"(Bez)silna opiekunka, czyli polsko-niemiecka (bez)nadzieja" – Barbara Bereżańska

książka o opiece nad osobami starszymi

"(Bez)silna opiekunka, czyli polsko-niemiecka (bez)nadzieja" to książka napisana przez opiekunkę osób starszych. Praca w opiece w Niemczech w ostatnich latach dała możliwość zarobku tysiącom ludzi z Polski. Jak wygląda praca w opiece nad osobami starszymi w Niemczech? Wszystkiego dowiesz się z moich książek.

"Perły rzucone przed damy" – moja pierwsza książka o pracy w opiece nad osobami starszymi w Niemczech 

Jeśli chcesz zapoznać się z książką, możesz otrzymać egzemplarz z autografem. Więcej informacji po kliknięciu ikonki "Postaw kawę". Możesz także wesprzeć moją twórczość internetową stawiając mi małą kawę i pokazując, że lubisz czytać mój blog. 

Postaw mi kawę na buycoffee.to
Osoby, które nie czytały mojej pierwszej książki, zapraszam również do zapoznania się z książką "Perły rzucone przed damy". To poradnik dla opiekunów osób starszych, zawierający również liczne historie z pracy w opiece w Niemczech. Książka odsłania całą prawdę o pracy w opiece nad osobami starszymi w Niemczech.

Praca w opiece w Niemczech

Jak wygląda praca w opiece w Niemczech? Ile zarabia opiekunka osób starszych? Czy opłaca pracować się w opiece w Niemczech?

To pytania, które zadaje sobie wiele osób, rozważających wyjazd do pracy za granicą. Polskie opiekunki, zadowolone z zarobków, rzadko opowiadają, czego tak naprawdę doświadczają w Niemczech. Między sobą mówią o największych bolączkach. W Polsce milczą, jak zaklęte. Dlaczego? Nie chcą obarczać problemami swoich rodzin? Uważają, że pieniądze wynagrodzą im cierpienie oraz upokorzenie? Z poczucia wstydu? A może uważają, że taki nasz los i urodziliśmy się po to, by służyć bogatym Niemcom?

Łamanie prawa pracy w branży opiekuńczej jest codziennością. Nikomu to nie przeszkadza. Najmniej opiekunkom, którym wydaje się, że "złapały pana Boga za nogi". Co z opiekunami, dla których praca w opiece nie jest ostatnią deską ratunku, podejmują się pracy w Niemczech świadomie oraz chcą, by ich prawa były szanowane? Jak walczyć o swoje prawa na rynku pracy, gdzie nie obowiązują żadne zasady? Kiedy zrozumiemy, że pracownik jest ważny? A może w Polsce również pozwalamy pracodawcy na wszystko? To by wyjaśniało, dlaczego problemy opiekunów osób starszych w Niemczech są bagatelizowane? Urodziliśmy się sługami?

Książka napisana przez opiekunkę osób starszych

"(Bez)silna opiekunka, czyli polsko-niemiecka (bez)nadzieja" to taki publiczny pamiętnik. Wydawałoby się, że praca opiekunki osób starszych jest nudna – pełna moczu, pampersów i na tym koniec wrażeń. Tymczasem praca w opiece w Niemczech to huśtawka emocji, powtarzające się problemy, które nigdy nie powinny mieć miejsca, dylematy, rozterki i ucieczki. Ucieczki to coś, co po latach wychodzi mi chyba najlepiej. Pisząc książkę, zastanawiałam się, czy niektórych konfliktów nie można było rozwiązać inaczej. Uciekając, byłam pewna, że to jedyna słuszna decyzja.

Polska literatura faktu – praca za granicą

Przed jakimi wyzwaniami stoi polska opiekunka osób starszych w Niemczech? Na czyją pomoc może ona liczyć? Kto w trudnych sytuacjach naciska na nią, zamiast jej pomóc? Jakim problemom można w łatwy sposób zapobiec? Dlaczego nikomu na tym nie zależy?

Na te pytania będziecie mogli sami sobie odpowiedzieć po przeczytaniu książki
"(Bez)silna opiekunka, czyli polsko-niemiecka (bez)nadzieja". To książka o pracy w opiece w Niemczech, która tym razem mówi nie tylko o mnie. To książka o ludziach, których spotkałam na swojej drodze. O nadziei i beznadziei. O sile i bezsilności. O walce i kapitulacji. O życiu i wegetacji – po dwóch stronach.

Starzy, schorowani Niemcy i polscy opiekunowie to takie piłeczki porozsypywane na boisku, którego granicę wyznaczają geograficzne granice Niemiec. Kto jest graczem? Czy gra umiejętnie? Czy w grze obowiązują jakiekolwiek reguły? Co jest nagrodą zwycięzcy? Czy prócz pieniędzy liczy się cokolwiek innego? Która drużyna strzela sobie samobója?

Mam specyficzne poczucie humoru. Mam nadzieję, że czytając książkę nie raz się zaśmiejecie. Śmiech to najlepsze lekarstwo, aby przetrwać, zdobyć do wszystkiego dystans i móc żyć dalej.

Fragment z książki "(Bez)silna opiekunka, czyli polsko-niemiecka (bez)nadzieja"

– Cześć. Dobrze, że przyjechałaś. Już myślałam, że nikogo nie znajdą.
– No nie miałam za wiele czasu na przygotowanie się do wyjazdu.
– Do ostatniej chwili nie wiedziałam, czy ktoś mnie zmieni. Firma kazała mi zostać dłużej. Ale nie ze mną takie numery. Powiedziałam, że w żadnym wypadku nie zostanę dłużej, niż mam to w umowie.
– No i racja. Nie mogą cię zmusić. Czyli zjeżdżasz w terminie, jaki miałaś w umowie, nie uciekasz przed czasem? Wszystko jest tu w porządku?
– Tak, spoko. Za miesiąc tu wrócę.
– Słucham?
– Za miesiąc tu wrócę. Na miesiąc przyjechałaś czy na ile?
– Umowę mam na dwa miesiące. Nie wyjeżdżam na tak krótki czas.
– A to oszuści. Przecież dobrze wiedzą, że chciałam tu wrócić za miesiąc. To dlatego, że nie chciałam zostać dłużej. Kłóciłam się z nimi przez telefon. Przecież ja mam swoje sprawy do załatwienia w Polsce.
– Wiesz co, nie wiem. Nie podpisałam jeszcze umowy. Mówiłam, że chcę wyjechać na dwa miesiące. Tak napisali w dokumentach, które przesłali mi mailem. Tak w ogóle jak wygląda sprawa ze składkami? Mówili mi, że płacą je od średniej krajowej. Jednak z umowy wynika, że płacą je od sześciuset euro. Reszta to diety.
– Jak od średniej krajowej? Okłamali cię!
– Kilka razy pytałam. Zresztą chwalą się na portalach społecznościowych, że są lepsi od innych firm, ponieważ płacą pełne składki. Tłumaczą tym niskie stawki, jakie mają w porównaniu z innymi. Dopiero gdy dostałam umowę, zorientowałam się, że tak nie jest. Nie chciałam wszystkiego odwoływać. Zresztą gdy kolejny raz zapytałam, ponownie zapewniono mnie, że płacą je od średniej krajowej.
– Bzdury. Oni wszystko by ci powiedzieli, żebyś wyjechała. Potrzebowali kogoś.
– Nieźle się zaczyna.
– Mnie ta firma nie odpowiada, ale miejsce jest dobre, więc wrócę tu za miesiąc.
– Czekaj, może ja wyjaśnię, na ile tu przyjechałam. Wygrzebałam z torebki pełnej drobiazgów telefon komórkowy. Odszukałam numer firmy. Jak to mam w zwyczaju, włączyłam zestaw głośnomówiący. Ewa stała nade mną ciekawa całej rozmowy. W końcu chodziło nie tylko o moje losy. Sprawa dotyczyła również jej.
– Opiekun dwadzieścia cztery, słucham.
– Dzień dobry. Barbara Bereżańska. Jest mały problem. Zawarłam z państwem umowę na dwa miesiące. Zmienniczka mówi, że chce wrócić tu za miesiąc. Na jaki okres tak naprawdę wyjechałam?
– Dzień dobry, pani Basiu. Proszę się nie denerwować. Wyjechała pani, tak jak się umawiałyśmy, na dwa miesiące.
– Okej. Bardzo dziękuję. Korzystając z okazji, chciałabym się jeszcze upewnić, od jakiej kwoty są odprowadzane składki.
– Od średniej krajowej.
– Okej. Dziękuję. Do usłyszenia.
– Do usłyszenia, pani Basiu.

Przez chwilę czułam się, jakbym wygrała bitwę. Natomiast Ewkę zaczęło nosić.

– Co oni kombinują? To dlatego, że nie chciałam zostać dłużej – powiedziała podenerwowana. – I co oni mówią o tych składkach od średniej krajowej? Przecież to kłamstwo!

Nadal nie miałam pewności odnośnie do składek, ale przecież wielokrotnie mnie zapewniano, że będą one płacone od średniej krajowej. Ważniejsze wydawało mi się to, by dostać do ręki umowę, podpisać ją i mieć gwarancję, że przyjechałam na okres dwóch miesięcy. Wybrałam numer do koordynatorki.

– Dzień dobry. Barbara Bereżańska. Jestem już na miejscu. Chciałam się dowiedzieć, kiedy przyjedzie pani z umową.
– Pani nie ma umowy?
– Nie. Miałam ją podpisać na miejscu. W Polsce nie było na to czasu.
– Jestem chora. Nie mogę dzisiaj przyjechać.
– Pierwszego dnia na miejscu miał być obecny koordynator.
– Jestem chora.
– Tak w ogóle to na jak długo przyjechałam tu pracować?
– Na miesiąc. Potem wraca Ewa. Ewa odetchnęła z ulgą. Ja natomiast poczułam ogromną złość. Nie dość, że zostałam oszukana co do składek, to jeszcze się okazało, że to krótki wyjazd.

– Zapewniano mnie, że to oferta na dwa miesiące.
– Co oni znowu namieszali?! Zaraz z nimi pogadam.

Żadnego „cześć”, „do usłyszenia”, „oddzwonię”…

– „Wiem, że jesteś tam…” – usłyszałam sygnał mojego telefonu.
Jestem, jestem, ale co dalej? – pomyślałam, odbierając.

– Pani Basiu, po co pani dzwoniła do koordynatorki? Dlaczego nie ma pani przy sobie umowy?
– Umawialiśmy się, że umowę podpiszę na miejscu. Okazuje się, że przyjechałam tutaj na miesiąc, a nie na dwa. Mam jeszcze jedno pytanie: od jakiej kwoty płacą państwo składki?
– Od sześciuset euro. Koordynatorka nie może do pani przyjechać. Jest chora. Umowa jest na miesiąc. Potem wraca Ewa.
– Jak to na miesiąc? Przecież umawiałyśmy się na dwa.
– Proszę nie dyskutować, tylko wziąć się do pracy.
– Słucham?!
– Proszę wziąć się do pracy. Wyjechała pani zajmować się starym schorowanym człowiekiem. To nie czas na pogawędki.
– Proszę mi nie podnosić ciśnienia. Tak się składa, że póki co nie podpisałam żadnej umowy. Okłamali mnie państwo odnośnie do składek. Wielokrotnie. Mam świadka, który słyszał, jak kolejny raz z rzędu potwierdzono mi, że składki są płacone od średniej krajowej. Albo dzisiaj przyjedzie koordynator z umową do podpisania na dwa miesiące, albo zjeżdżam.
– Nie może pani zjechać.
– Przecież nie mam umowy. Wszystko mogę. Nie tak się umawiałyśmy.

Tym razem to ja odłożyłam telefon, nie kończąc rozmowy tak, jak należy. Ewa stała blada. Ważyły się nie tylko moje, ale i jej losy. Już chyba nawet nie zależało jej na tym, żeby wrócić w to miejsce za miesiąc. Myślę, że się przeraziła. Obawiała się, że faktycznie zjadę, jeśli nie dostanę umowy.

– Ale się narobiło. I co, zjedziesz?
– Nie wiem. Muszę pomyśleć. Pewnie nie. Przecież nie zostawię dziadka samego. W co ja się wpakowałam?
– Ja też miałam z nimi wiecznie problemy. Właściwie to pasowało mi, by zjechać dzisiaj w południe. Powiedzieli, że ty przyjedziesz dopiero wieczorem i mam na ciebie czekać. Musiałam na ostatnią chwilę szukać innego busa.
– Co? Przecież mówiłam im, że jadę autem i mogę się dostosować do zmienniczki.
– I co powiedzieli?
– Że mam być na miejscu dzisiaj po południu, a ty wyjeżdżasz późnym wieczorem.
– Tam nie ma z kim rozmawiać. Cieszyłam się, że w ogóle kogoś znaleźli. Teraz nie wiadomo, czy pozwolą mi zjechać, jeśli ty nie zostaniesz.
– Jak to ci nie pozwolą? Przecież skończyła ci się umowa.
– No ale mogą powiedzieć, że nie zapłacą mi pieniędzy, jeśli nie zostanę.
– Pieniądze za pracę muszą ci zapłacić. Poczekaj. Jeszcze nie wiem, co zrobię. Może przywiozą mi tę umowę.

Poczułam wibracje w kieszeni. Przyszedł SMS. Przeczytałam na głos: „Będę za trzydzieści minut z umową. Proszę dogadać się z Ewą, kiedy się zmienicie. Ewelina”.

– Co oni odwalają? Namieszali, a teraz my mamy się dogadać? – rzekłam zdenerwowana.

Ewa spojrzała na mnie. Widziałam, że jej się tu podoba i chce wrócić za miesiąc. Opuściłam Polskę w przekonaniu, że wyjeżdżam na dwa miesiące. Jak miałyśmy się dogadać? Ktoś musiał ustąpić.

– Ciekawe, co za umowę ona przywiezie. Przecież w tej, którą mi przysłali na maila, jest okres dwóch miesięcy – powiedziałam.

I tak oto dwie opiekunki, które właściwie powinny współpracować, chcąc nie chcąc stały się sobie wrogami. Zwycięstwo jednej oznaczało przegraną drugiej. W duchu każda z nas zastanawiała się, jak zakończy się ta sprawa. Koordynatorka przyjechała z dwoma umowami. W jednej było napisane „cztery tygodnie”, w drugiej – „dwa miesiące”. Decyzja należała do mnie. Po emocjonujących przejściach stwierdziłam, że podpiszę tę na cztery tygodnie. Jeśli współpraca z firmą miała wyglądać tak jak pierwszego dnia, chyba nie było warto zostawać dłużej. Ewa odetchnęła z ulgą. Ewelina sprawiała wrażenie, jakby była naszym sprzymierzeńcem.

– Przecież ja im wyraźnie powiedziałam, że mają mi przysłać kogoś na miesiąc. Nie macie pojęcia, jaki oni mają tam burdel. Nie mam kogo wysyłać do moich klientów. Co z tego, że podpiszę umowę z niemiecką rodziną, jak oni nie mają opiekunek. Żebyście widziały życiorysy, jakie mi przysyłają. Jeden gorszy od drugiego. Emerytki. Jedna chora, druga połamana, niemieckiego nikt nie zna, co druga nadużywa alkoholu. Kilka dni temu zwoziłam trzy pijaczki naraz.
– Jak to zwoziłaś?
– Klienci zgłosili, że one piją. Trzeba było znaleźć szybko zmienniczki. Alkoholiczki zawiozłam autem do Polski.

Złapałam na chwilkę kontakt wzrokowy z Ewą. Nie wiem, czy myślała o tych pijanych kobietach, czy być może tak jak ja zastanawiała się, co to za firma, która zatrudnia osoby uzależnione od alkoholu. Do tego aż trzy. Rozumiem i wiem, że takie sytuacje się zdarzają. Ale trzy naraz? Ewelinie jakby rozwiązał się język. A może chciała pokazać, że ma do nas zaufanie i uważa nas za te z dobrymi życiorysami.

– Dobra, dziewczyny. Na szczęście wy jesteście młode, solidne. To rzadkość. Ja co najmniej raz w miesiącu zwożę opiekunki, które nie nadają się do pracy w naszej firmie...

Komentarze