie jeśli znasz tylko film.
Jeżeli najpierw zobaczyłaś ekranizację, książka może być ciekawym powrotem do historii Judyty.
A jeżeli nigdy nie poznałaś tej bohaterki – tym bardziej warto zacząć właśnie tutaj.
Dzisiaj, kiedy Katarzyna Grochola po ponad 20 latach ponownie wróciła do Judyty w książce „Właśnie że tak! Nigdy w życiu! 20 lat później”, pierwsza część zyskuje dodatkowy wymiar – możemy zobaczyć, od czego właściwie zaczęła się cała historia.
Na koniec mam pytanie:
Czy czytałaś „Nigdy w życiu!” Katarzyny Grocholi, czy znasz Judytę przede wszystkim z filmu?
A jeśli znasz jedno i drugie – co podobało Ci się bardziej: książka czy ekranizacja?



Komentarze
Prześlij komentarz
Dziękuję za komentarz. Cieszę się, że zainteresował Cię mój artykuł. Pozdrawiam. Barbara Bereżańska