Kiedy przez dwie dekady pracowałam w Niemczech, często podróżowałam między miejscowościami. Mijałam setki pól uprawnych, sadów i gospodarstw. Z czasem zaczęłam zwracać uwagę na coś, co dziś, gdy patrzę na sytuację w Polsce, wydaje mi się jeszcze bardziej wymowne.
Nawet wtedy, gdy przez wiele dni nie spadła ani kropla deszczu, na niemieckich polach pracowały deszczownie. Wielkie zraszacze obracały się powoli, podlewając kukurydzę, ziemniaki czy warzywa. Rolnicy nie czekali, aż wszystko uschnie. Działali wcześniej.
Dziś, gdy w Polsce znowu mówi się o suszy, przypominają mi się właśnie te obrazy.
Nawadnianie i retencja – niemiecki sposób na suszę
W Niemczech nawadnianie jest czymś normalnym. Nie twierdzę, że każde gospodarstwo ma nowoczesne systemy za setki tysięcy euro. Ale bardzo często można zobaczyć deszczownie, zbiorniki na wodę czy instalacje do podlewania.
Dla wielu niemieckich rolników jest to zwykły element prowadzenia gospodarstwa. Tak samo oczywisty jak zakup ciągnika czy kombajnu.
Wiedzą, że pogoda potrafi zaskoczyć i nie chcą zostawiać wszystkiego przypadkowi.
Polska – Jeśli nie spadnie deszcz w tym tygodniu, będzie ciężko...
W Polsce wielu rolników wciąż liczy na deszcz.Co roku media pokazują podobne obrazki. Spękana ziemia, wyschnięte pola i informacje o ogromnych stratach.
Oczywiście susza jest problemem nie tylko w Polsce. Dotyka całej Europy. Różnica polega jednak na tym, że wielu niemieckich rolników od lat przygotowuje się na takie sytuacje.
W Polsce również są nowoczesne gospodarstwa z systemami nawadniania. Nie można tego pomijać. Jednak w wielu mniejszych gospodarstwach nadal wszystko zależy od tego, czy spadnie deszcz.
Koszty nawadniania to bariera dla wielu gospodarstw
Łatwo powiedzieć: "Niech każdy kupi deszczownię."
Rzeczywistość jest jednak bardziej skomplikowana.
Nowoczesne systemy nawadniania kosztują dziesiątki, a czasem setki tysięcy złotych. Do tego dochodzi dostęp do wody, pozwolenia oraz koszty energii.
Dla dużego gospodarstwa taka inwestycja może się zwrócić. Dla niewielkiego rodzinnego gospodarstwa często jest po prostu poza zasięgiem.
To jedna z największych różnic między wieloma gospodarstwami w Niemczech i Polsce.
Niemcy myślą o wodzie przez cały rok
To, co szczególnie zwróciło moją uwagę, to podejście do gospodarowania wodą.
W wielu miejscach buduje się zbiorniki retencyjne, gromadzi deszczówkę i dba o to, aby gleba jak najdłużej utrzymywała wilgoć. Rolnicy nie liczą wyłącznie na pogodę.
Wiedzą, że jeśli przez trzy tygodnie nie spadnie deszcz, rośliny i tak będą potrzebowały wody.
Może warto wyciągnąć z tego lekcję?
Nie piszę tego po to, aby krytykować polskich rolników. Wielu z nich robi wszystko, co może, często pracując w bardzo trudnych warunkach.
Mam jednak wrażenie, że jako kraj zbyt długo traktowaliśmy suszę jako coś chwilowego. Tymczasem zmieniający się klimat pokazuje, że ekstremalne upały mogą stać się naszą codziennością.
Być może zamiast co roku zastanawiać się, czy będzie padało, warto jeszcze mocniej inwestować w rozwiązania, które od lat sprawdzają się u naszych zachodnich sąsiadów.
Czas przestać liczyć wyłącznie na deszcz
Niemcy nie potrafią wywołać opadów. Nie mają też lepszego klimatu niż Polska. Po prostu od dawna zakładają, że susza może się pojawić i przygotowują się na nią wcześniej.
Może właśnie w tym tkwi największa różnica. Nie w pogodzie, lecz w sposobie myślenia.
Bo kiedy patrzę na zdjęcia niemieckich pól podczas upalnego lata, wciąż przypominają mi się obracające się deszczownie, które widywałam niemal każdego dnia. Wtedy wydawało mi się to czymś zwyczajnym. Dziś wiem, że była to po prostu inwestycja w przyszłość.
Komentarze
Prześlij komentarz
Dziękuję za komentarz. Cieszę się, że zainteresował Cię mój artykuł. Pozdrawiam. Barbara Bereżańska