Jeszcze kilkanaście lat temu wielu Polaków wyjeżdżających do Niemiec było zaskoczonych jednym widokiem – niemal o każdej porze dnia piekarnie, kioski i małe kawiarnie były pełne osób z kubkiem kawy w ręku. Dla Niemców poranna kawa kupiona po drodze do pracy czy krótka przerwa przy stoliku w piekarni to codzienność. W Polsce wciąż wiele osób traktuje kawę na mieście jako wydatek, nad którym trzeba się zastanowić.
Czy wynika to wyłącznie z wyższych niemieckich zarobków? Niekoniecznie. Duże znaczenie ma również dostępność oraz ceny kawy.
Kawa w Niemczech jest dostępna niemal na każdym kroku
Jedną z największych różnic między Polską a Niemcami jest to, gdzie można kupić dobrą kawę.
W Niemczech nie trzeba szukać modnej kawiarni ani sieciowej restauracji. Aromatyczną kawę kupimy praktycznie wszędzie:
- w małych piekarniach,
- w kioskach,
- na dworcach,
- na stacjach benzynowych,
- w sklepach spożywczych,
- w lokalnych punktach z pieczywem.
Co więcej, wiele niewielkich piekarni posiada kilka stolików, przy których można spokojnie usiąść, wypić kawę i zjeść świeżą bułkę lub kawałek ciasta. Nie trzeba zamawiać śniadania za kilkadziesiąt euro ani rezerwować stolika.
Ile kosztuje kawa w Niemczech?
To właśnie ceny sprawiają, że kawa na mieście nie jest traktowana jako wyjątkowy wydatek.
Przykładowe ceny wyglądają następująco:
- mała piekarnia – od 1 do 3 euro,
- kiosk – zwykle do 2 euro,
- kawiarnia – około 2,50–3,20 euro za zwykłą kawę.
Oczywiście w dużych miastach lub modnych lokalach ceny mogą być wyższe, jednak przeciętny mieszkaniec bez problemu znajdzie miejsce, gdzie wypije kawę za kilka euro.
Dlaczego Niemcy częściej piją kawę poza domem?
Najłatwiej byłoby odpowiedzieć: bo więcej zarabiają. To prawda, ale nie jest to jedyny powód.
Równie ważne jest to, że kawa jest łatwo dostępna i sprzedawana w miejscach, z których Niemcy korzystają każdego dnia.
Idąc do piekarni po świeże bułki, wiele osób od razu bierze kawę. Czekając na pociąg – kupuje kawę w kiosku. Wracając z pracy – zatrzymuje się na kilka minut w lokalnej piekarni.
To po prostu element codziennego rytmu dnia.
Kultura picia kawy w Niemczech wygląda inaczej
W Niemczech wyjście na kawę nie kojarzy się wyłącznie ze spotkaniem towarzyskim.
Bardzo często ludzie:
- czytają gazetę przy kawie,
- pracują na laptopie,
- jedzą szybkie śniadanie,
- robią krótką przerwę między obowiązkami,
- piją kawę samotnie, bez poczucia, że muszą spędzić w lokalu godzinę.
To sprawia, że kawiarnie i piekarnie żyją przez cały dzień.
A jak wygląda sytuacja w Polsce?
W Polsce sytuacja stopniowo się zmienia, jednak dla wielu osób kawa kupiona na mieście nadal pozostaje wydatkiem, który łatwo ograniczyć.
W wielu miejscach za cappuccino lub latte trzeba zapłacić kilkanaście, a nawet ponad 20 zł. Dla osób zarabiających średnią krajową codzienne kupowanie kawy oznacza wydatek liczony w setkach złotych miesięcznie.
Nic więc dziwnego, że wiele osób przygotowuje kawę w domu lub zabiera ją do pracy w kubku termicznym.
Nie tylko zarobki mają znaczenie
Po ponad 20 latach życia w Niemczech zauważyłam, że różnica tkwi nie tylko w wysokości pensji.
Równie ważne jest to, że kawa jest tam dostępna praktycznie wszędzie i w rozsądnych cenach. Nie trzeba specjalnie planować wizyty w kawiarni ani wydawać dużych pieniędzy. Wystarczy wejść do najbliższej piekarni, zamówić kawę za 1–3 euro i usiąść na kilka minut przy stoliku.
To właśnie dlatego picie kawy na mieście stało się dla Niemców czymś tak naturalnym jak kupowanie codziennego chleba.
Czy Polska pójdzie tą samą drogą?
Liczba piekarni oferujących kawę na wynos rośnie również w Polsce, jednak wciąż trudno mówić o podobnej kulturze picia kawy jak za Odrą.
Być może wraz ze wzrostem liczby niewielkich lokali i większą dostępnością ta codzienna przyjemność stanie się bardziej powszechna również u nas.
A jakie są Wasze doświadczenia? Czy mieszkając w Niemczech częściej kupujecie kawę na mieście niż w Polsce? A może uważacie, że to przede wszystkim kwestia zarobków, a nie cen? Podzielcie się swoją opinią w komentarzach.

Komentarze
Prześlij komentarz
Dziękuję za komentarz. Cieszę się, że zainteresował Cię mój artykuł. Pozdrawiam. Barbara Bereżańska