„(Bez)silna opiekunka, czyli polsko-niemiecka (bez)nadzieja” – książka o pracy opiekunki w Niemczech

(bez)silna opiekunka, (bez)silna opiekunka czyli polsko-niemiecka (bez)nadzieja, książka (bez)silna opiekunka, książka o pracy w opiece w Niemczech, książka o opiekunkach w Niemczech, praca opiekunki w Niemczech, opieka nad osobami starszymi w Niemczech, opiekunka osób starszych, opiekunka w Niemczech, historie opiekunek, prawdziwe historie opiekunek, życie opiekunki w Niemczech, problemy opiekunek w Niemczech, prawa opiekunki w Niemczech, praca w opiece bez lukru, praca opiekunki za granicą, polskie opiekunki w Niemczech, literatura faktu, książka o pracy za granicą, recenzja książki, recenzja (bez)silna opiekunka, Barbara Bereżańska, Perły rzucone przed damy, książki dla opiekunek, książki o opiece, emocje opiekunki, trudna praca opiekunki, problemy w pracy opiekunki, życie na szteli, sztela w Niemczech, praca na szteli, agencje opiekunek w Niemczech, zarobki opiekunki w Niemczech, warunki pracy opiekunki, opieka 24 godziny, polsko-niemiecka opieka, pamiętnik opiekunki, historie z pracy w opiece, doświadczenia opiekunki w Niemczech

Jak naprawdę wygląda praca opiekunki osób starszych w Niemczech? Ile można znieść, kiedy warto walczyć o swoje prawa, a kiedy człowiekowi pozostaje już tylko spakować walizkę?

Na te pytania próbuję odpowiedzieć w książce „(Bez)silna opiekunka, czyli polsko-niemiecka (bez)nadzieja”.

To nie jest klasyczny poradnik dla opiekunek. To przede wszystkim osobista, momentami gorzka, momentami zabawna opowieść o pracy w opiece w Niemczech, ludziach, których spotkałam na mojej drodze, oraz sytuacjach, które potrafią zmienić sposób patrzenia na cały ten zawód.


Opiekunka w Niemczech (bez lukru)

e-booki o pracy w opiece w Niemczech, książki o pracy w opiece w Niemczech, opiekunka osób starszych w Niemczech, praca opiekunki w Niemczech, praca w opiece w Niemczech, opieka nad seniorem w Niemczech, życie opiekunki w Niemczech, doświadczenia opiekunki w Niemczech, sztela w Niemczech, praca na szteli, wyjazd do pracy w Niemczech, opieka 24 godziny, obowiązki opiekunki, prawa opiekunki w Niemczech, język niemiecki dla opiekunek, poradnik dla opiekunek, poradnik opiekunki osób starszych, historie opiekunek, życie na szteli, trudne sztelę, relacje z podopiecznym, relacje z rodziną podopiecznego, żywienie seniora w Niemczech, dieta seniora, polska opiekunka w Niemczech, praca za granicą, e-book dla opiekunek, książki dla opiekunek, literatura dla opiekunek, Barbara Bereżańska, Perły rzucone przed damy, Tamtę sztelę, (Bez)Silna opiekunka, Żywienie seniora w Niemczech, Między obowiązkiem a sercem, Walizka pełna nadziei

Praca opiekunki osób starszych często przedstawiana jest przez pryzmat zarobków. Wyjazd do Niemiec ma być prostym sposobem na lepsze pieniądze.

Ale co znajduje się po drugiej stronie tej decyzji?

Samotność. Zmęczenie. Odpowiedzialność za drugiego człowieka. Trudne charaktery. Choroba. Problemy z komunikacją. Konflikty z rodziną lub agencją. Niejasne oczekiwania i sytuacje, których nikt nie przewidział przed wyjazdem.

Nie próbuję przedstawiać pracy w opiece jako łatwego sposobu na zarabianie pieniędzy.

Pokazuję ją od strony człowieka, który znalazł się w samym środku tych wydarzeń.

To nie jest tylko historia jednej opiekunki

e-booki o pracy w opiece w Niemczech, książki o pracy w opiece w Niemczech, opiekunka osób starszych w Niemczech, praca opiekunki w Niemczech, praca w opiece w Niemczech, opieka nad seniorem w Niemczech, życie opiekunki w Niemczech, doświadczenia opiekunki w Niemczech, sztela w Niemczech, praca na szteli, wyjazd do pracy w Niemczech, opieka 24 godziny, obowiązki opiekunki, prawa opiekunki w Niemczech, język niemiecki dla opiekunek, poradnik dla opiekunek, poradnik opiekunki osób starszych, historie opiekunek, życie na szteli, trudne sztelę, relacje z podopiecznym, relacje z rodziną podopiecznego, żywienie seniora w Niemczech, dieta seniora, polska opiekunka w Niemczech, praca za granicą, e-book dla opiekunek, książki dla opiekunek, literatura dla opiekunek, Barbara Bereżańska, Perły rzucone przed damy, Tamtę sztelę, (Bez)Silna opiekunka, Żywienie seniora w Niemczech, Między obowiązkiem a sercem, Walizka pełna nadziei

Jedną z ciekawszych cech książki jest to, że nie skupiam się wyłącznie na sobie.

Piszę ludziach spotkanych podczas pracy w Niemczech – opiekunach, seniorach, rodzinach i osobach związanych z branżą opiekuńczą.

Dlatego „(Bez)silna opiekunka” staje się czymś więcej niż pamiętnikiem jednej osoby.

To opowieść o relacjach, zależnościach, nadziejach i rozczarowaniach, które mogą pojawić się po obu stronach.

Pokazuję zarówno siłę, jak i bezsilność, walkę i rezygnację, nadzieję i rozczarowanie.

Kiedy trzeba walczyć o swoje

Jednym z ważnych tematów książki są prawa i warunki pracy opiekunów osób starszych w Niemczech.

Co zrobić, kiedy ustalenia przed wyjazdem nie zgadzają się z rzeczywistością?

Co wtedy, gdy pojawiają się problemy z umową?

Jak reagować, kiedy ktoś próbuje przekroczyć nasze granice?

I przede wszystkim – czy opiekunka musi zgadzać się na wszystko tylko dlatego, że przyjechała do Niemiec pracować?

Książka skłania do zadania sobie bardzo ważnego pytania:

Czy pieniądze rzeczywiście mogą wynagrodzić wszystko?

Jedna scena, która pokazuje więcej niż poradnik

W książce znajdziemy również sytuacje, w których problemy zaczynają się już na początku zlecenia.

Jedna z opisanych historii dotyczy rozbieżności dotyczących czasu trwania umowy i sposobu odprowadzania składek. Przyjeżdżam do Niemiec przekonana, że będę pracowała przez określony czas, ale na miejscu okazuje się, że sytuacja wygląda inaczej. Pojawia się także problem z podpisaniem umowy i sprzeczne informacje przekazywane przez osoby reprezentujące firmę.

To właśnie takie sytuacje pokazują, dlaczego przed wyjazdem warto dokładnie wiedzieć, na jakich warunkach podejmujemy pracę.

Historia rozwija się dalej i pokazuje również, jak niejasne ustalenia jednej strony mogą postawić w trudnej sytuacji drugą opiekunkę. Ostatecznie staję przed decyzją, czy zostać na dłużej, czy zakończyć współpracę.

I chyba właśnie takie historie są największą siłą tej książki.

Nie teoria.

Życie.

„(Bez)silna” – dlaczego taki tytuł?

Tytuł książki nie jest przypadkowy.

Bezsilna czy silna?

Można być jednocześnie jednym i drugim.

Opiekunka może być zmęczona, przestraszona czy postawiona pod ścianą, a mimo to w pewnym momencie powiedzieć:

„Nie zgadzam się”.

Może mieć poczucie, że nie ma wyboru, a jednak znaleźć w sobie siłę, żeby zawalczyć o swoje.

Może też uznać, że jedynym wyjściem jest odejście.

Właśnie dlatego określenie „(Bez)silna” dobrze oddaje emocjonalny charakter tej historii.

Dużo emocji, ale również humor

Mimo trudnej tematyki książka nie jest wyłącznie ponurą opowieścią.

Mam specyficzne poczucie humoru i wykorzystują je jako sposób na oswojenie rzeczywistości. Śmiech pozwala nabrać dystansu do sytuacji, które w danym momencie mogą wydawać się nie do zniesienia.

Dzięki temu czytelnik nie dostaje wyłącznie historii o problemach.

Dostaje również opowieść z charakterem.

Czasami można się uśmiechnąć.

Czasami zirytować.

A czasami pomyśleć:

„Naprawdę ktoś może mieć takie zlecenie?”

Dla kogo jest ta książka?

„(Bez)silna opiekunka, czyli polsko-niemiecka (bez)nadzieja” będzie szczególnie interesująca dla:

  • osób planujących pracę jako opiekunka w Niemczech,

  • osób, które już pracują na zleceniach,

  • opiekunów chcących lepiej poznać realia pracy za granicą,

  • osób zainteresowanych historiami Polaków pracujących w Niemczech,

  • czytelników, którzy lubią literaturę opartą na prawdziwych doświadczeniach.

To również książka dla tych, którzy chcą zobaczyć pracę opiekunki nie tylko przez pryzmat pieniędzy.

Bo za każdą ofertą pracy stoi człowiek.

I właśnie o tych ludziach jest ta książka.

„(Bez)silna opiekunka” a „Perły rzucone przed damy”

Jeżeli znasz moją pierwszą książkę – „Perły rzucone przed damy” – druga publikacja jest naturalną kontynuacją tematu, ale ma nieco inny charakter.

„Perły rzucone przed damy” mocniej opierają się na historiach z poszczególnych zleceń i praktycznych doświadczeniach.

„(Bez)silna opiekunka” idzie krok dalej.

To bardziej osobista i refleksyjna opowieść o ludziach, relacjach, pracy, nadziei, bezsilności i walce o własne miejsce w branży opiekuńczej.

Obie książki łączy jedno – pokazują rzeczywistość pracy w Niemczech bez udawania, że wszystko zawsze wygląda idealnie.

Czy warto przeczytać „(Bez)silną opiekunkę”?

Jeżeli szukasz książki, która pokaże Ci kulisy pracy opiekunki osób starszych w Niemczech, a jednocześnie nie będzie kolejnym suchym poradnikiem, warto po nią sięgnąć.

To książka o pracy, ale również o emocjach.

O pieniądzach, ale nie tylko o nich.

O seniorach, opiekunach i agencjach.

O sytuacjach, w których trzeba walczyć.

I o takich, w których człowiek zaczyna się zastanawiać, czy dalsza walka ma jeszcze sens.

Przede wszystkim jednak jest to opowieść o ludziach, których spotykamy na swojej drodze i o tym, jak bardzo praca może wpływać na nasze życie.

A Ty pracujesz lub pracowałaś jako opiekunka w Niemczech?

Czy zdarzyła Ci się sytuacja, w której musiałaś wybierać między „wytrzymać” a „spakować walizkę i wrócić do Polski”?

Napisz w komentarzu. Być może Twoja historia jest równie ciekawa jak te opisane w książce. 


Fragment z książki "(Bez)silna opiekunka, czyli polsko-niemiecka (bez)nadzieja"

– Cześć. Dobrze, że przyjechałaś. Już myślałam, że nikogo nie znajdą.
– No nie miałam za wiele czasu na przygotowanie się do wyjazdu.
– Do ostatniej chwili nie wiedziałam, czy ktoś mnie zmieni. Firma kazała mi zostać dłużej. Ale nie ze mną takie numery. Powiedziałam, że w żadnym wypadku nie zostanę dłużej, niż mam to w umowie.
– No i racja. Nie mogą cię zmusić. Czyli zjeżdżasz w terminie, jaki miałaś w umowie, nie uciekasz przed czasem? Wszystko jest tu w porządku?
– Tak, spoko. Za miesiąc tu wrócę.
– Słucham?
– Za miesiąc tu wrócę. Na miesiąc przyjechałaś czy na ile?
– Umowę mam na dwa miesiące. Nie wyjeżdżam na tak krótki czas.
– A to oszuści. Przecież dobrze wiedzą, że chciałam tu wrócić za miesiąc. To dlatego, że nie chciałam zostać dłużej. Kłóciłam się z nimi przez telefon. Przecież ja mam swoje sprawy do załatwienia w Polsce.
– Wiesz co, nie wiem. Nie podpisałam jeszcze umowy. Mówiłam, że chcę wyjechać na dwa miesiące. Tak napisali w dokumentach, które przesłali mi mailem. Tak w ogóle jak wygląda sprawa ze składkami? Mówili mi, że płacą je od średniej krajowej. Jednak z umowy wynika, że płacą je od sześciuset euro. Reszta to diety.
– Jak od średniej krajowej? Okłamali cię!
– Kilka razy pytałam. Zresztą chwalą się na portalach społecznościowych, że są lepsi od innych firm, ponieważ płacą pełne składki. Tłumaczą tym niskie stawki, jakie mają w porównaniu z innymi. Dopiero gdy dostałam umowę, zorientowałam się, że tak nie jest. Nie chciałam wszystkiego odwoływać. Zresztą gdy kolejny raz zapytałam, ponownie zapewniono mnie, że płacą je od średniej krajowej.
– Bzdury. Oni wszystko by ci powiedzieli, żebyś wyjechała. Potrzebowali kogoś.
– Nieźle się zaczyna.
– Mnie ta firma nie odpowiada, ale miejsce jest dobre, więc wrócę tu za miesiąc.
– Czekaj, może ja wyjaśnię, na ile tu przyjechałam. Wygrzebałam z torebki pełnej drobiazgów telefon komórkowy. Odszukałam numer firmy. Jak to mam w zwyczaju, włączyłam zestaw głośnomówiący. Ewa stała nade mną ciekawa całej rozmowy. W końcu chodziło nie tylko o moje losy. Sprawa dotyczyła również jej.
– Opiekun dwadzieścia cztery, słucham.
– Dzień dobry. Barbara Bereżańska. Jest mały problem. Zawarłam z państwem umowę na dwa miesiące. Zmienniczka mówi, że chce wrócić tu za miesiąc. Na jaki okres tak naprawdę wyjechałam?
– Dzień dobry, pani Basiu. Proszę się nie denerwować. Wyjechała pani, tak jak się umawiałyśmy, na dwa miesiące.
– Okej. Bardzo dziękuję. Korzystając z okazji, chciałabym się jeszcze upewnić, od jakiej kwoty są odprowadzane składki.
– Od średniej krajowej.
– Okej. Dziękuję. Do usłyszenia.
– Do usłyszenia, pani Basiu.

Przez chwilę czułam się, jakbym wygrała bitwę. Natomiast Ewkę zaczęło nosić.

– Co oni kombinują? To dlatego, że nie chciałam zostać dłużej – powiedziała podenerwowana. – I co oni mówią o tych składkach od średniej krajowej? Przecież to kłamstwo!

Nadal nie miałam pewności odnośnie do składek, ale przecież wielokrotnie mnie zapewniano, że będą one płacone od średniej krajowej. Ważniejsze wydawało mi się to, by dostać do ręki umowę, podpisać ją i mieć gwarancję, że przyjechałam na okres dwóch miesięcy. Wybrałam numer do koordynatorki.

– Dzień dobry. Barbara Bereżańska. Jestem już na miejscu. Chciałam się dowiedzieć, kiedy przyjedzie pani z umową.
– Pani nie ma umowy?
– Nie. Miałam ją podpisać na miejscu. W Polsce nie było na to czasu.
– Jestem chora. Nie mogę dzisiaj przyjechać.
– Pierwszego dnia na miejscu miał być obecny koordynator.
– Jestem chora.
– Tak w ogóle to na jak długo przyjechałam tu pracować?
– Na miesiąc. Potem wraca Ewa. Ewa odetchnęła z ulgą. Ja natomiast poczułam ogromną złość. Nie dość, że zostałam oszukana co do składek, to jeszcze się okazało, że to krótki wyjazd.

– Zapewniano mnie, że to oferta na dwa miesiące.
– Co oni znowu namieszali?! Zaraz z nimi pogadam.

Żadnego „cześć”, „do usłyszenia”, „oddzwonię”…

– „Wiem, że jesteś tam…” – usłyszałam sygnał mojego telefonu.
Jestem, jestem, ale co dalej? – pomyślałam, odbierając.

– Pani Basiu, po co pani dzwoniła do koordynatorki? Dlaczego nie ma pani przy sobie umowy?
– Umawialiśmy się, że umowę podpiszę na miejscu. Okazuje się, że przyjechałam tutaj na miesiąc, a nie na dwa. Mam jeszcze jedno pytanie: od jakiej kwoty płacą państwo składki?
– Od sześciuset euro. Koordynatorka nie może do pani przyjechać. Jest chora. Umowa jest na miesiąc. Potem wraca Ewa.
– Jak to na miesiąc? Przecież umawiałyśmy się na dwa.
– Proszę nie dyskutować, tylko wziąć się do pracy.
– Słucham?!
– Proszę wziąć się do pracy. Wyjechała pani zajmować się starym schorowanym człowiekiem. To nie czas na pogawędki.
– Proszę mi nie podnosić ciśnienia. Tak się składa, że póki co nie podpisałam żadnej umowy. Okłamali mnie państwo odnośnie do składek. Wielokrotnie. Mam świadka, który słyszał, jak kolejny raz z rzędu potwierdzono mi, że składki są płacone od średniej krajowej. Albo dzisiaj przyjedzie koordynator z umową do podpisania na dwa miesiące, albo zjeżdżam.
– Nie może pani zjechać.
– Przecież nie mam umowy. Wszystko mogę. Nie tak się umawiałyśmy.

Tym razem to ja odłożyłam telefon, nie kończąc rozmowy tak, jak należy. Ewa stała blada. Ważyły się nie tylko moje, ale i jej losy. Już chyba nawet nie zależało jej na tym, żeby wrócić w to miejsce za miesiąc. Myślę, że się przeraziła. Obawiała się, że faktycznie zjadę, jeśli nie dostanę umowy.

– Ale się narobiło. I co, zjedziesz?
– Nie wiem. Muszę pomyśleć. Pewnie nie. Przecież nie zostawię dziadka samego. W co ja się wpakowałam?
– Ja też miałam z nimi wiecznie problemy. Właściwie to pasowało mi, by zjechać dzisiaj w południe. Powiedzieli, że ty przyjedziesz dopiero wieczorem i mam na ciebie czekać. Musiałam na ostatnią chwilę szukać innego busa.
– Co? Przecież mówiłam im, że jadę autem i mogę się dostosować do zmienniczki.
– I co powiedzieli?
– Że mam być na miejscu dzisiaj po południu, a ty wyjeżdżasz późnym wieczorem.
– Tam nie ma z kim rozmawiać. Cieszyłam się, że w ogóle kogoś znaleźli. Teraz nie wiadomo, czy pozwolą mi zjechać, jeśli ty nie zostaniesz.
– Jak to ci nie pozwolą? Przecież skończyła ci się umowa.
– No ale mogą powiedzieć, że nie zapłacą mi pieniędzy, jeśli nie zostanę.
– Pieniądze za pracę muszą ci zapłacić. Poczekaj. Jeszcze nie wiem, co zrobię. Może przywiozą mi tę umowę.

Poczułam wibracje w kieszeni. Przyszedł SMS. Przeczytałam na głos: „Będę za trzydzieści minut z umową. Proszę dogadać się z Ewą, kiedy się zmienicie. Ewelina”.

– Co oni odwalają? Namieszali, a teraz my mamy się dogadać? – rzekłam zdenerwowana.

Ewa spojrzała na mnie. Widziałam, że jej się tu podoba i chce wrócić za miesiąc. Opuściłam Polskę w przekonaniu, że wyjeżdżam na dwa miesiące. Jak miałyśmy się dogadać? Ktoś musiał ustąpić.

– Ciekawe, co za umowę ona przywiezie. Przecież w tej, którą mi przysłali na maila, jest okres dwóch miesięcy – powiedziałam.

I tak oto dwie opiekunki, które właściwie powinny współpracować, chcąc nie chcąc stały się sobie wrogami. Zwycięstwo jednej oznaczało przegraną drugiej. W duchu każda z nas zastanawiała się, jak zakończy się ta sprawa. Koordynatorka przyjechała z dwoma umowami. W jednej było napisane „cztery tygodnie”, w drugiej – „dwa miesiące”. Decyzja należała do mnie. Po emocjonujących przejściach stwierdziłam, że podpiszę tę na cztery tygodnie. Jeśli współpraca z firmą miała wyglądać tak jak pierwszego dnia, chyba nie było warto zostawać dłużej. Ewa odetchnęła z ulgą. Ewelina sprawiała wrażenie, jakby była naszym sprzymierzeńcem.

– Przecież ja im wyraźnie powiedziałam, że mają mi przysłać kogoś na miesiąc. Nie macie pojęcia, jaki oni mają tam burdel. Nie mam kogo wysyłać do moich klientów. Co z tego, że podpiszę umowę z niemiecką rodziną, jak oni nie mają opiekunek. Żebyście widziały życiorysy, jakie mi przysyłają. Jeden gorszy od drugiego. Emerytki. Jedna chora, druga połamana, niemieckiego nikt nie zna, co druga nadużywa alkoholu. Kilka dni temu zwoziłam trzy pijaczki naraz.
– Jak to zwoziłaś?
– Klienci zgłosili, że one piją. Trzeba było znaleźć szybko zmienniczki. Alkoholiczki zawiozłam autem do Polski.

Złapałam na chwilkę kontakt wzrokowy z Ewą. Nie wiem, czy myślała o tych pijanych kobietach, czy być może tak jak ja zastanawiała się, co to za firma, która zatrudnia osoby uzależnione od alkoholu. Do tego aż trzy. Rozumiem i wiem, że takie sytuacje się zdarzają. Ale trzy naraz? Ewelinie jakby rozwiązał się język. A może chciała pokazać, że ma do nas zaufanie i uważa nas za te z dobrymi życiorysami.

– Dobra, dziewczyny. Na szczęście wy jesteście młode, solidne. To rzadkość. Ja co najmniej raz w miesiącu zwożę opiekunki, które nie nadają się do pracy w naszej firmie...

Komentarze