Czy można zarabiać duże pieniądze na blogu?
Właśnie z takim pytaniem sięgnęłam po książkę Michała Szafrańskiego „Zaufanie, czyli waluta przyszłości. Moja droga od zera do 7 milionów z bloga”.
Prowadzę bloga, więc oczywiście interesowało mnie, jak można wykorzystać popularność strony internetowej i czy z pisania da się zrobić coś więcej niż tylko hobby przynoszące kilka złotych z reklam.
Liczyłam na konkretną odpowiedź.
Dostałam jednak coś ciekawszego.
„Zaufanie, czyli waluta przyszłości” – o czym jest książka?
Książka Michała Szafrańskiego nie jest prostym poradnikiem pod tytułem „10 sposobów na zarabianie na blogu”.
To przede wszystkim historia budowania biznesu wokół bloga, wiedzy, własnej marki i społeczności.
Autor pokazuje swoją drogę – decyzje, eksperymenty, błędy, sukcesy, negocjacje i kolejne pomysły, które z czasem pozwoliły mu stworzyć dochodowy biznes.
I właśnie dlatego po przeczytaniu książki doszłam do bardzo ważnego wniosku:
Michał Szafrański nie zarobił pieniędzy dlatego, że miał bloga. Zarobił dlatego, że miał ogromną wiedzę, doświadczenie, pasję i potrafił wykorzystać internet jako narzędzie.
To zasadnicza różnica.
Czy sam blog wystarczy, żeby zarabiać?
Raczej nie.
Można mieć bloga.
Można mieć czytelników.
Można mieć nawet bardzo dużą liczbę użytkowników.
A mimo tego zarabiać niewiele.
Dlaczego?
Bo samo pisanie artykułów nie jest jeszcze biznesem.
Blog może przyciągać ludzi, budować markę i zdobywać zaufanie. Ale później trzeba wiedzieć, co można zaoferować odbiorcom i jak zrobić z tego działający model biznesowy.
W książce pojawiają się między innymi takie obszary jak reklamy, afiliacja, sprzedaż produktów, szkolenia, negocjacje czy współprace.
Dla osoby początkującej ten świat może wydawać się ogromny.
Dla mnie momentami był wręcz trudny.
Ale właśnie dzięki temu zobaczyłam, że zarabianie na blogu to znacznie więcej niż umieszczenie reklam AdSense na stronie.
Najważniejsza jest wiedza
To chyba najbardziej otrzeźwiająca lekcja z tej książki.
Czytelnik może wejść na bloga dzięki wyszukiwarce.
Może przeczytać artykuł.
Ale dlaczego miałby kupić coś od autora?
Dlaczego miałby mu zaufać?
Dlaczego miałby wrócić?
Odpowiedź jest prosta:
bo autor daje mu coś wartościowego.
W przypadku Michała Szafrańskiego była to przede wszystkim wiedza związana z finansami i oszczędzaniem pieniędzy.
Blog „Jak oszczędzać pieniądze” stał się miejscem, przez które ta wiedza docierała do ludzi.
Blog był więc narzędziem.
Najważniejsze było to, co znajdowało się za nim.
Zaufanie – właśnie o to chodzi
Tytułowa „waluta przyszłości” jest dla mnie najciekawszym elementem całej książki.
Można kupić reklamę.
Można zwiększyć zasięg.
Można zdobyć wyświetlenia.
Nie da się jednak łatwo kupić zaufania czytelnika.
A to ono sprawia, że odbiorca zaczyna traktować autora jako osobę wiarygodną.
Jeżeli ktoś przez lata dostarcza wartościowe treści, nie próbuje sprzedać wszystkiego za wszelką cenę i zna się na tym, o czym mówi, buduje coś znacznie cenniejszego niż sam ruch na stronie.
Buduje społeczność.
I dopiero na takim fundamencie można rozwijać kolejne produkty czy źródła przychodu.
Bloger musi czasami zostać przedsiębiorcą
To kolejna rzecz, którą bardzo dobrze pokazuje książka.
Bloger może skupić się na pisaniu.
Przedsiębiorca musi myśleć również o sprzedaży, kosztach, umowach, podatkach, negocjacjach, marketingu, produktach i klientach.
Nagle okazuje się, że napisanie dobrego artykułu jest tylko jednym z elementów całej układanki.
I chyba właśnie dlatego wiele osób prowadzących blogi nigdy nie przechodzi od „mam stronę internetową” do „mam biznes”.
Nie wystarczy zapytać:
„Ile zarabia się na blogu?”
Trzeba zapytać:
„Co wartościowego mogę stworzyć wokół mojego bloga?”
Nie kopiuj cudzej drogi
Mój blog dotyczy zupełnie innej tematyki niż blog Michała Szafrańskiego.
Dlatego nie mogę po prostu skopiować jego sposobu działania.
I chyba nie o to chodzi.
Każdy blog ma innych odbiorców, inną tematykę i inne możliwości zarabiania.
Blog finansowy może rozwijać się wokół książek, kursów czy narzędzi finansowych.
Blog kulinarny może zarabiać na reklamach, współpracach czy produktach kulinarnych.
Blog o pracy w Niemczech może wykorzystać wiedzę autora do tworzenia e-booków, poradników, kursów czy innych produktów skierowanych do konkretnej grupy odbiorców.
Nie trzeba kopiować czyjegoś biznesu. Trzeba zrozumieć mechanizm i znaleźć własny.
Metoda prób i błędów
Podoba mi się również to, że książka nie przedstawia sukcesu jako prostej historii:
„Miałem pomysł → założyłem bloga → odniosłem sukces”.
Droga była znacznie bardziej skomplikowana.
Były decyzje, eksperymenty i projekty, które wymagały czasu.
Były również błędy.
I właśnie to jest dla mnie bardziej wartościowe niż gotowa recepta.
Bo kiedy patrzymy na człowieka, który osiągnął sukces, widzimy przede wszystkim wynik.
Nie widzimy wszystkich prób, które poprzedziły ten wynik.
A przecież metoda prób i błędów jest częścią większości prawdziwych sukcesów.
Ta książka dała mi coś więcej niż wiedzę o blogowaniu
Paradoksalnie nie najbardziej zainteresowały mnie same pieniądze.
Bardziej zaciekawił mnie człowiek stojący za sukcesem.
Jego sposób analizowania problemów.
Wyciąganie wniosków z niepowodzeń.
Konsekwencja.
Umiejętność podejmowania decyzji.
I gotowość do szukania własnej drogi.
Większość ludzi woli rozwiązania sprawdzone.
Jeżeli coś robią, to często dlatego, że inni już wcześniej to zrobili.
Tymczasem prowadzenie własnego biznesu wymaga czasami wejścia na teren, którego jeszcze dokładnie nie znamy.
I właśnie tego odwagi bardzo często brakuje.
Co książka zmieniła w moim myśleniu o blogu?
Przed jej przeczytaniem patrzyłam na blog przede wszystkim jak na miejsce publikowania tekstów.
Oczywiście chciałam mieć więcej czytelników.
Chciałam też więcej zarabiać na reklamach.
Po przeczytaniu książki zaczęłam zadawać sobie inne pytania:
Co jeszcze mogę stworzyć?
Czego potrzebują moi czytelnicy?
Jaką wiedzę mogę przekazać?
Czy mogę stworzyć własny produkt?
Czy mogę wykorzystać doświadczenie, które już mam?
I przede wszystkim:
czy nie marnuję potencjału tego, co udało mi się zbudować?
To właśnie uważam za największą wartość tej książki.
Nie daje mi gotowego biznesu.
Daje mi impuls, żeby poszukać własnego.
Czy „Zaufanie, czyli waluta przyszłości” jest trudną książką?
Dla mnie – tak.
Finanse, afiliacja, negocjacje, umowy, sprzedaż czy biznes internetowy nie są tematami, które szczególnie mnie fascynują.
Momentami czytałam ją więc powoli.
Ale jednocześnie nie żałuję, że po nią sięgnęłam.
Bo nawet jeśli nie wykorzystam wszystkich przedstawionych w niej rozwiązań, zobaczyłam, jak wiele pracy znajduje się za sukcesem, który z zewnątrz może wyglądać bardzo prosto.
„Ma bloga i zarabia miliony”.
Tyle widzi odbiorca.
Książka pokazuje, co znajduje się pomiędzy jednym a drugim.
Czy warto przeczytać książkę Michała Szafrańskiego?
Tak – szczególnie jeśli prowadzisz bloga, tworzysz treści albo myślisz o własnym biznesie internetowym.
Nie dlatego, że po przeczytaniu będziesz wiedzieć, jak zarobić 7 milionów.
Nie ma tutaj magicznego przepisu.
Największą wartością jest pokazanie sposobu myślenia.
Książka uświadamia, że blog nie musi być końcem drogi. Może być jej początkiem.
Może przyciągać ludzi.
Budować markę.
Zdobywać zaufanie.
Sprzedawać własne produkty.
Tworzyć społeczność.
A przede wszystkim może być punktem wyjścia do zbudowania czegoś większego.
Moja ocena
Początkowo sięgnęłam po tę książkę, ponieważ chciałam znaleźć odpowiedź na bardzo konkretne pytanie:
„Jak zarabiać na blogu?”
Ostatecznie znalazłam odpowiedź trochę inną:
Nie zaczynaj od pieniędzy. Zacznij od wartości, jaką dajesz ludziom.
Jeżeli masz wiedzę, doświadczenie, pomysł i potrafisz zdobyć zaufanie odbiorców, dopiero wtedy pojawiają się możliwości zarabiania.
I chyba właśnie dlatego tytułowa „waluta przyszłości” jest dla mnie ważniejsza niż wspomniane w tytule 7 milionów.
Pieniądze są wynikiem.
Zaufanie jest fundamentem.
A sama książka?
Dała mi przede wszystkim coś, czego czasami potrzebuje każdy, kto próbuje zbudować coś własnego:
motywację, żeby się nie poddawać.
A Ty?
Prowadzisz bloga i próbujesz na nim zarabiać?
Czy uważasz, że blog powinien być przede wszystkim pasją, czy może stać się pełnoprawnym biznesem?
Napisz w komentarzu – jestem ciekawa, jak Wy na to patrzycie.



Super wpis. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńDziękuję. Pozdrawiam również 😁
Usuń