Kinga łapie koronawirusa, agencję pracy i Niemców za rogi

 opieka nad osobami starszymi koronawirus

Kinga to opiekunka osób starszych z długoletnim stażem pracy w opiece. Po kilku latach pracy stwierdziła, że uciekanie to coś, co wychodzi jej najbardziej. Uciekała, gdy czuła się zagrożona, wykorzystywana, chora, bezsilna, zła, rozczarowana, gdy padała ofiarą mobbingu lub miała uczucie, że cierpi na syndrom sztokholmski

Pewnego dnia stwierdziła, że ma już dość uciekania. Usiadła przed swoim komputerem i zaczęła pracować zdalnie jako copywriter. Na początku bardzo ją to cieszyło. Była uradowana, że znalazła zajęcie, które sprawia jej przyjemność i dzięki któremu najprawdopodobniej zdoła się utrzymać. Liczyła zarobione złotówki, liczyła i się przeliczyła. W styczniu 2021 roku postanowiła ponownie wyjechać do pracy, by podreperować nieco swój budżet.

Poszukiwania pracy w Niemczech nie wyglądały za ciekawie. Kinga to opiekunka osób starszych, która znajduje się na czarnej liście opiekunek. Dziewczyna nie przejmowała się tym za bardzo. Wiedziała, że jeśli będzie potrzebna opiekunka z doświadczeniem, znajomością języka niemieckiego oraz prawem jazdy, zgłosi się do niej nawet firma, która wrzuciła ją na czarną listę opiekunek. 

Żadna agencja pracy dla opiekunek w Niemczech nie przepuści okazji zarobku. Jeśli niemiecka rodzina wymaga opiekunki ze znajomością języka niemieckiego i przy tym obstaje, nie ma zlituj się i trzeba im zaoferować taką opiekunkę. W przeciwnym razie ktoś inny sprzątnie agencji zlecenie sprzed nosa.

Kinga liczyła na zlecenia od dwóch firm, z którymi wyjeżdżała całkiem niedawno. Jedna agencja dla opiekunek płaciła jej składki od średniej krajowej, druga informowała rodzinę o dniu wolnym dla opiekunki oraz o tym, że opiekunka seniora w Niemczech nie może wykonywać żadnych czynności medycznych. Oczywiście idealna byłaby firma, która zwracałaby uwagę i na jedno, i na drugie. Po licznych doświadczeniach Kingę satysfakcjonowała współpraca z agencją pracy dla opiekunów osób starszych, która chociaż w małej części wychodzi opiekunom naprzeciw. 

Niestety po kilku miesiącach przerwy w pracy w opiece Kinga zdała sobie sprawę z tego, że w branży opiekuńczej dzieje się jeszcze gorzej, niż miało to miejsce, gdy porzuciła pracę w opiece na rzecz pracy copywritera. 

Oferty pracy dla opiekunek osób starszych w Niemczech wyglądały dziwacznie - zero informacji na temat szteli oraz najczęściej napis tłustym drukiem „poszukiwana opiekunka bez języka”. Pod ofertami las rąk osób nie znających języka niemieckiego. 

Firmy, na które liczyła Kinga, przedstawiały jej zlecenia, które niestety nie odpowiadały jej kryteriom. W końcu zgłosiła się do niej agencja pracy dla opiekunów osób starszych, z którą Kinga nigdy wcześniej się nie spotkała i zaoferowała jej pracę u mobilnej kobiety. Kinga nie zastanawiała się ani chwili i przyjęła ofertę. 

Przed wyjazdem postanowiła porozmawiać z opiekunką. Agencja pracy nie stawiała oporu i przekazała jej numer do zmienniczki, ostrzegając, że opiekunka jest z Gruzji i nie mówi tak dobrze po niemiecku, jak Kinga, ale że powinny się dogadać. 

Kinga wybrała numer. Po drugiej stronie telefonu odezwała się kobieta. Powiedziała, że wszystko napisze, bo ona jest teraz zajęta. Nieusatysfakcjonowana Kinga odłożyła telefon. Chwile później przyszedł SMS bez składu i ładu tłumaczony przez translator. Kinga próbowała się domyśleć, co Gruzinka miała na myśli. 

Chwilę zastanawiała się jeszcze, czy pytać pracodawcę o numer do rodziny. Ostatecznie postanowiła wyjechać i przekonać się na własnej skórze, jak wygląda zaproponowana przez agencję sztela. W końcu do tej pory potrafiła sobie poradzić w każdej sytuacji. Mnóstwo nerwów ją to kosztowało, ale jeśli jest się w porządku, zna się co nieco przepisy oraz dokona wszelkich formalności, to raczej nie ma zlecenia, z którego nie można zjechać. Jakże myliła się tym razem...

Opiekunka osób starszych w Niemczech Kinga pojawiła się pod wskazanym adresem późnym wieczorem. Niestety nawigacja zaprowadziła ją pod inny numer domu, niż wskazała Kinga. Dziewczyna postanowiła przejść się na nogach, by znaleźć właściwy numer domu. Śnieg prószył, chodniki były zasypane białym puchem, a ona chodziła w tą i z powrotem, szukając właściwego numeru domu. Gruzinka nie odbierała telefonu. 

Zmarznięta opiekunka wróciła do auta, którym krążyła po ulicy przez jakiś czas. W końcu Kinga zatrzymała się przed domem, w którego kuchennym oknie niespokojnie i podejrzanie krzątała się kobieta w średnim wieku. Co chwilę spoglądała ona przez okno. Opiekunka osób starszych wyszła z auta i zerkając na kobietę, ruszyła po schodach prowadzących do domu na wzgórzu. 

Już miała machnąć rękoma do kobiety w oknie, ale stwierdziła, że może to nie opiekunka, a może nawet nie ten dom i w ostatniej chwili powstrzymała się. Na chwilę złapała kontakt wzrokowy z kobietą, która zniknęła w głębi mieszkania, by po kilku sekundach pojawić się w drzwiach wejściowych.

- Dobry wieczór, jestem Kinga. Czy tu mieszka Pani Ingrit Breite?

- Dobry wieczór. Tak, jestem jej córką. Ty jesteś zapewne nową opiekunką.

- Tak. - Przytaknęła Kinga. – Byłam tu już dużo wcześniej. Nie mogłam dodzwonić się do opiekunki i błąkałam się pół godziny po okolicy.

- Wejdź.

Kinga weszła do domu i analizowała, na ile rzeczywistość zgadza się z tym, co zrozumiała z SMS-a tłumaczonego przez translator z języka gruzińskiego na niemiecki.

- Pani mama mieszka na parterze?

- Tak, opiekunka ma swoje mieszkanie na pierwszym piętrze.

W wiadomości zmienniczka pisała, że podopieczna ma mieszkanie ma drugim piętrze, a opiekunka seniorki na trzecim. Jeszcze przed wyjazdem Kinga zastanawiała się, czy jest to możliwe. Brała pod uwagę ewentualność, że seniorka mieszka w wieżowcu, a nie w domu jednorodzinnym. Szybko jednak stwierdziła, że niezgodność nie wynikała z problemów językowych. Gruzinka musiała policzyć piętra, po których trzeba było się wspiąć, aby dotrzeć do drzwi wejściowych. Córka pani Breite miała na imię Judyta. Już po kilku zamienionych zdaniach zaproponowała ona, by mówić sobie na ty. Kinga nie miała nic przeciwko. Gdy po schodach zeszła jej zmienniczka, podała jej rękę i przedstawiła się.

- Kinga jestem. Próbowałam się do ciebie dodzwonić, ale nikt nie odbierał.

Gruzinka wytrzeszczyła na nią oczy.

- Kasjopeja słabo mówi po niemiecku. - Rzekła Judyta. Tzn. nie mówi ani słowa po niemiecku. - Poprawiła się po chwili.

Dla Kingi stało się jasne, dlaczego dziewczyna nie chciała rozmawiać przez telefon i powiedziała, że nie ma czasu, a chwilę później wysłała SMS-a z całą litanią niezrozumiałych informacji.

Córka pani Breite w ekspresowym tempie oprowadziła nową opiekunkę po domu. Ucieszyła się na informację, że nie musi tłumaczyć Kindze, jak sortować śmieci w Niemczech, pokazała jej rozpiskę z planem dnia, na której widniało rozkładanie tabletek, kropienie oczu oraz mierzenie ciśnienia, wskazała na terminy podopiecznej w kalendarzu i wróciła do siebie, zostawiając Kingę z seniorką oraz jej starą opiekunką. 

Kasjopeja przez cały ten czas biegała za Judytą i Kingą bez słowa. Nie wiedzieć, po co. Pewnie zastanawiała się, o czym mowa. Córka seniorki od czasu do czasu komentowała, że to był ciężki czas dla nich i dla jej mamy, ponieważ dziewczyna nie mówi ani słowa po niemiecku. Gdy Kinga znalazła się sam na sam z Kasjopeją, próbowała nawiązać z nią kontakt w języku niemieckim. Gdy zdała sobie sprawę z tego, że Gruzinka kompletnie nic nie rozumie, rzekła po polsku:

- Znasz rosyjski?

- Da, da. - Odpowiedziała uradowana opiekunka seniorki i zaproponowała jej czaj.

Nowa opiekunka osób starszych próbowała opowiedzieć Kasjopei o trudach podróży, ale miała wrażenie, że między językiem polskim, a rosyjskim jest jednak przepaść. Ponieważ uczyła się języka rosyjskiego w podstawówce, znaczną część słów zmienniczki potrafiła zrozumieć. Gorzej było z mówieniem. Natomiast Kasjopeja ze zrozumieniem polskiego miała większe trudności, niż Kinga ze zrozumieniem rosyjskiego. Zrezygnowana Kinga oświadczyła, że położy się spać. Łamało ją w kościach po podróży i nie za bardzo wiedziała, co począć z osobą, z którą nie jest w stanie się komunikować. 

Leżąc w łóżku zdała sobie sprawę, że w pokoju jest zimno. Dotknęła kaloryfer. Był lodowaty, pomimo, że termostat nastawiony był na ogrzewanie pełną parą. To była ciężka noc. Kinga często budziła się z zimna i nie mogła zasnąć, słysząc za ścianą chrapiącą na pryczy w kuchni Gruzinkę.

Opiekunka osób starszych Kinga była bardzo zmęczona po podróży oraz ciężkiej nocy. Kasjopeja na dzień dobry zaproponowała jej czaj. Kinga podziękowała. 

- Zimno ci było? - Zapytała Gruzinka.
Kinga spojrzała na nią zdziwiona.
- Tak- odpowiedziała zastanawiając się, skąd zmienniczka to wie. - W pokoju było wyłączone ogrzewanie. 
- Trzeba było otworzyć drzwi do kuchni. To ogrzewanie nie grzeje. - Odrzekła Kasjopeja. 
- Aha. - Pomyślała przemarznięta Kinga, rezygnując z prysznica. Nie miała siły. Poza tym obecność Kasjopei nie pozwalała jej wpaść w rytm pracy.
- Nie będę brała teraz prysznica. - Rzekła do swojej współlokatorki. - Później to zrobię. 

Dziewczyna pewnie pomyślała, że z Polki jest niezła brudaska, skoro nawet nie myje się po podróży. Kindze było wszystko jedno. Nie miała ochoty. Nie czuła się, jak u siebie. Pewność Gruzinki oraz bariera językowa odbierały jej motywację do normalnego funkcjonowania. 
O godzinie siódmej rano opiekunki seniorki zeszły do jej mieszkania. Stół był już nakryty. Jak w większości niemieckich domostw emerytów do stołu nakrywa się już wieczorem. Gruzinka wystawiła pieczywo, masło oraz marmoladę. Chwilę później doszła do nich podopieczna Ingrit. Kinga wstała od stołu i wzięła sobie z lodówki ser. 

- Nie jem dżemu. - Rzekła do zdziwionej Gruzinki. 

Nie za bardzo rozumiała jej zdziwienie. Dzień wcześniej śmiały się jeszcze razem, że Niemcy do śniadania jadają zawsze tylko marmoladę. Kinga stwierdziła, że być może Kasjopeja ze strachu się podporządkowała. Nie miało to dla niej jednak większego znaczenia. Zrobiła sobie kanapkę z żółtym serem, nałożyła na nią pomidorka i zjadła ze smakiem. 

Kasjopeja wielokrotnie wstawała od stołu. W trakcie jedzenia kazała seniorce się przebrać. Staruszka miała mieć tego dnia szczepienie na COVID-19. Wstała posłusznie. Za chwilę wróciła ubrana w nowe ciuchy i próbowała kontynuować śniadanie. Gruzinka wciąż się kręciła. Kinga zastanawiała się, co ona robi. Czuła się zdenerwowana i zmęczona tym jej kręceniem oraz problemami z komunikacją. 

- Niech ona już wyjedzie. - Pomyślała. 

Po śniadaniu Kasjopeja ponownie kazała przebrać się starszej pani. Tym razem poszła z nią i pokazała jej, w co seniorka ma się ubrać. Kindze zrobiło się szkoda starszej damy. 

- Chyba ją powaliło. - Pomyślała. - Jakby mi ktoś kazał z rana ubierać się trzy razy, to bym eksplodowała. Ma dziewczyna szczęście, że trafiła na taką spokojną staruszkę. Moje poprzednie podopieczne pobiłyby ją za takie dyrygowanie i wydawanie durnowatych, nieprzemyślanych poleceń. 

Kończąc swoja kawę, Kinga spoglądała na seniorkę, która wciska na swoje stare stopy buty wyjściowe. Gruzinka zaczęła coś mówić. Chwyciła telefon, napisała coś, po czym pokazała seniorce telefon. Seniorka przeczytała, popatrzyła się bezradnie na Kasjopeje i zamarła w bezruchu.

- Pokaż, jak przetłumaczyło. - Powiedziała zaintrygowana Kinga.

Spojrzała na ekran komórki, przeczytała bezsensowny bełkot i ponownie pomyślała "Biedna staruszka". Zmienniczka zaczęła coś do niej mówić po rosyjsku.

- Proszę poczekać. - Rzekła Kinga do Ingrit. - Kasjopeja chyba chce, żeby ubrała pani zimowe buty.

No i zaczęło się szukanie kozaków. Zmienniczka biegała po mieszkaniu, twierdząc, że niedawno seniorka wychodziła w tych butach. Kinga otworzyła szafkę z butami, złapała pierwsze lepsze kozaki, jakie wpadły je w ręce i zapytała seniorki, czy to te. Seniorka już chciała ubierać buty, ale opiekunka stwierdziła, że zapytają najpierw, czy o te buty chodzi Gruzince.

- Nie będzie pani kilka razy zmieniała obuwia. - Rzekła do seniorki.

Kasjopeja potwierdziła, że o te buty jej chodziło. Kinga pomogła staruszce je założyć i ponownie pomyślała, że jest zmęczona i to nie na jej nerwy.

- Chyba się zestarzałam. - Westchnęła. - Jestem, jak te wszystkie stare kobiety, którymi się opiekuję. Spokój ponad wszystko. 

Syn Friedrich odebrał matkę tuż po 8.00. Kasjopeja pokazała nowej opiekunce, jak ma sprzątać. Kinga dowiedziała się, że prześcieradło z materaca ma zmieniać codziennie, poszewkę na kołdrę i poduszkę co 2-3 dni, na kołdrę ma nakładać kolejne prześcieradło, które po pierwszym użyciu kolejnego dnia jest nakładane na materac, piżama do prania idzie codziennie. 

- Boże, ile prania! - Pomyślała Kinga i zatęskniła za seniorkami, które przez kilka tygodni nie pozwalały jej zmieniać pościeli i wietrzyły swoje piżamy oraz ubrania, których praktycznie nie trzeba było prać. - A ile prasowania! - Westchnęła.

Po porządkach ruszyły razem do kuchni. Oczywiście Kasjopeja wprowadzała Kingę w nowe miejsce pracy w języku rosyjskim, więc dziewczyna nie wszystko zrozumiała. Nie przejmowała się jednak tym zbytnio. Pomyślała, że jak Gruzinka wyjedzie, to dopyta rodziny seniorki o to, czego nie zrozumiała w języku rosyjskim. 

Zadomowiona opiekunka wzięła się za gotowanie obiadu. Kinga się nie wtrącała. Ucieszyła się, że na obiad będzie coś z kuchni śródziemnomorskiej. Co prawda dziwiło ją gotowanie piersi z kurczaka w garnku z wodą, wylanie całego wywaru do zlewu oraz płukanie zimną wodą ugotowanej piersi, ale pomyślała, że każdy ma swój sposób na gotowanie. 

- Z tego kurczaka w tej piersi to już mało co pozostało. - Walczyła mimo wszystko ze sobą Kinga.

Równo o 10.00 na kuchence elektrycznej stał już ugotowany obiad - ziemniaki oraz ratatui z przepłukaną piersią z kurczaka. Kasjopeja zniknęła na pierwszym piętrze. Nowa opiekunka postanowiła nie wchodzić jej w drogę, Stwierdziła, że może Gruzinka prasuje zaległe pranie i ogarnia pościel, którą wcześniej włożyły do pralki. Miała jeszcze wyprać swoją pościel... 

Czas wlókł się Kindze okropnie. Nie mogła się ona doczekać, kiedy ten dzień się skończy i będzie mogła zacząć normalnie funkcjonować. Seniorka wróciła zaszczepiona na koronawirusa. Opiekunki zjadły z nią obiad. Kinga schowała się w swoim pokoju. Wchodząc do niego zdziwiła się górą prania na stole w kuchni. Była przekonana, że Kasjopeja wyprasowała wszystko. Tyle czasu przecież biegała po całym domu. 

- Nieważne. - Pomyślała Kinga. - I tak bym dzisiaj nic nie prasowała, nawet, jak bym wiedziała, że ona tego nie zrobi. Pewnie i tak mam dopiero płacone za drugą połówkę dnia.

Zmęczona i w dalszym ciągu obolała położyła się spać. Gruzinka miała odjechać o godzinie 13.00. Kinga po chwili przekręcania się w łóżku stwierdziła, że nie wypada tak spać, gdy jej poprzedniczka wyjeżdża. Zwlekła się na parter i dołączyła się do seniorki i jej towarzyszki.

- A pani nie śpi po obiedzie. - Zapytała zdziwiona staruszki.
- Cicho. - Rzekła Kasjopeja. - Ja ją celowo obudziłam, żeby siedziała ze mną, żeby się z nią pożegnać.
- Ok pomyślała Kinga. - Chociaż uważała, że można było się pożegnać ze staruszką i pozwolić jej spać. 

Czekania na busa nie miało końca. Gdy Kasjopeja otrzymała telefon, że za kilka minut przyjedzie po nią bus, przykleiła się na jakiś czas do podopiecznej i mówiła "Moja mama, moja mama". Kinga poczuła się zażenowana i zastanawiała się, czy córka seniorki była już kiedyś świadkiem takiej akcji. Staruszka stała z wybałuszonymi ze zdziwienia oczyma i nie wiedziała, co począć. 

Ostatecznie okazało się, że po Gruzinkę przyjechało auto na niemieckich tablicach. Kierowca czekał z dziesięć minut przed domem na opiekunkę, a ona czekała na busa. W końcu się zorientował, że to chyba na jedną z nas czeka i zagadał. Kasjopeja załadowała się do auta ze swoim bagażem i pojechała w siną dal. Jak się później okazało, podjęła pracę opiece w Berlinie. Kinga zastanawiała się, o co w tym wszystkim chodzi. Z tego co zrozumiała, Gruzinka miała wracać do siebie, bo skończyła się jej wiza. Tak jej przynajmniej mówiła. Dziewczyna machnęła na to wszystko ręką, stwierdzając, że i tak nie dowie się już całej prawdy. 

Po wyjeździe Kasjopei opiekunka Kinga poczuła się w końcu swobodnie w domu Ingrit. Ruszyła do piwnicy po pieczywo, które było mrożone na kolejny dzień. W pralni w pralce znalazła mokre pranie. Na podłodze leżały kolejne zwoje pościeli, ręczników oraz ciuchów podopiecznej. Zdziwiona Kinga zastanawiała się, co Kasjopeja robiła tego dnia. Była przekonana, że wykonuje ona ostatnie prace. Poprzedniego dnia widziała jej spakowane walizki. Pokój miała również wolny i wysprzątany w dzień przyjazdu. Dlaczego Gruzinka tak biegała i co robiła w tym czasie, gdy Kinga siedziała sparaliżowana w kuchni pozostało dla niej tajemnicą. Z dwoma bułkami, czteroma kromkami ciemnego chleba oraz z nierozwiązaną zagadką ruszyła na pierwsze piętro. 

W trakcie kawy i ciasta wpadł syn podopiecznej, który już dzień wcześniej wydał się Kindze sympatyczny. Dziewczyna miała wrażenie, że rodzina starszej pani bardzo cieszy się, że przyjechała opiekunka osób starszych ze znajomością języka niemieckiego. Pierwszego wieczoru, gdy Judyta udała się do siebie, Kinga dostała zabawne wiadomości powitalne na Whatsappie oraz w SMS-ach od syna podopiecznej oraz zięcia. Telefon jej pikał, a ona śmiała się, że dorośli ludzie, którzy jej nie znają, wysyłają jej wiadomości, jak małe dzieci.  Nie bardzo wiedziała, co odpowiedzieć na ich zaczepki. Kasjopeja pytała z czego się śmieje. Na odpowiedź, że dostała SMS-y od rodziny seniorki nieco się wykrzywiła, nadal nie rozumiejąc, co rozbawiło Kingę. 

Friedrich wcześnie rano, odbierając matkę na szczepienia na koronawirusa, zaproponował jej, że pokaże jej tego dnia miasta. Kinga podziękowała mu wówczas grzecznie i odpowiedziała, że tego dnia nie ma siły i może lepiej, żeby zrobił to dopiero w środę. Na ten dzień planowane były bowiem kolejne zakupy. 

W międzyczasie opiekunka seniorki otrzymała maila od niemieckiego sanepidu, że ma dziesięciodniową kwarantannę i w tym czasie nie może wychodzić z domu. Jeśli chce, po pięciu dniach może zrobić testy na COVID-19 i jeśli wyjdą one negatywne, będzie mogła zakończyć wcześniej kwarantannę. Kinga nie była zaskoczona. Wiedziała o tym przed wyjazdem. Bardziej spodziewała się jednak SMS-a, niż maila. Friedrich był za to bardzo zdziwiony. 

- Jak to? -  Zapytał. Przecież firma mówiła, że kwarantannę przeszłaś w Polsce. 

No i zaczęła się dyskusja na temat nieoficjalnej kwarantanny w Polsce, na którą wpadła agencja pracy dla opiekunów osób starszych, z którą wyjechała. Jeszcze tego samego dnia wpadła Judyta. Ponownie zaczęła wypytywać o kwarantannę. 

- Jeśli zrobię testy na koronawirusa i wynik będzie negatywny, kwarantannę mogę zakończyć po pięciu dniach. - Rzekła Kinga widząc, że rodzinie Ingrit nie za bardzo podoba się, że ma przejść u nich kwarantannę.
- Ale musielibyśmy cię zawieść na te testy. - Zapytała Judyta.
- Tak. - Skwitowała Kinga.
- Dobrze. Podarujemy sobie testy i przejdziesz tą dziesięciodniową kwarantannę. - Oświadczyła.

Po kolacji Kinga udała się do siebie. Przed spaniem zaglądnęła do staruszki, która oznajmiła, że chce jeszcze oglądać telewizję i pójdzie spać sama. Kingę dziwnie łamało w kościach. Niby zawsze po podróży była zmęczona i obolała, ale tym razem miała wrażenie, że ból jest bardziej intensywny i nigdy nie zniknie. 

Pomimo że opiekunka osób starszych Kinga tym razem zostawiła uchylone drzwi do sypialni nadal było jej w nocy zimno. Gdy rano wstała, stwierdziła, że w graniczącej z sypialnią kuchni również nie działa ogrzewanie. Zeszła niewyspana oraz przemarznięta na parter. Przygotowała sobie oraz podopiecznej śniadanie. Chwile później pojawiła się seniorka. Po śniadaniu starsza pani udała się do salonu. Kinga zaglądnęła do niej, aby sprawdzić, czy wszystko jest w porządku.

- Brrrr, ale tu zimno. - Rzekła wchodząc do salonu, w którym dzień wcześniej było 28 stopni, a tego dnia miała wrażenia, że temperatura w pomieszczeniu nie różni się zbytnio od temperatury w jej sypialni.

Opiekunka seniorki dotknęła zimnego kaloryfera.

- Tutaj też nie działa ogrzewanie. - Oznajmiła staruszce. - W całym domu nie grzeją kaloryfery.

Seniorka wyciągnęła dłoń w kierunku zimnych kaloryferów, by przekonać się o tym osobiście, po czym ruszyła prosto do piwnicy.

- Pani może chodzić po schodach?! - Wołała za nią zdziwiona oraz przerażona Kinga, widząc, jak seniorka "leci" po schodach. 

Kinga nie była pewna, czy starsza kobieta po nich schodzi, czy już spada. Kobieta leciała w dół, jakby pod wpływem grawitacji, trzymając się poręczy. Na szczęście nic jej się nie stało. Opiekunka zeszła za staruszką ostrożnie po stromych schodach.

- Lepiej pani sobie radzi, schodząc po tych schodach, niż ja. - Stwierdziła wciąż obolała Kinga,

Matrona bez słowa ruszyła w stronę pieca. Zerknęła na wskaźnik temperatury, który wskazywał dwadzieścia stopni oraz na przyciski nad piecem. Wcisnęła zielony guzik, który ponownie wyskoczył. Wcisnęła go kolejny raz, a on kolejny raz wyskoczył. 

- Trzeba będzie zadzwonić do wnuka. - Rzekła. - On będzie wiedział, co zrobić.

Staruszka udała się do kuchni. Kinga podążyła za nią. W kuchni seniorka włączyła piekarnik i otworzyła jego drzwiczki na oścież. Kinga napisała do syna podopiecznej, że nie działa u nich ogrzewanie. Chwilę później zjawił się zięć podopiecznej Urlich. Mężczyzna udał się do piwnicy. Po chwili wrócił z niej i oświadczył, że wcisnął zielony przycisk. 

- Ingrit dwa razy wciskała ten guzik, ale dwukrotnie wyskoczył. - Poinformowała go Kinga. 

Urlich nieco się zdziwił i postanowił chwilę odczekać, by sprawdzić, czy piec znowu się nie wyłączy.

- Nam ten guzik od razu wyskoczył. - Stwierdziła Kinga. 
- Ja jeszcze wcześniej pokręciłem coś przy piecu. - Może dlatego wszystko działa.

Kinga skorzystała z okazji i poinformowała go, że w jej sypialni nie działa kaloryfer i chyba należy go odpowietrzyć. Zaczęło się poszukiwanie kluczyka do kaloryfera. Według seniorki powinien był on znajdować się w jednym z pojemników ustawionych na kuchennej półce. Urlich wysypywał skarby z każdej puszki, kubka oraz waz stojących na półce. Daremnie. 

Gdy się poddał, seniorce fakt, że kluczyk się nie znalazł, nie dawał spokoju. Wstała i sięgnęła do jednej z puszek, stojących na innej półce i po chwili wygrzebała z niego mały kluczyk do odpowietrzania kaloryfera. 

Jej zięć ruszył z nim do sypialni Kingi. Po chwili pojawił się zrezygnowany i oświadczył, że odpowietrzyła się tylko część kaloryfera. Postanowił przysłać Friedricha. Syn seniorki faktycznie w mgnieniu oka poradził sobie z zapowietrzonym kaloryferem. Przy okazji oświadczył, że jeszcze raz przemyślał z siostrą sprawę testów i wspólnie postanowili, że Kinga powinna je jednak zrobić. 

- Ok. - Odpowiedziała Kinga. - Kto mnie na nie zawiezie? - Zapytała.
- Przecież ty masz własne auto. - Odpowiedział Friedrich. - Sama tam pojedziesz. Podam ci adres.
- Aha. - Pomyślała Kinga. - Tak to sobie wymyślili. - Gdy wczoraj powiedziałam, że musieliby mnie zawieść, stanęło na kwarantannie, ale wspólnie wydedukowali, że mogę jechać sama i w związku z tym wymagają testów, które zwolnią mnie z kilku dni kwarantanny. Strasznie są wygodni.
- Mam adres. - Powiedziała głośno. 
- To zrób testy, jak najszybciej. - Odpowiedział Friedrich.
- Sanepid pisał, że testy powinno się zrobić piątego dnia.
- Zrób je od razu. - Upierał się syn starszej pani.
- Ok. - Odpowiedziała Kinga, nie chcąc się zbytnio sprzeciwiać Niemcowi. 

Gdy została sama, chwyciła za telefon i zadzwoniła do pracodawcy. Oznajmiła, że rodzina seniorki jednak wymaga od niej testów na koronawirusa. 

- Kto pokryje koszty tych testów? - Zapytała. - To aż dziewięćdziesiąt euro. 
- Proszę się nie martwić. My zwrócimy pani pieniądze za testy. - Uspakajał ją głos płynący z telefonu. 

Chwilę później Kinga rozmawiała z panią z sanepidu.

- Z tego, co pani opowiada, nie ma sensu, żeby pani robiła te testy teraz. Proszę odczekać pięć dni. 
- Mówiłam to rodzinie seniorki. Oni upierają się, żeby zrobić je, jak najszybciej. 
- Naprawdę nie ma sensu. Musi pani odczekać pięć dni od przyjazdu. Testy powinna pani zrobić najwcześniej w piątek. 

Opiekunka seniorki podziękowała pracownicy sanepidu za wskazówki i wybrała numer telefonu do Friedricha. Stanęło na tym, że testy na koronawirusa zrobi tak, jak zaleca sanepid, piątego dnia kwarantanny. Kinga na wskazanej przez sanepid stronie internetowej wybrała termin na piątek na godzinę 14.00. Opłaciła przelewem testy i kontynuowała normalnie pracę, w oczekiwaniu na dzień testów. 

Przyszedł piątek. Aby formalności stało się zadość, Kinga ruszyła na testy na COVID-19. Po długim spacerze w śnieżycy po terenie przemysłowym w poszukiwaniu namiotu, w którym przeprowadzane są testy na koronawirusa, dostała od żołnierza kartkę papieru do wypełnienia. Stanęła przy stoliku, wypełniła ją, dołączyła do niej kolejne dokumenty wydrukowane w domu i całość oddała sanitariuszowi, który skierował ją do kolejnego namiotu. Gdy ręka z patyczkiem zbliżyła się do jej twarzy, Kinga odchyliła głowę. 

- Chwileczkę. Nie jestem jeszcze gotowa. - Rzekła. 

Po wcześniejszych testach wiedziała, że czynność, którą za chwilę przeprowadzi na niej sanitariusz, nie będzie przyjemna. Kinga próbowała się rozluźnić. 

- Ok. - Poinformowała pana z patyczkiem w dłoni. - Jestem gotowa. 

Mężczyzna przystąpił do testu. Opiekunka osób starszych czując grzebanie w środku głowy ponownie odchyliła się do tyłu.

- O Boże! Nie dam rady! - Pomyślała.

Sanitariusz stwierdził, że ilość materiału do badań z tego otworu jest wystarczająca i zaczął dobierać się do gardła Kingi. 

Dziewczyna znowu cofnęła głowę. Nie wiedziała, czy ma zwymiotować, czy się rozpłakać. 

- Ja pitolę. - Pomyślała przez łzy. - Po co to wszystko?! Dla tej pieprzonej roboty, która wychodzi mi uszami? Od roku, podczas tej całej pandemii, jeżdżę po Niemczech. Przez domy podopiecznych przewijają się codziennie dziesiątki ludzi, a ja żyję, jak pustelnik i to ja mam się badać? 

Najgorsze było to, że opiekunka zarówno w Polsce, jak i w Niemczech traktowana jest, jakby miała przynieść z innego kraju zarazę. W rzeczywistości koronawirus jest już wszędzie. Dlaczego osoby pracujące za granicą są traktowane, jako większe zagrożenie, niż osoby żyjące w kraju? 

Kinga wróciła do domu zmarznięta, zła, zmęczona, rozczarowana, z mocnym postanowieniem, że musi znaleźć pracę w innej branży, bo dość ma tej tułaczki, ciągłej niepewności, gdzie trafi i wiecznego podporządkowywania się tym, którzy mają pieniądze. 

Dzień później, po obiedzie postanowiła sprawdzić, czy są już wyniki testów na COVID-19. 

Uwaga! Wynik testów na COVID-19 jest pozytywny! - Widniał napis na stronie internetowej.

- Bez sensu. - Pomyślała Kinga i ponownie podała swój kod do odczytu wyniku testów. 

Ponownie pojawił się czerwony napis:

 Uwaga! Wynik testów na COVID-19 jest pozytywny!

- Chwileczkę. Co to znaczy, że jest pozytywny? - Analizowała Kinga, nie mogąc uwierzyć w to, że jest zarażona koronawirusem. 

Ponownie sprawdziła wyniki. 

- Ja Pierdolę! Co teraz?! - Kinga zamarła w bezruchu...    

Po wstępnym szoku z powodu pozytywnego wyniku testu na koronwirusa opiekunka osób starszych w Niemczech Kinga nieco ochłonęła. Nie mogła się nadziwić, że przechodzi COVID-19 bezobjawowo. Kinga rzadko choruje, ale jeśli już ma problemy ze zdrowiem, to na całego. Wcześniej wyobrażała sobie, że jeśli zachoruje na COVID-19 to choroba zwali ją z nóg. Jeszcze przed pandemią lądowała ona bowiem w szpitalu z powodu trudności z oddychaniem, zwykłe przeziębienie leczy zawsze antybiotykami przez dwa tygodnie i dochodzi do siebie przez kolejny miesiąc. A tu przyszedł koronawirus i nawet tego nie zauważyła.

- No cóż. - Pomyślała. - Mleko się rozlało. Jak kogoś miałam zarazić, to już to zrobiłam.

Kinga postanowiła nie wpadać w panikę. Zastanawiała się chwilę, jaka będzie reakcja pracodawcy oraz rodziny seniorki. 

- Raczej logiczne, że nie będę pracowała. - Analizowała, ale co z podopieczną? Trzeba ogarnąć dom i się spakować, zanim będę musiała się z niego ewakuować. 

Opiekunka seniorki wzięła się za sprzątanie, pranie, prasowanie... Spakowała swoje rzeczy do walizki.

- Ok. Jeszcze tylko kolacja i informuję wszystkich o wyniku testu. - Postanowiła. 

Schodząc na parter usłyszała, jak podopieczna z kimś dyskutuje. 

- Witam. - Rzekła Kinga do postawnego mężczyzny z maseczką na twarzy, stojącego w drzwiach. 
- Dobry wieczór. - Odrzekł jegomość. - Jestem z urzędu miasta. Nie mogliśmy się do pani dodzwonić i trafiło na mnie, że przyniosę pani dokumenty w sprawie kwarantanny.

Kinga ruszyła niepewnie w kierunku mężczyzny. Nie była pewna, czy chodzi mu o dziesięciodniową kwarantannę po przekroczeniu granicy, czy informacja o jej pozytywnym wyniku dotarła już do urzędu miasta. Opiekunka postanowiła się nie zdradzać. Przy okazji próbowała wypytać się o kilka spraw. 

- Jak to jest z tą kwarantanną, bo znalazłam się w takiej przedziwnej sytuacji... Na szczęście mam osobne mieszkanie u góry... Podopieczna... - Bąkała Kinga. - Jeśli jestem swoim autem, to czy mogę w czasie kwarantanny zjechać do Polski i tam przejść kwarantannę. - Wypaliła. - Po drodze nie miałabym z nikim kontaktu i nie naraziłabym nikogo na zarażenie się COVID-19. W tym momencie takie rozwiązanie wydaje mi się najrozsądniejsze.

Mężczyzna spojrzał na nią, chwilę się zastanawiał i stwierdził, że w sumie nie może ona opuszczać tego domu w czasie kwarantanny. 

- Zresztą nie wiem, czy wpuszczono by panią do Polski. - Podsumował. 
- Zasadniczo nie ma kontroli na granicy, więc pewnie bym wjechała. Z tym wirusem to nie wiadomo, czy jest on polski, czy niemiecki, kto kogo zaraził i kto kogo powinien się bać- skwitowała Kinga, zastanawiając się w duchu, czy to czasami nie ona zaraziła się od Niemców. W końcu żyje niemalże jak pustelnik, więc niby gdzie indziej miałaby złapać koronawirusa? 
- Dokładnie. - Przytaknął mężczyzna. - W każdym bądź razie nie może pani opuszczać tego domu do końca kwarantanny.

Kinga pożegnała się z gościem i cała trójka, która przez te kilka minut stała w korytarzu ściśnięta, jak sardynki w puszcze, rozeszła się. 

Opiekunka ruszyła z wręczoną kopertą w rękach do kuchni. 

- On wiedział o moim pozytywnym wyniku testu na koronawirusa, czy nie wiedział? - Zastanawiała się Kinga. - Ludzi z urzędu tak wysyłają do osób zarażonych? Do tego wszystkiego stałam bez maseczki. Podopieczna również. Że też się nas nie bał... On chyba nie wiedział, że mam pozytywny wynik testów...

Po kolacji opiekunka udała się na pierwsze piętro, chwyciła telefon i napisała wiadomość o wynikach testu na COVID-19 do pracodawcy oraz do rodziny seniorki.

- Chwila prawdy. - Pomyślała, czekając na reakcję.

Pierwszy zadzwonił syn podopiecznej.

- Co to znaczy, że wynik jest pozytywny? - Zapytał. 

- Też chwilkę się zastanawiałam. - Zaśmiała się Kinga. - Na czerwono jest napisane "Uwaga! Wynik testów na COVID-19 jest pozytywny". Mam koronawirusa. Co dalej?
- Nie mam pojęcia. - Odpowiedział Friedrich. - Trzeba to obgadać. Zaraz damy ci znać. 
- Był tutaj ktoś z urzędu miasta. Pytałam, czy mogę zjechać do Polski, bo jestem autem. Ten człowiek odpowiedział, że podczas kwarantanny nie mogę opuszczać tego domu. Nie mam pojęcia, co teraz. 
- Zaraz oddzwonię. 

Chwilę później zareagowała agencja pracy dla opiekunów osób starszych. 

"Chyba będzie pani musiała opuścić dom podopiecznej"- pojawiła się informacja na Whatsappie. 

Po 21.00 zadzwonił Friedrich.

- Przepraszam, że tak późno dzwonię. - Zaczął.- Jeśli sanepid mówi, że nie możesz opuszczać domu, tzn. że nie możesz opuszczać domu i to nie podlega dyskusji. Trzeba zachować wszelkie środki ostrożności. 

Kingę nieco zdziwiła, ale i ucieszyła ta wiadomość. Miała przed sobą bowiem wizję odbycia kwarantanny w jakimś przytułku. 

- Dzięki Bogu. - Pomyślała. - Jeszcze by mnie tam zarazili.

Po chwili uśmiechnęła się sama do siebie.

- Przecież to ja jestem zarażona. Już chyba bardziej nie można mnie zarazić. 

Opiekunka próbowała dodzwonić się do pracodawcy, by poinformować go o decyzji rodziny seniorki. Telefon był wyłączony. Napisała więc krótką wiadomość. 

Na koniec otworzyła kopertę od pana z urzędu miasta. 

- A jednak wiedział, że mój wynik testu jest pozytywny. - Dziwiła się Kinga, wspominając, jak to wydychała na jegomościa swoje wirusy. 

Po decyzji rodziny seniorki, że Kinga pomimo pozytywnego wyniku testu na COVID-19 została w domu podopiecznej, wydawałoby się, że sytuacja opiekunki była jasna. Friedrich przyniósł jej maseczkę FFP2, która miała lepiej chronić starszą panią oraz jej gości przed zarażeniem się koronawirusem. Oświadczył również, że niemiecka agencja pracy dla opiekunów przyśle jej więcej maseczek. 

- Trzeba zachować wszelkie środki ostrożności. - Pouczał Kingę. - Nie możesz przebywać w tych samych pomieszczeniach, co moja mama. Musisz nosić maseczkę FFP2 i jednorazowe rękawiczki. Tutaj masz kolejny środek dezynfekujący. Gdy ugotujesz obiad, nakryjesz do stołu i zawołasz moją mamę, a sama zjesz u siebie. Tak samo będzie wyglądał każdy posiłek. Pamiętaj o wietrzeniu pomieszczań, gdy tylko się da. 

Kinga była zdziwiona, że pomimo zarażenia COVID-19 będzie pracowała. Rodzina seniorki kontaktowała się z lekarzem rodzinnym i podjęła taką decyzję. Opiekunka osób starszych założyła, że podjęli ją na własną odpowiedzialność. Cały dzień wykonywała więc nadal swoje obowiązki. Odpadła aktywizacja seniorki, gdyż Kinga miała trzymać się od niej z daleka. 

Ze schodzeniem seniorce z drogi to była śmieszna sprawa. Podopieczna miała demencję i były momenty, że nagle wyskakiwała tuż przed Kingą zza jakiegoś rogu lub gdy Kinga próbowała zrobić coś w jej mieszkaniu, szła prosto na nią, nieświadoma zagrożenia. Opiekunka seniorki musiała więc poniekąd uciekać przez staruszką, która nie do końca rozumiała, co się dzieje i dlaczego np. jada sama posiłki. 

Kinga czuła się zmęczona wykonywaniem swoich obowiązków przy jednoczesnej konieczności unikania starszej pani. Praca ze starą, demencyjną osobą stała się jeszcze trudniejsza. Postanowiła to jednak przetrwać. Nie miała przecież żadnego innego wyjścia. 

Pierwszego dnia pracy według wskazówek rodziny seniorki późnym popołudniem Kinga otrzymała telefon od swojego pracodawcy. 

- Witam pani Kingo. Nasz partner, niemiecka agencja pracy dla opiekunów, poinformował nas, że w chwili obecnej odbywa pani kwarantannę i seniorką zajmuje się jej rodzina. W związku z tym za czas kwarantanny nie otrzyma pani wynagrodzenia. 

Kinga nie wierzyła w to, co usłyszała. Cały dzień pracowała. Była urobiona po pachy nie tylko samą pracą, ale uciekaniem przed seniorką, tłumaczeniem jej na odległość, dlaczego ma jeść sama, dlaczego ma się do niej nie zbliżać. Ledwo zipała w maseczce FFP2, którą większość czasu miała na twarzy. W trakcie przerwy Judyta przywiozła jej zakupy, które Kinga ponad godzinę rozpakowywała, porcjowała i mroziła. Cała rodzina seniorki musiała udać się na kwarantannę, gdyż miała kontakt z opiekunką z Polski. W jaki niby sposób mieli oni opiekować się staruszką na odległość?

- Jak to nie pracuję?! - Wrzasnęła Kinga. - Chyba pani żartuje! A kto daje seniorce jeść? Kto pierze?! Tutaj są góry ciuchów, obrusów i pościeli do prania oraz prasowania. Jeszcze nigdy nie miałam tyle pracy!  Rodzina seniorki jest u siebie na kwarantannie!

- Przecież pani musi sobie również zrobić posiłki. Przy okazji robi pani posiłek seniorce. To nie jest praca. 

Kinga sprowokowana tym stwierdzeniem wrzeszczała bez opamiętania. Czegoś takiego się nie spodziewała. Spodziewała się, że będzie musiała opuścić dom podopiecznej. Spodziewała się, że będzie musiała przejść kwarantannę, za którą dostanie jakieś grosze z kasy chorych. W ostatniej chwili złożyła wniosek o opłacenie składek chorobowych, żeby nie wyjść z tej całej kwarantanny z pustymi rękoma. Ale że będzie pracowała i za pracę nie otrzyma wynagrodzenia, tego się nie spodziewała. Rozmowa z pracodawcą nie miała sensu. Kinga rozłączyła się i napisała SMS-a do Judyty. 

"Otrzymałam informację od pracodawcy, że nie będę miała płacone za pracę w czasie kwarantanny. Napisz mi, co mam robić w tym czasie. Od tej chwili zapisuję moje godziny pracy. Jeśli nie dostanę wynagrodzenia za ten czas, podam mojego pracodawcę do sądu. "

Odpowiedź przyszła błyskawicznie:

"Zapytam przedstawiciela niemieckiej agencji pracy."

Po chwili przyszła kolejna wiadomość:

"Posiłki, pranie oraz prasowanie."

"A co ze sprzątaniem?" - Zapytała Kinga. 

"Sprzątanie odpada." - Dostała odpowiedź. 

"Rodzina ustaliła z niemiecką agencją, że robię posiłki, piorę i prasuję.  Od tej pory zapisuję godziny pracy. Nie zostawię tego tak. Nie ma czegoś takiego, jak praca bez wynagrodzenia. Ciekawe kto będzie sprzątał ten brud po tygodniu, skoro teraz mam nie sprzątać. Z pewnością nie rodzina, tylko opiekunka." - Napisała agencji dla opiekunek w Polsce. 

"To nie moja wina, że jest koronawirus." - Ppadła odpowiedź. 

"Waszym obowiązkiem jest dbanie o interesy opiekunki." - Kontynuowała Kinga. 

"To rodzina decyduje." - Przeczytała. 

Zdanie to było doskonałym podsumowaniem polityki firmy. Kolejna firma, która ze strachu przed utratą klienta nie broni interesu opiekunki. Kinga była zła na siebie, że wpakowała się w taką sytuację. 

- Właściwie nie powinnam w tym czasie w ogóle pracować. - Pomyślała Kinga. Nie wiem, czy ktoś będzie w stanie mi odpowiedzieć, jak powinno wyglądać moje wynagrodzenie w sytuacji, gdy pracuję, mając COVID-19 i rodzina lub agencja pracy dla opiekunów w Niemczech wybierają sobie obowiązki, które mam wykonywać według własnego "widzimisię".  

Mimo wszystko Kinga napisała do urzędu pracy, urzędu celnego oraz organizacji pomagającej opiekunom z zapytaniem, co może zrobić w takiej sytuacji. Nie mając innego wyjścia, położyła się spać. Postanowiła uzbroić się w cierpliwość. Nie mogąc opuścić domu podopiecznej, nie pozostało jej nic innego.   

Kolejne dni w pracy były dla Kingi istną huśtawką emocjonalną. Nie mogła liczyć na żadną pomoc, nie wiedziała, gdzie szukać rzetelnych informacji, jak powinno wyglądać wynagrodzenie za pracę w czasie kwarantanny. Zaczęła zapisywać godziny pracy, ale stwierdziła, że jest to bez sensu. Tu dziesięć minut, tu piętnaście... Jak liczyć czas gotowania obiadu, jeśli nastawiło się mięso, które gotowała się przeszło dwie godziny? A co z praniem? Dwie minuty potrzebowała, aby włożyć ubranie lub pościel do pralki, minutę, aby je wyciągnąć, następnie suszarka i to wielokrotne schodzenie dwa piętra niżej... Żaden normalny człowiek nie przychodziłby kilka lub kilkanaście razy do pracy w ciągu jednego dnia, by wykonywać poszczególne czynności.

- Ja tu jestem cały czas i przez cały dzień wykonuję obowiązki opiekunki osób starszych. - Oburzała się Kinga sama do siebie.

- Przeczekaj tą kwarantannę i potem będziesz miała dobrą pracę. Staniesz finansowo na nogi. - Radziła jej koleżanka.

- Jaką dobrą pracę?! O czym ty mówisz?! - Złościła się Kinga. Czy praca u ludzi, którzy nie chcą mi zapłacić za dziesięć dni pracy to dobra sztela?

- Nie podejmuj decyzji w nerwach. - Kontynuowała jej przyjaciółka. - Lepiej pogodzić się z tym, że nie dostaniesz pieniędzy za pracę w czasie kwarantanny i zostać, niż zjechać zaraz po kwarantannie bez pieniędzy.

- Nie dzwoń więcej do mnie! - Wrzasnęła Kinga. - Jak można uważać, że wszystko jest w porządku, jeśli pracodawca nie chce zapłacić pracownikowi za pracę?!

Kinga zakończyła rozmowę, nie wiedząc w kim szukać wsparcia. Od kolegi usłyszała to, co chciała usłyszeć:

- Dla takich ludzi się nie pracuje. Jak oni już teraz mówią, że ci nie zapłacą, to uciekaj, gdy tylko skończy ci się kwarantanna. Lepiej być stratnym, niż pracować dla nich.

Tak właśnie czuła Kinga. Wolała być stratna, niż pracować dla kogoś, kto pomyślał, że wykorzysta sytuację, by przyoszczędzić trochę grosza jej kosztem. Z drugiej strony potrzebowała pieniędzy. Były więc momenty, gdy skłaniała się, by zostać na szteli.

- Ja nie będę potrafiła spojrzeć im w oczy po czymś takim. - Stwierdzała po chwili. Nie ma takiej opcji, żebym tu została. 

Na dodatek rodzina seniorki żądała po zakończeniu kwarantanny kolejnych testów na COVID-19. Sanepid już na samym początku powiedział, że kolejne testy nie są konieczne, gdyż przez jakiś czas wynik może być jeszcze pozytywny. Kinga pytała Niemców oraz pracodawcy, co będzie, jeśli wynik testów będzie pozytywny. Nikt nie dawał jej odpowiedzi na to pytanie, budząc jeszcze większą złość w Kindze.

- Nie mam obowiązku poddawać się kolejnym testom. Po zakończeniu kwarantanny mogę normalnie pracować, a oni dają sobie prawo, by decydować o tym, co będzie po mojej kwarantannie. Do tego nikt nie chce głośno przyznać, że jeśli wynik będzie pozytywny, będę musiała zjechać do domu. Jaki byłby inny powód, dla którego obstawaliby tak przy kolejnym teście. Nikt nie powie tego głośno, aby zostawić sobie otwartą furtkę na wypadek, gdy testy będą jednak negatywne i będą chcieli, żebym została w pracy. - Analizowała Kinga. - I jak jak mam podjąć decyzję, że będę pracowała dla takich ludzi?

Przyszedł dzień powtórnego testu na koronawirusa. Kinga była przygotowana do zjazdu. walizka stała spakowana w rogu jej pokoju. Po obiedzie opiekunka wybrała się na testy na COVID-19. W dalszym ciągu nie miała odpowiedzi, jak będzie wyglądała jej sytuacja, gdy wynik będzie pozytywny. Kinga była przekonana, że bez względu na wynik zjedzie. 

- Ale będą mieli miny, gdy wynik będzie negatywny, a ja zjadę - Uśmiechała się Kinga złośliwie, pragnąc zemsty za te wszystkie zszargane nerwy. - Ale raczej wynik będzie pozytywny, biorąc pod uwagę to, co mówił sanepid. - Myślała ze smutkiem. 

W tej chwili Kinga pragnęła, by wynik był pozytywny. Sami podziękowaliby jej wówczas za współpracę i nie musiałaby się zastanawiać, jak zjechać ze szteli, na której nie chciała zostać.

Stojąc przy okienku, przez które robiono testy na COVID-19 i czekając na swoją kolej, Kinga przyglądała się swoim współtowarzyszom.

- Bezobjawowi chyba, jak ja. - Dumała.

Dzień później przedzwoniła do przychodni, by dowiedzieć się, jaki jest wynik testów. 

- Wynik testu na koronawirusa jest negatywny. - Usłyszała.

- Boże. Co teraz?! - Rozzłościła się Kinga. - Będę musiała zostać?

W ostatnim dniu kwarantanny Kinga złożyła wypowiedzenie z zachowaniem okresu wypowiedzenia. Uważała, że mogła wypowiedzieć w trybie natychmiastowym, ale postanowiła dać agencji pracy dla opiekunów czas na znalezienie opiekunki. Liczyła oczywiście na to, że opiekunka osób starszych znajdzie się wcześniej. W chwili otrzymania negatywnych wyników, nie potrafiła sobie wyobrazić, że kolejne dni będzie pracowała na tej szteli. 

Postanowiła poinformować rodzinę seniorki oraz pracodawcę o wyniku testów.

Chwilę później otrzymała telefon od Judyty.

- Cześć Kinga. Gratuluję.

Kinga zastanawiała się przez chwilę, kiedy ma urodziny, zanim zajarzyła, że Judyta gratulowała jej negatywnego wyniku testu na COVID-19. 

- Wiem, że mówiłaś, że nie zostaniesz tutaj, bo jesteś psychicznie wykończona tą całą sytuacją, ale nam zależałoby, żebyś została u naszej mamy. - Oświadczyła Judyta.

- Wczoraj złożyłam wypowiedzenie. Przez cały ten czas czekam na informację od mojego pracodawcy, jak będzie wyglądało moje wynagrodzenie za pracę w czasie kwarantanny i do dzisiaj nie dostałam żadnej odpowiedzi.

- Złożyłaś wypowiedzenie?

- Tak.

- No to firma musi zareagować.

- My dostaliśmy profil opiekunki. Ale nam zależy, żeby opiekunka znała język niemiecki. Chcielibyśmy, żebyś ty została.

Zachowanie córki nieco zdziwiło opiekunkę seniorki. Zdawała sobie sprawę z tego, że ten telefon musiał dużo kosztować Judytę. Kinga by tak nie potrafiła. Ot niemiecka dyplomacja. Tylko pozazdrościć.

- Dopóki nie dostanę informacji na temat mojego wynagrodzenia za czas kwarantanny, nie podejmę decyzji o pozostaniu na szteli. - Odpowiedziała. 

- My uzgodniliśmy kilka dni temu z niemiecką agencją, że zapłacimy ponad pięćdziesiąt procent dniówki za dni kwarantanny... 

- Ja nie mam jeszcze żadnej informacji od mojego pracodawcy. Skontaktuję się z nim i zobaczę, co powie. Dam ci znać, co dalej, jak otrzymam odpowiedź z Polski.

Kinga miała chwilę radości, że role się odwróciły. Tym razem to Niemcy nie wiedzieli, co dalej i czekali na jej decyzję.

"Witam. Jak będzie wyglądało moje wynagrodzenie za pracę w czasie kwarantanny? Cały czas czekam na informację". - Napisała do pracodawcy.

"Witam pani Kingo. My cały czas walczymy z rodziną o wypłatę wynagrodzenia." - Przyszła odpowiedź.

"Czy ta informacja, że jeszcze nie uzgodniono, ile oraz czy w ogóle rodzina seniorki zapłaci za moją pracę jest z dzisiaj?" - Zapytała Kinga, chcąc złapać agencję na kłamstwie. Teraz miała informację z pierwszej ręki. Wiedziała nie tylko, że rodzina zapłaci część wynagrodzenia, znała nawet dokładną kwotę. 

W kolejnej wiadomości z Polski pracownica próbowała nakreślić obecną sytuację. Przy okazji wylała odrobinę żalu, jaki miała do Kingi za to, że opiekunka osób starszych stwierdziła, że jest ona, jak powietrze, bo nic nie robi w tej kryzysowej sytuacji. 

"To dziwne". - Napisała Kinga. - "Mam informację, że kwota, jaką rodzina zapłaci za moją pracę w czasie kwarantanny jest już uzgodniona. Rodzina pomimo wszystko chce, żebym to ja została. Dostali już nawet profil nowej opiekunki, ale woleliby, żebym to ja opiekowała się ich matką. Powiedziałam, że póki nie dostanę odpowiedzi w sprawie mojego wynagrodzenia, nie ma takiej opcji, abym została."

Cisza.

"Dyrektor zadecydował, że dostanie pani całą pensję za pracę w czasie kwarantanny. Bez względu na to, ile zapłaci rodzina za pani pracę. Proszę dać znać, czy pani zostanie, czy mamy szukać nowej opiekunki.". - Pojawiła się wiadomość na telefonie opiekunki. 

"Zostanę". - Odpisała zaskoczona Kinga.

- Tyle dni nerwów. - Pomyślała. - A jednak warto walczyć o swoje. Kto by pomyślał, że tak to się zakończy. 

Więcej opowiadań o Kindze na szteli znajdziesz tutaj

Komentarze