„Pod niemieckimi łóżkami” (Unter deutschen Betten) to niemiecka komedia z 2017 roku w reżyserii Jana Fehsego, inspirowana książką Holgera Schlagetera wydaną pod pseudonimem Justyna Polanska. W rolach głównych występują Veronica Ferres jako Linda Lehmann oraz Magdalena Boczarska jako Justyna. Film trwa około 100 minut i miał niemiecką premierę kinową 5 października 2017 roku.
I już na początku trzeba powiedzieć jedną rzecz: nie jest to film o opiece nad seniorem. Jest natomiast bardzo ciekawy dla osób, które interesują się życiem Polek pracujących w Niemczech, emigracją zarobkową i tym, jak wygląda praca, której często nie widać z perspektywy wygodnego niemieckiego domu.
O czym jest „Pod niemieckimi łóżkami”?
Linda Lehmann jest piosenkarką, która dawno temu odniosła sukces dzięki jednemu przebojowi. Jej kariera zaczyna jednak podupadać, a na dodatek zostawia ją partner i producent Friedrich.
Kobieta znajduje się w sytuacji, której wcześniej prawdopodobnie nie potrafiłaby sobie wyobrazić.
Z gwiazdy musi zejść na ziemię.
A ta ziemia okazuje się… pod niemieckimi łóżkami.
Linda zaczyna pracować jako sprzątaczka razem z Justyną, swoją dawną polską pomocą domową. Wcześniej traktowała ją raczej jak element wyposażenia własnego życia. Teraz sama musi wejść w jej świat.
I właśnie tutaj zaczyna się właściwa historia.
Film zestawia ze sobą dwie kobiety z całkowicie różnych światów – niemiecką gwiazdę muzyki i polską migrantkę zarobkową.
Polska sprzątaczka i niemiecka gwiazda
To zestawienie jest chyba najlepszym pomysłem filmu.
Linda zna luksus, scenę, pieniądze i życie wśród ludzi z show-biznesu.
Justyna zna sprzątanie, pracę fizyczną, wspólne mieszkanie z innymi emigrantami i codzienność, w której trzeba po prostu zarobić pieniądze.
Kiedy sytuacja się odwraca, Linda zaczyna dostrzegać rzeczy, których wcześniej nie chciała widzieć.
I nie jest to szczególnie subtelna lekcja.
Film momentami wręcz mówi widzowi:
„Popatrz, jak wygląda życie człowieka, którego wcześniej nawet nie zauważałaś.”
Czy działa?
Czasami tak.
Czasami jest zbyt łatwo.
„Pod niemieckimi łóżkami” jako film o emigracji
Dla mnie ciekawsze od samej fabuły są fragmenty pokazujące życie Justyny.
Bo chociaż film jest komedią, pojawiają się w nim tematy, które wiele osób wyjeżdżających do Niemiec może znać z własnego doświadczenia.
Praca poniżej kwalifikacji.
Spojrzenie na obcokrajowca przez pryzmat wykonywanego zawodu.
Różnice społeczne.
Samotność.
Wspólne mieszkanie emigrantów.
Pomaganie sobie nawzajem.
I przekonanie, że osoba wykonująca prostą pracę musi być człowiekiem prostym.
To ostatnie szczególnie dobrze pasuje również do świata opiekunek osób starszych.
Bo ile razy można spotkać się z przekonaniem, że skoro ktoś przyjechał z Polski i pracuje fizycznie, to jego wcześniejsze wykształcenie, doświadczenie czy ambicje nie mają już żadnego znaczenia?
A przecież zawód wykonywany za granicą nie określa wartości człowieka.
Nie tylko o sprzątaczce
I właśnie dlatego ten film może zainteresować również opiekunki pracujące w Niemczech.
Sprzątaczka i opiekunka to oczywiście nie to samo.
Ale mechanizm społeczny bywa podobny.
Człowiek przyjeżdża z innego kraju.
Wykonuje pracę, której Niemcy sami często nie chcą wykonywać.
Mieszka w domu pracodawcy albo w bardzo specyficznych warunkach.
Jest zależny od języka, pieniędzy i relacji z osobami, dla których pracuje.
A przy tym może być traktowany przede wszystkim przez pryzmat swojej funkcji.
„To tylko sprzątaczka.”
„To tylko opiekunka.”
A przecież po drugiej stronie jest człowiek.
Film dobrze przypomina, że bardzo łatwo patrzeć na kogoś z góry, dopóki samemu nie znajdzie się w podobnej sytuacji.
Czy film jest zabawny?
Tak, ale nie spodziewajcie się komedii, przy której będziecie płakać ze śmiechu.
Humor wynika przede wszystkim z zamiany ról.
Linda – przyzwyczajona do życia gwiazdy – kompletnie nie odnajduje się w pracy sprzątaczki. Jej starcie z codziennością daje kilka zabawnych sytuacji.
Są też sceny pokazujące świat niemieckiego show-biznesu z przymrużeniem oka.
Problem w tym, że film momentami jest zbyt przewidywalny.
Wiadomo, dokąd zmierza.
Wiadomo, że Linda ma się czegoś nauczyć.
Wiadomo, że Justyna nie pozostanie jedynie „sprzątaczką z tła”.
I wiadomo, że obie kobiety ostatecznie coś z tej znajomości wyniosą.
Magdalena Boczarska jako Justyna
Magdalena Boczarska jest ciekawym wyborem do tej roli.
Jej Justyna nie jest jedynie stereotypową Polką pracującą w Niemczech. Jest kobietą, która ma własne życie, relacje, problemy i ambicje.
I właśnie tego chciałabym zobaczyć więcej.
Bo mam wrażenie, że Justyna mogłaby być znacznie ciekawszą bohaterką niż ta, którą ostatecznie dostaliśmy.
Film koncentruje się przede wszystkim na przemianie Lindy. A szkoda, bo historia polskiej migrantki mogłaby sama w sobie wystarczyć na bardzo dobry film.
A co z książką?
Film powstał na podstawie książki „Unter deutschen Betten. Eine polnische Putzfrau packt aus”, związanej z pseudonimem Justyna Polanska. Autorstwo książki przypisuje się niemieckiemu pisarzowi Holgerowi Schlageterowi, który stworzył postać Justyny Polanskiej jako literacką figurę opartą na historiach polskich sprzątaczek. Film nie jest jednak prostym przeniesieniem reportażu na ekran – jest przede wszystkim luźną, komediową adaptacją inspirowaną książką.
I to ważne rozróżnienie.
Jeżeli ktoś spodziewa się po filmie mocnego obrazu emigracji, wykorzystywania pracowników i pracy na czarno, może poczuć niedosyt.
Film wybiera komedię zamiast mocnego realizmu.
Największy problem filmu
Dla mnie największym problemem jest właśnie to, że temat jest ciekawszy niż jego filmowa realizacja.
Można było zrobić naprawdę mocny film o:
polskiej emigracji,
pracy poniżej kwalifikacji,
stereotypach dotyczących Polek,
pracy na czarno,
zależności ekonomicznej,
różnicach klasowych,
samotności emigrantów,
niemieckich pracodawcach,
życiu w wielokulturowych wspólnotach.
Tymczasem dostajemy przede wszystkim lekką komedię o upadłej gwieździe, która musi zacząć sprzątać.
I może właśnie dlatego po seansie pozostaje niedosyt.
Czy warto obejrzeć?
Tak, ale najlepiej nie oczekiwać filmu, który pokaże całą prawdę o emigracji zarobkowej.
„Pod niemieckimi łóżkami” jest lekką, momentami zabawną historią o dwóch kobietach z różnych światów.
Dla mnie ciekawsza jest jednak nie sama fabuła, ale to, co znajduje się pod nią.
Bo pod niemieckimi łóżkami są nie tylko kurz i brud.
Są też ludzie, których często nie zauważamy.
Polka sprzątająca mieszkanie może mieć wykształcenie, ambicje, własne marzenia i historię, o której jej niemiecki pracodawca nie ma pojęcia.
Dokładnie tak samo może być z polską opiekunką siedzącą przy stole niemieckiego seniora.
I chyba właśnie to jest dla mnie najciekawszą myślą tego filmu:
Nigdy nie wiadomo, kim naprawdę jest człowiek, którego widzimy tylko przez pryzmat wykonywanej przez niego pracy.
Moja ocena: 6,5/10
Pomysł: 8/10
Temat emigracji: 8/10
Gra aktorska: 7/10
Humor: 6/10
Realizm: 6/10
Emocje: 6/10
To nie jest film, który zostanie ze mną na długo.
Ale jest to całkiem ciekawa propozycja na wieczór dla osoby, która pracuje lub pracowała w Niemczech. Szczególnie jeśli zna realia życia emigrantów i chce zobaczyć, jak niemieckie kino przedstawia Polkę pracującą jako sprzątaczka.
A może właśnie dlatego warto go obejrzeć – żeby później zastanowić się, ile w tej historii jest stereotypu, a ile życia, które naprawdę znamy ze swoich niemieckich sztel.
A Ty oglądałaś „Pod niemieckimi łóżkami”? Jak oceniasz sposób, w jaki pokazano w nim Polkę pracującą w Niemczech?



Komentarze
Prześlij komentarz
Dziękuję za komentarz. Cieszę się, że zainteresował Cię mój artykuł. Pozdrawiam. Barbara Bereżańska