Tytuł obiecuje bardzo dużo. „Praca w opiece w Niemczech od podszewki” sugeruje książkę, która pokaże to, czego nie widać w ogłoszeniach: prawdziwe życie na szteli, trudnych seniorów, relacje z rodzinami, problemy opiekunek, język, granice i sytuacje, o których mówi się dopiero po powrocie do Polski. Tymczasem po przeczytaniu książki Karoline Adelheid miałam przede wszystkim jedno wrażenie: czegoś mi tutaj brakuje.
„Praca w opiece w Niemczech od podszewki” – książka napisana przez opiekunkę
Zacznijmy od tego, co dla mnie było ważne.
To nie jest książka napisana przez osobę, która tylko obserwowała branżę opiekuńczą z boku. Karoline Adelheid opisuje własne doświadczenia związane z pracą w Niemczech. Kolejne rozdziały zawierają sytuacje i przygody autorki, natomiast zasłyszane historie innych opiekunek zostały wykorzystane m.in. w zakończeniu książki.
I właśnie dlatego spodziewałam się czegoś więcej.
Bo jeśli osoba, która sama pracowała jako opiekunka, bierze do ręki temat tak szeroki jak praca w opiece w Niemczech, ma do dyspozycji ogrom materiału.
Każdy wyjazd to przecież potencjalnie osobna historia.
Każda rodzina to inni ludzie.
Każdy senior to inny charakter, inny stan zdrowia, inne przyzwyczajenia.
Do tego dochodzą język, samotność, tęsknota, pieniądze, relacje z rodziną, agencje, podróże, granice i sytuacje, których nie da się przewidzieć przed wyjazdem.
Tego właśnie szukałam.
Karoline Adelheid – „od podszewki”, czyli jak naprawdę wygląda sztela?
Książka nie jest poradnikiem w ścisłym znaczeniu tego słowa.
I chyba właśnie tutaj pojawiło się moje pierwsze rozczarowanie.
Po tytule oczekiwałam książki, która będzie trochę przewodnikiem po świecie opieki, a dostałam przede wszystkim zapis doświadczeń jednej opiekunki.
Samo to nie jest oczywiście wadą.
Problem polega na tym, że historie nie zawsze mają siłę, której spodziewałam się po tym temacie.
Czy w pracy opiekunki naprawdę może być... nudno?
To może zabrzmieć brutalnie, ale właśnie to było moje największe odczucie podczas lektury.
Nuda.
A przecież praca opiekunki osób starszych jest wszystkim, tylko nie zawsze nudna.
Można mieć spokojnego seniora i spokojną rodzinę.
Można trafić na bardzo dobre zlecenie.
Można spędzić miesiące bez większego konfliktu.
Ale nawet wtedy życie na szteli jest pełne szczegółów, których nie znamy z własnego domu.
Obce państwo.
Obcy język.
Obcy dom.
Inne zwyczaje.
Inny sposób opieki.
Czasami choroba.
Czasami demencja.
Czasami rodzina.
Czasami samotność.
Czasami śmierć.
A czasami po prostu absurdalna sytuacja, z której po latach człowiek się śmieje.
W książce brakowało mi właśnie takiego życia.
Opiekunka, która przede wszystkim wykonuje swoje obowiązki
Mam również problem z obrazem opiekunki, który wyłania się z książki.
Autorka opisuje sytuacje, w których wykonuje różne czynności związane z opieką nad seniorami. Czytając niektóre fragmenty, miałam jednak poczucie, że bohaterka zbyt łatwo przyjmuje kolejne zadania.
I tutaj dochodzimy do bardzo ważnego tematu:
gdzie kończą się obowiązki opiekunki?
To pytanie powinno pojawiać się w książkach o pracy opiekuńczej znacznie częściej.
Opiekunka nie powinna automatycznie przyjmować wszystkiego, co ktoś jej zleci.
Nie dlatego, że jest leniwa.
Nie dlatego, że „nie chce pomagać”.
Tylko dlatego, że pomoc seniorowi nie oznacza wykonywania każdej możliwej czynności.
Zakres obowiązków powinien wynikać z konkretnego modelu zatrudnienia i ustaleń dotyczących pracy.
A przy czynnościach medycznych dochodzi jeszcze kwestia kompetencji, odpowiedzialności i zasad ich wykonywania.
Dlatego fragmenty dotyczące np. leków, odleżyn czy stomii czytałam nie tylko jako historię jednej opiekunki, ale również jako materiał, przy którym współczesna czytelniczka powinna zachować ostrożność.
Nie traktowałabym tej książki jako aktualnego poradnika prawnego czy medycznego.
Najbardziej zabrakło mi asertywności
I chyba tutaj książka zaczęła mnie najbardziej denerwować.
Nie dlatego, że autorka jest spokojna.
Nie dlatego, że jest uprzejma.
Ale dlatego, że czytając jej historię, miałam momentami ochotę powiedzieć:
„A dlaczego po prostu się na to zgadzasz?”
To bardzo ważne pytanie dla każdej osoby pracującej w opiece.
Bo można być dobrą opiekunką i jednocześnie powiedzieć:
„Nie, tego nie zrobię.”
Można pomagać i mieć granice.
Można być empatyczną i asertywną.
Można szanować rodzinę seniora i jednocześnie znać własne prawa.
I właśnie tego elementu bardzo mi brakowało.
Czy wszyscy Niemcy w tej książce są tacy mili?
Nie mam problemu z tym, że autorka trafiła na dobre rodziny.
Wręcz przeciwnie.
To bardzo dobrze, że takie rodziny istnieją.
Nie każda sztela jest koszmarem.
Nie każdy senior jest tyranem.
Nie każda rodzina próbuje wykorzystać opiekunkę.
I warto o tym pisać.
Ale literatura o pracy opiekunki nie powinna być ani czarną legendą, ani lukrowaną opowieścią.
Potrzebujemy prawdy.
A prawda zazwyczaj znajduje się gdzieś pomiędzy.
Są dobrzy ludzie.
Są trudni ludzie.
Są rodziny, które nie wiedzą, czego oczekiwać od opiekunki.
Są opiekunki, które nie wiedzą, czego oczekiwać od rodziny.
Są konflikty wynikające ze złej woli.
Ale są również takie, które powstają zwyczajnie dlatego, że nikt wcześniej nie ustalił zasad.
W przypadku głównej bohaterki brak jakichkolwiek konfliktów tłumaczę tym, że autorka wykonywała wszystkie polecenia, bez względu na to, czy należało to do jej obowiązków i czy posiadała niezbędne do tego wykształcenie. Z doświadczenia wiem, że prawdziwe oblicze dyplomatycznych Niemców poznajemy wówczas, gdy stawiamy granice.
Wielu z nich potrafi przełknąć gorzką prawdę, że opiekunka nie rozwiąże wszystkich problemów związanych z opieką, Chociaż jest im to nie na rękę, potrafią przejąć część obowiązków lub zamówić dodatkowy personel.
Ale są i tacy, którzy nie chcą przyjąć faktów do wiadomości. Naciskają, grożą, skarżą się agencji... Na końcu wymieniają opiekunkę w nadziei, że przyjedzie taka, która wszystko wykona bez jakichkolwiek wątpliwości.
Czego zabrakło mi w historiach Karoline Adelheid?
Przede wszystkim charakterów.
Chciałam poznać seniorów.
Nie tylko ich zwyczaje.
Chciałam wiedzieć, jacy byli.
Który był złośliwy?
Która była zabawna?
Kto miał demencję?
Kto był samotny?
Kto tęsknił za żoną?
Kto traktował opiekunkę jak członka rodziny?
A kto uważał ją wyłącznie za osobę do wykonywania poleceń?
Chciałam poznać rodziny.
Chciałam wiedzieć, jakie były relacje.
Chciałam zobaczyć konflikt.
A jeśli konfliktu nie było – również chciałam zobaczyć, dlaczego tej rodzinie udało się stworzyć dobrą relację z opiekunką.
Tego typu szczegóły sprawiają, że książka zostaje w głowie.
Codzienność zamiast wielkiej historii
Autorka opisuje również wiele zwyczajnych elementów życia podczas wyjazdów.
Podróż.
Dom.
Zakupy.
Posiłki.
Otoczenie.
Niemieckie miasta.
Codzienne czynności.
I być może właśnie taki był jej zamysł.
Pokazać opiekę taką, jaka jest naprawdę – bez ciągłych dramatów.
To uczciwe podejście.
Tylko że jako czytelniczka oczekiwałam czegoś więcej niż dokumentacji codzienności.
Bo codzienność sama w sobie nie zawsze tworzy dobrą książkę.
Potrzebna jest jeszcze perspektywa.
Emocje.
Refleksja.
Konflikt.
Zmiana.
Bohater.
Coś, co sprawi, że po zamknięciu książki pomyślimy:
„O tym będę jeszcze długo myśleć”.
Książka o opiece, ale niekoniecznie dla początkującej opiekunki
Czy poleciłabym tę książkę osobie, która właśnie wybiera się pierwszy raz do Niemiec?
Z pewnym zastrzeżeniem.
Można ją przeczytać jako świadectwo doświadczeń jednej osoby.
Nie traktowałabym jej jednak jako instrukcji:
„Tak wygląda praca każdej opiekunki w Niemczech”.
To byłby błąd.
Każda sztela jest inna.
Każdy kontrakt jest inny.
Każda rodzina jest inna.
Najciekawszy pomysł pojawia się pod koniec
Ciekawy wydał mi się pomysł wykorzystania historii innych opiekunek. Niestety na dobrym pomyśle się skończyło.
I właśnie tutaj pomyślałam:
Szkoda, że tego było tak mało.
Bo przecież zebrane doświadczenia wielu kobiet mogły stworzyć naprawdę interesującą książkę.
Historie mogły się ze sobą zderzać.
Jedna opiekunka mogła pokazać dobrą sztelę.
Druga – koszmar.
Jedna mogła powiedzieć: „Najważniejsze są pieniądze”.
Druga: „Najważniejsze jest to, żeby mieć wolny dzień”.
Trzecia: „Największym problemem był język”.
Czwarta: „Nie umiałam powiedzieć nie”.
Piąta: „To rodzina była trudniejsza niż senior”.
To byłaby książka, którą naprawdę chciałabym przeczytać.
Pod koniec książki autorka zamieszcza sporo pytań dotyczących pracy w opiece. Same w sobie są one ciekawe i mają sens – szczególnie dla kogoś, kto zna realia pracy opiekunki i wie, z jakimi problemami można spotkać się na szteli. Problem polega jednak na tym, że większość tych pytań nie wynika z wcześniejszej treści książki.
Czytając kolejne rozdziały, nie dostajemy wystarczająco wielu sytuacji, które prowadziłyby nas do takich refleksji. Brakuje historii, konfliktów czy konkretnych doświadczeń, po których czytelnik sam zatrzymałby się i pomyślał: „A co ja zrobiłabym w takiej sytuacji?”, „Czy to rzeczywiście należy do obowiązków opiekunki?”, „Gdzie powinna postawić granicę?”
Dlatego końcowe pytania sprawiają momentami wrażenie, jakby pojawiły się trochę z powietrza. Osoba, która ma doświadczenie w opiece, prawdopodobnie bez problemu zrozumie, do czego nawiązują i jakie problemy się za nimi kryją. Czytelnik, który dopiero poznaje tę pracę, może natomiast nie wiedzieć, skąd właściwie te pytania się wzięły.
I właśnie tego najbardziej mi zabrakło – poprowadzenia czytelnika do tych pytań poprzez konkretne historie. Gdyby autorka wcześniej pokazała sytuacje, które zmuszają do zastanowienia się nad granicami, odpowiedzialnością, relacją z rodziną czy obowiązkami opiekunki, zakończenie mogłoby być naprawdę mocnym punktem książki. W obecnej formie pytania są interesujące, ale mam wrażenie, że książka nie dała im wcześniej wystarczającego kontekstu.
„Praca w opiece w Niemczech od podszewki” a inne książki opiekunek
Ta książka jest ciekawa również dlatego, że wpisuje się w niewielki, ale istniejący nurt publikacji tworzonych przez osoby mające własne doświadczenia w opiece nad seniorami w Niemczech.
I właśnie dlatego nie da się jej czytać w oderwaniu od oczekiwań czytelnika.
Jeśli ktoś szuka dramatycznej historii – może być rozczarowany.
Jeśli szuka poradnika – również.
Jeśli chce przeczytać pamiętnik z życia opiekunki – może znaleźć tu coś dla siebie.
To przede wszystkim jedna perspektywa na pracę w opiece, a nie kompletna mapa tego zawodu.
Czy Karoline Adelheid miała coś ważnego do powiedzenia?
Myślę, że tak.
Tylko nie jestem pewna, czy udało jej się to wystarczająco mocno przekazać.
Książka pokazuje, że praca opiekunki może być spokojna, przewidywalna i pozbawiona wielkich dramatów.
Pokazuje również, że opiekunka może przez wiele lat funkcjonować w konkretnym modelu pracy i przyzwyczaić się do określonych obowiązków.
Ale dla mnie znacznie ciekawsze byłoby pytanie:
Czy to, do czego opiekunka się przyzwyczaiła, rzeczywiście powinno być normą?
I tutaj książka może być wartościowa właśnie dlatego, że skłania do dyskusji.
Czy warto przeczytać „Pracę w opiece w Niemczech od podszewki”?
Jeżeli szukasz pełnego emocji reportażu o pracy polskich opiekunek – raczej nie.
Jeżeli szukasz praktycznego poradnika dotyczącego praw i obowiązków – również nie.
Jeżeli natomiast interesują Cię wspomnienia osoby, która pracowała w opiece w Niemczech i chcesz zobaczyć ten zawód z jej perspektywy – można po nią sięgnąć.
Ja jednak zamknęłam tę książkę z poczuciem niedosytu.
Moja ocena
„Praca w opiece w Niemczech od podszewki” – Karoline Adelheid: 5/10
Pomysł: 7/10
Temat: 6/10
Język: 9/10
Historie: 4/10
Emocje: 3/10
Praktyczna wartość dla opiekunki: 4/10
Asertywność i granice: 0/10
Czy książka zostaje w pamięci?: 2/10
Nie jest to książka, którą nazwałabym kompletnie bezwartościową.
Ale tytuł obiecał mi więcej, niż książka ostatecznie dała.
I może właśnie dlatego byłam tak rozczarowana.
Bo „Praca w opiece w Niemczech od podszewki” brzmi jak zapowiedź historii, które pokażą czytelnikowi to, czego nie widać z zewnątrz.
A ja po jej przeczytaniu nadal miałam ochotę zapytać:
„Ale gdzie właściwie jest ta podszewka?”
A Ty?
Czy czytałaś „Pracę w opiece w Niemczech od podszewki” Karoline Adelheid? Jak ją odebrałaś – jako spokojną opowieść o pracy opiekunki czy książkę, której również zabrakło emocji, konkretnych historii i odpowiedzi na pytania, które naprawdę pojawiają się na szteli?



Komentarze
Prześlij komentarz
Dziękuję za komentarz. Cieszę się, że zainteresował Cię mój artykuł. Pozdrawiam. Barbara Bereżańska