Kuchnia góralska kojarzy mi się przede wszystkim z jedzeniem konkretnym, sycącym i raczej mało skomplikowanym. Oscypek, bryndza, kwaśnica, ziemniaki, kapusta, mięso, grzyby – produkty, które nie potrzebują wielu dodatków, żeby stworzyć charakterystyczny smak.
„Moja góralska kuchnia” Magdy Gessler pokazuje jednak, że tradycyjne smaki Podhala można przedstawić trochę inaczej.
To nie jest wyłącznie książka kucharska. Znajdziemy w niej również fotografie związane z Podhalem i góralską kulturą. Dzięki temu publikacja ma bardziej albumowy charakter, choć dla mnie zdecydowanie najważniejszą jej częścią pozostają przepisy.
Kuchnia góralska, ale nie tylko
Przeglądając książkę, można zauważyć, że Magda Gessler nie zamyka się wyłącznie w tradycyjnych recepturach.
Obok produktów i smaków charakterystycznych dla Podhala pojawiają się również inspiracje z innych kuchni. Dzięki temu nie dostajemy zbioru przepisów, w którym każde danie wygląda tak, jakby zostało wyjęte prosto z góralskiej karczmy.
I właśnie to może być dla jednych zaletą, a dla innych pewnym rozczarowaniem.
Jeżeli ktoś szuka wiernego odtworzenia tradycyjnej kuchni Podhala, może być zaskoczony. Jeżeli natomiast chce potraktować kuchnię regionalną jako punkt wyjścia do własnych eksperymentów, książka daje sporo możliwości.
Co znajdziemy w „Mojej góralskiej kuchni”?
Przepisy zostały podzielone między innymi na dodatki do chleba, zupy, dania główne oraz desery.
Nie brakuje produktów, które bardzo mocno kojarzą się z górskimi regionami: bryndzy, innych serów, grzybów, jagnięciny, dziczyzny czy wołowiny.
Są również ryby, kaczka, owoce, zioła i bardziej nietypowe przyprawy.
Podoba mi się to połączenie.
Tradycyjny produkt nie musi przecież oznaczać tradycyjnego sposobu podania.
To właśnie tutaj widać charakterystyczne dla Magdy Gessler podejście do gotowania – znane smaki zostają wykorzystane jako baza do stworzenia dań, które mogą wyglądać nieco bardziej współcześnie.
Czy przepisy są trudne?
Nie odniosłam wrażenia, żeby książka była przeznaczona wyłącznie dla osób, które mają duże doświadczenie w kuchni.
Wśród przepisów znajdziemy zarówno dania bardziej pracochłonne, jak i takie, które można przygotować bez szczególnych umiejętności kulinarnych.
To ważne, bo książka kulinarna może być piękna, ale jeśli przepisy są zbyt skomplikowane, szybko staje się dekoracją kuchennej półki.
Tutaj jest inaczej.
Można potraktować ją jako źródło inspiracji do codziennego gotowania, zwłaszcza jeśli lubimy produkty regionalne i bardziej treściwe dania.
Kwaśnica, bryndza i góralskie smaki
Największą zaletą książki jest dla mnie jej charakter.
Czytając przepisy, można niemal przenieść się w góry. Nie dlatego, że wszystkie potrawy są tradycyjnymi daniami Podhala, ale dlatego, że pojawiają się składniki i połączenia, które przywołują skojarzenia z góralską kuchnią.
To książka dla osób, które lubią konkretne jedzenie i wyraziste smaki.
Nie znajdziemy tutaj wyłącznie lekkich sałatek czy dań przygotowanych z kilku modnych składników. Są mięsa, sery, grzyby, zupy i potrawy, które mogą naprawdę porządnie nasycić.
Szczególnie dobrze pasują mi do niej chłodniejsze miesiące.
A co ze zdjęciami?
Fotografie górali i Podhala początkowo wydawały mi się trochę dodatkiem, który niekoniecznie jest potrzebny w książce z przepisami.
Po pewnym czasie zmieniłam zdanie.
Kuchnia regionalna to przecież nie tylko lista składników i sposób przygotowania potrawy. To również miejsce, ludzie, tradycja i sposób życia.
Dlatego zdjęcia nadają książce klimat. Dzięki nim „Moja góralska kuchnia” jest czymś więcej niż zwykłym zbiorem receptur.
Nie jest to jednak album fotograficzny – jeśli kupujemy ją przede wszystkim po to, żeby gotować, najważniejsza pozostaje część kulinarna.
Czy warto kupić „Moją góralską kuchnię”?
Jeżeli lubicie kuchnię regionalną, sery, grzyby, mięso i wyraziste smaki, zdecydowanie warto przynajmniej zajrzeć do tej książki.
Nie oczekiwałabym jednak od niej wyłącznie tradycyjnych, podhalańskich receptur przekazywanych z pokolenia na pokolenie.
Dla mnie ciekawsze jest właśnie to, że Magda Gessler bierze góralskie smaki i przedstawia je po swojemu.
To książka, którą można czytać, oglądać i – przede wszystkim – wykorzystać w kuchni.
A jeśli ktoś ma szczególny sentyment do Podhala, fotografie i charakter całej publikacji mogą sprawić, że będzie do niej wracał nie tylko wtedy, gdy będzie chciał coś ugotować.
Moja ocena: 8/10.
„Moja góralska kuchnia” nie jest dla mnie książką, która ma jedynie nauczyć gotować. To raczej zaproszenie do poznania pewnego stylu kuchni – tradycyjnego w produktach i smakach, ale jednocześnie otwartego na nowe pomysły.
I chyba właśnie to podoba mi się w niej najbardziej.
A Wy lubicie kuchnię góralską? Która potrawa z Podhala jest Waszym zdaniem najlepsza – kwaśnica, oscypek, bryndza, a może coś zupełnie innego?


Komentarze
Prześlij komentarz
Dziękuję za komentarz. Cieszę się, że zainteresował Cię mój artykuł. Pozdrawiam. Barbara Bereżańska